Zagraniczne firmy przenoszą się do Polski. Jest w tym jednak pewien haczyk
Polacy kradną (miejsca pracy)
Wafelki w Wielkiej Brytanii i suszarki we Francji stały się tematami kampanii wyborczych. Wszystko z winy Polski.
Amerykański Whirlpool zamyka swoją fabrykę, a montaż suszarek bębnowych przenosi do swojego zakładu w Łodzi.
MSZ

Amerykański Whirlpool zamyka swoją fabrykę, a montaż suszarek bębnowych przenosi do swojego zakładu w Łodzi.

We francuskim Amiens od kilku miesięcy ogromne oburzenie. Amerykański Whirlpool zamyka swoją fabrykę, a montaż suszarek bębnowych przenosi do swojego zakładu w Łodzi. Pracę ma stracić prawie trzysta osób. Na nic protesty francuskich związkowców, ale dzięki kampanii przed wyborami prezydenckimi o ich losie usłyszał cały kraj. Emmanuel Macron, postrzegany w fabryce jako ten „zły” kandydat w przeciwieństwie do „dobrej” Marine Le Pen niezmordowanie walczącej z globalizacją, postanowił nawet pojechać do zamykanego zakładu.

Po drugiej stronie kanału La Manche również polityczne ożywienie. Przyspieszone wybory parlamentarne już w czerwcu odbędą się w Wielkiej Brytanii. Tymczasem właśnie okazało się, że trzysta osób straci pracę w różnych brytyjskich zakładach szwajcarskiego koncernu Nestlé. Powód? Wafelki Blue Riband będą produkowane już nie na Wyspach, a w Polsce. I znowu protesty związkowców, którzy liczą na zwrócenie uwagi polityków przed głosowaniem. W tle jeszcze pytanie, czy to wina Brexitu czy wyjście z Unii jest dla szwajcarskiego właściciela tylko pretekstem do oszczędzania?

Polska korzysta na działaniach populistów?

Oba wydarzenia mają wspólny element. W obu przypadkach korzysta bowiem nasz kraj, gdzie powstaną kolejne miejsca pracy. A przy okazji, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i we Francji, można, walcząc o głosy wyborców, wykorzystać antypolskie resentymenty. Mało tego, że wysyłają swoich hydraulików, odbierających pracę „naszym”, to jeszcze kradną „nasze” zakłady. I jak tu lubić tych Polaków? Idealna pożywka dla francuskich i brytyjskich populistów, i po prawej, i po lewej stronie sceny politycznej.

Oczywiście każda taka inwestycja w Polsce jest dobrą wiadomością, ale w nadmierny zachwyt popadać nie powinniśmy. Owszem, dziś jesteśmy wciąż bardzo atrakcyjnym miejscem do montażu suszarek albo wyrobu wafli. Jednak może się to szybko zmienić, a wówczas los Amiens podzieli i Łódź. Nasze szczęście polega na tym, że nie ma już wielu miejsc w Europie, gdzie można produkować taniej, a przy tym liczyć na przyzwoitą infrastrukturę i względną stabilność.

Jeśli jednak kiedyś sytuacja gospodarcza, a przede wszystkim polityczna, na Ukrainie się poprawi, za to pensje w Polsce nadal będą rosnąć, możemy szybko stać się ofiarami tej „delokalizacji” zamiast jej beneficjentami. Tym ważniejsze jest, żeby budować silne, polskie firmy. Tylko jak to robić, gdy przepisy zmieniają się co chwila, państwo walcząc o wpływy z VAT, każdego traktuje jak przestępcę, a przedsiębiorcy są w oczach Jarosława Kaczyńskiego jednymi z głównych wrogów „dobrej zmiany”?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj