Czy polska gospodarka będzie czerpać z chińskich wzorców
Bez kompasu
Dobrze, że wicepremier Mateusz Morawiecki testuje pomysły Chińczyka Justina Yifu Lina. Źle, jeśli zaprowadzą nas one prosto do Chin.
Justin Yifu Lin
Piotr Waniorek/Forbes/Forum

Justin Yifu Lin

W Chinach Justin Yifu Lin jest znany jako ten pierwszy. I faktycznie był pierwszym od czasu rewolucji kulturalnej chińskim studentem, który wrócił do kraju z tytułem doktora ekonomii zdobytym na porządnej amerykańskiej uczelni. W 2008 r. jako pierwszy człowiek z kraju rozwijającego się został głównym ekonomistą i wiceprezydentem Banku Światowego. I pewnie nikogo specjalnie nie zdziwi, jeśli gdzieś w okolicach 2020 r. Lin będzie pierwszym w historii chińskim laureatem Nobla z ekonomii.

Justin Yifu Lin to nie jest jego prawdziwe nazwisko. Justinem został po to, żeby na zachodnich uniwersytetach nie łamali sobie języka na imieniu Zhengyi. Yifu to z kolei przybrany już w dojrzałym wieku pseudonim inspirowany tradycją konfucjańską, który oznacza „wytrwałego człowieka w trakcie długiej podróży”. Jak się popatrzy na życiorys ekonomisty, to coś jest na rzeczy. Urodzony na Tajwanie na początku lat 50., niedługo po tym, jak wyspa stała się azylem dla chińskich nacjonalistów Czang Kaj-szeka wypartych z kontynentalnych Chin przez komunistów Mao Zedonga. O Linie pierwszy raz zrobiło się głośno, gdy jako student wydziału rolniczego uniwersytetu w Tajpei zgłosił się jako ochotnik do wojska. A był to jeszcze czas, gdy wojna w cieśninie tajwańskiej mogła wybuchnąć w każdej chwili. W wojsku Lin dosłużył się stopnia kapitana i po paru latach skierowano go do jednostki na Kinmen, maleńkim archipelagu wysp leżących zaledwie kilka kilometrów od Chin kontynentalnych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj