Bilans polityki fiskalnej PiS: Natłok nowych regulacji, coraz większa dziura budżetowa
PiS nie doszacował kosztów swoich projektów. Paradoksalnie ratunkiem dla finansów państwa może być słabość krajowej gospodarki.
Większość nowych regulacji ma jeden wspólny mianownik – wpływają na wielkość wydatków państwa i niestety z reguły pogłębiają dziurę budżetową.
Dariusz Gąszczyk/Flickr CC by 2.0

Większość nowych regulacji ma jeden wspólny mianownik – wpływają na wielkość wydatków państwa i niestety z reguły pogłębiają dziurę budżetową.

Obiegowe powiedzenie mówi: jeżeli chcesz wprowadzić duże zmiany w polityce fiskalnej, to musisz je uchwalić w pierwszym roku po wyborach. Rząd PiS wziął sobie tę zasadę do serca. Może aż zanadto.

Pracownicy urzędów uskarżają się, że takiego natłoku nowych regulacji nie pamiętają nawet najstarsze sekretarki. Projekty ustaw dotyczą najróżniejszych sfer życia społeczno-gospodarczego Polaków, ale większość z nich ma jeden wspólny mianownik – wpływają na wielkość wydatków państwa i niestety z reguły pogłębiają dziurę budżetową.

Co rujnuje budżet: 500+, kwota wolna od podatku, obniżenie wieku emerytalnego

W pierwszej kolejności trzeba wymienić te najistotniejsze. Program 500+. Co prawda funkcjonuje już od kwietnia, ale dopiero teraz widać, że rząd niedoszacował jego kosztów. Przyjął bowiem, że wypłaty świadczeń rodzinnych nie wpłyną na decyzje zawodowe Polaków. Okazało się jednak, że co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób wolało zrezygnować z pracy, by otrzymywać co miesiąc 500 zł także na pierwsze dziecko.

Drugim ważnym projektem jest wprowadzenie od 2017 r. degresywnej kwoty wolnej od podatku – sięgającej 6,6 tys. zł dla nisko zarabiających i zerowej dla najbogatszych. To drugi najszybciej przyjęty projekt ustawy w historii III RP, którego koszty zostały przez weekend oszacowane w Ministerstwie Finansów. Resort twierdzi, że budżet straci na zmianach około 1 mld zł, ale znów może się mylić. Sporo osób najbogatszych zapewne ucieknie od wyższych podatków poprzez rozliczanie się z małżonkiem lub dzięki przejściu na inne typy kontraktów, takich jak samozatrudnienie.

Trzecim i najbardziej kosztownym projektem uchwalonym tej jesieni przez parlament jest obniżenie wieku emerytalnego. Jego łączny koszt dla budżetu przekroczy do 2020 r. 50 mld zł. Wyłącznie w przyszłym roku na skutek zmian w emeryturach deficyt będzie większy o blisko 5 mld zł, a przecież obniżony wiek emerytalny będzie obowiązywał tylko przez jeden kwartał.

Co może uratować polskie finanse?

Poza powyższymi nie należy zapominać o szeregu pomniejszych ustaw, które będą generować dodatkowe koszty dla budżetu od 1 stycznia: wzrost płacy minimalnej, utworzenie Narodowego Funduszu Mieszkaniowego, stworzenie jednostek Obrony Terytorialnej, uruchomienie programu świadczeń z tytułu urodzenia dziecka nieuleczalnie chorego, wprowadzenie odliczeń od wydatków na badania i rozwój czy obniżka podatku CIT dla najmniejszych firm.

Wszystkie te dodatkowe koszty nie zostaną sfinansowane z uszczelnienia systemu VAT (kolejne obowiązki sprawozdawcze dla firm wchodzą od początku roku w życie), który przyniesie przy sporej dozie szczęścia 6–8 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu.

Paradoksalnie ratunkiem dla finansów państwa może być słabość krajowej gospodarki. Odpływ kapitału z polskiej giełdy i rynku obligacji doprowadził do silnego osłabienia złotego wobec dolara i euro. To z kolei oznacza duże zyski NBP na portfelu aktywów zagranicznych i tym samym może wygenerować nieoczekiwany zastrzyk kilku miliardów złotych do budżetu.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj