Kiedy za e-booki zapłacimy mniej i czy Polacy wreszcie zaczną czytać?
O e-bookach, książkach i poziomie czytelnictwa w Polsce opowiada Paweł Waszczyk, szef Biblioteki Analiz.
Artykuł dostępny w ramach otwartej licencji.
OF/•

Artykuł dostępny w ramach otwartej licencji.

Badania z ostatnich lat coraz bardziej pokrywają się z rzeczywistością. Przestaliśmy się wstydzić i zaczęliśmy jawnie przyznawać, że nie czytamy.
John-Mark Kuznietsov/StockSnap.io

Badania z ostatnich lat coraz bardziej pokrywają się z rzeczywistością. Przestaliśmy się wstydzić i zaczęliśmy jawnie przyznawać, że nie czytamy.

ObserwatorFinansowy.pl: Czy książka ma szansę utrzymać się w tradycyjnej formie?
Paweł Waszczyk: – Nie widzę sensu w pytaniu o to, jaka będzie ostateczna forma książki. Istotne dla rynku jest to, że e-książki oraz publikacje w papierze funkcjonują na innych rynkach, podlegających określonym czasowym modom. Szacuje się, że w Polsce jest kilkaset tysięcy czytników, telefonów, czy tabletów, na które ściągane są pliki książkami. Wartość książki papierowej, w cenach detalicznych to ok. 4,5 mld zł. Wartość polskiego rynku e-książki w cenach netto to 62 mln zł. Można by więc powiedzieć, że mają mały udział w rynku.

Te dwa segmenty nie konkurują ze sobą?
E-książki to segment, który rozwija się dynamicznie – notuje dwucyfrowy wzrost wartości sprzedaży rok do roku. Jego przyszłość zależy od poziomu edukacji, dostępu finansowego do urządzeń i tego, czy rozwinie się grupa czytelnicza, która będzie chciała z niego korzystać. W Polsce dostępne są dwa modele nabywania e-książek: transakcyjny, w którym kupuje się pojedyncze książki oraz abonamentowy. W tym ostatnim modelu można wejść w posiadanie czytnika już od 1 zł.

Segment e-booków ma swoje wyzwania, jak dotarcie do coraz większej liczby czytelników. Napotyka trudności, np. bardzo wysokie koszty zakupu zagranicznych licencji, zupełnie nieprzystające do wielkości rynku w Polsce. Do jego zalet należy zaś niższy koszt wytworzenia książki niż w przypadku publikacji w papierze. Te dwa rynki się nie kanibalizują. I nie ma niebezpieczeństwa, że kiedyś zaczną.

Ciekawym elementem rozwoju nowych form książki są u nas audiobooki. Coraz szybciej rośnie ich sprzedaż, choć znacznie wyższa jest dodatnia dynamika sprzedaży plików, niż płyt. To może napędzać rozwój tego segmentu, bo nakłady na produkcję plików są niższe niż na produkcję płyt z taką samą treścią. Rok do roku notujemy kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży audiobooków. W rozwój tej formy popularyzacji książek, oprócz lidera rynku firmy Audioteka, zaczyna inwestować Empik, czy szwedzki koncern Storytel, szukający ciekawych treści na naszym rynku.

W marcu Biblioteka Narodowa przedstawiła raport, z którego wynikało, że 4,7 mln Polaków nie przeczytało w 2015 r. żadnego dłuższego tekstu. Może to wydawcy przesadzają z cenami książek?
Panuje w Polsce przekonanie, że książki są relatywnie drogie w odniesieniu do towarów pierwszej potrzeby. Jednak, gdy porównamy cenę kilkuset stronicowej beletrystyki za około 35 zł i półlitrowej butelki wódki średniej jakości za 20-25 zł, to nie odważę się powiedzieć, że książki u nas są zbyt drogie. Polscy wydawcy nie płacą preferencyjnych cen za papier, ponoszą z tego tytułu koszty takie, jak firmy w wielu innych krajach. Koszty, które można negocjować, to druk, czy projekt książki, ale też nikt nie będzie pracował za darmo. Dlatego książka nie jest wyceniana za wysoko w stosunku do ponoszonych kosztów jej wydania.

Badania pokazują też, że 37 proc. Polaków deklaruje przeczytanie „co najmniej jednej książki w roku”. Jest to bardzo słaby wynik, z którym znacznie odstajemy od innych krajów naszej części Europy. Co na to wpływa, skoro nie cena egzemplarzowa?
W Niemczech, Czechach czy Słowacji dominuje mentalność społeczeństwa mieszczańskiego, w dużej mierze protestanckiego lub z silnym wpływem protestantyzmu, który zakładał czytanie w domu Biblii. Zaowocowało to nawykiem czytania i szacunkiem do słowa drukowanego.

W Polsce nie wytworzył się masowy snobizm na czytanie i kupowanie książek. Długo nie było tego widać, bo Polacy nie przyznawali się, że nie czytają. Do 2008 roku badania i rzeczywistość rynkowa nie do końca się pokrywały. Z badań wynikało, że czytamy, nie było widać tych ukrytych nieczytających. Badania z ostatnich lat coraz bardziej pokrywają się z rzeczywistością. Przestaliśmy się wstydzić i zaczęliśmy jawnie przyznawać, że nie czytamy.

Z drugiej strony publikowanych jest coraz więcej książek. Według szacunków Biblioteki Analiz w 2015 roku zanotowano wydanie ponad 34 tys. tytułów, co oznacza wzrost o 7 proc. w stosunku do 2014 roku. Nowości to nieco ponad 21 tys. tytułów – o 12 proc. więcej w stosunku do poprzedniego roku.

Czy w takim razie jeszcze ktoś u nas w ogóle zarabia na wydawaniu książek? Pisarz? Wydawca? Księgarnia, a może drukarnia? Jak wygląda struktura tego rynku?

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj