Także Warszawa padła ofiarą dekretu Bieruta. I rządów PiS
Szczypanie Warszawy
Minister skarbu odmówił Warszawie wypłaty ostatniej transzy wsparcia. Do tej pory dzięki tym pieniądzom miasto spłacało roszczenia reprywatyzacyjne, wynikające z dekretu Bieruta.
.
Michal Jaskolski/Flickr CC by 2.0

.

Warszawa nie jest w stanie udźwignąć roszczeń reprywatyzacyjnych, wynikających z dekretu Bieruta. Dokładnie nie wiadomo nawet, o jakie sumy chodzi. W 2013 r. miasto szacowało, że potrzebuje na ten cel od 8,5 do 14 mld zł. To mniej więcej tyle, ile wynosi cały tegoroczny budżet Warszawy (14,7 mld zł). Miasto samo sobie z tym problemem nie poradzi.

Nic dziwnego więc, że ratusz zwraca pieniądze nie wtedy, gdy byli właściciele domagają się odszkodowania, ale dopiero wtedy, gdy po zwrot przychodzą z wyrokiem sądu. Obecnie opiewają one na 370 mln zł. I już naprawdę trzeba płacić.

Ofiarą dekretu Bieruta z 1945 r. są nie tylko przedwojenni właściciele warszawskich nieruchomości, którym zostały one bezprawnie odebrane. Jest nią także sama Warszawa, która obecnie za to bezprawie musi zapłacić. Nie bardzo jednak wiadomo, z czego. Przed kilkoma laty, gdy trzeba było wyasygnować ponad 500 mln zł, prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wynegocjowała z rządem PO-PSL, że budżet państwa udzieli miastu wsparcia z Funduszu Reprywatyzacyjnego, będącego w dyspozycji ministra skarbu. Wsparcie miało wynieść 600 mln zł.

Przez dwa lata Warszawa dostawała po 200 mln zł rocznie. W tym roku miała dostać kolejną transzę. Wydatek zapisany został w ustawie budżetowej, którą uchwaliła już nowa ekipa rządząca. Czyli – zaakceptował go parlament. Ale jak widać, ustawa – nawet uchwalona przez posłów PiS – nie wszystkich obowiązuje. Minister wypłaty Warszawie ostatniej transzy wsparcia odmówił.

Są przecieki, że ministerstwo nie jest pewne, czy pieniądze te wydawane były w sposób niepozostawiający zastrzeżeń. O wiele bardziej prawdopodobne wydaje się jednak inne wytłumaczenie – rząd PiS Warszawy nie lubi, bo samorządem kieruje ekipa z wrogiej Platformy Obywatelskiej. Będzie jej więc robił na złość.

Co to wszystko obchodzi mieszkańców miasta? Wojna Prawa i Sprawiedliwości z Platformą nie wszystkich interesuje, ale reprywatyzacja stołecznych nieruchomości bulwersuje wielu z nas. Oburza, że cenne warszawskie nieruchomości odzyskują niekoniecznie spadkobiercy ich przedwojennych właścicieli, ale handlarze roszczeń. Osoby, które najcenniejsze warszawskie grunty odzyskują, choć nigdy one ani ich najbliżsi ich nie stracili. Tracili inni, oni tylko odzyskują. Powstają fortuny, a szkoły, szpitale i inne instytucje muszą się wyprowadzać. To stanowczo nie jest w porządku.

Tylko że za ten karygodny stan rzeczy nie odpowiadają władze miasta, ale parlamentarzyści. Przez 25 lat nie znaleźli czasu, aby uchwalić ustawę reprywatyzacyjną, godzącą interesy dawnych właścicieli z interesem obecnych i przyszłych mieszkańców stolicy. Przewidującą jakiś rodzaj odszkodowania za bezprawie, ale – tyle lat po wojnie – niekoniecznie w pełnej wysokości. Satysfakcjonującą dla handlarzy roszczeniami, ale niesprawiedliwą wobec samego miasta i jego mieszkańców. Dobra zmiana, jaką funduje nam obecna ekipa rządząca, także rozwiązania tej sprawy nie przewiduje.

Zamiast więc prawnego i definitywnego zakończenia procesu reprywatyzacji, w wyniku którego jedni odzyskują więcej, niż stracili, a miasto traci coraz więcej, jesteśmy świadkami gorszącego podszczypywania samorządu przez ministerstwo. Politycznej zemsty, a nie rozwiązania problemu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj