Radziwiłł na dywaniku u Szydło. Pomysł dopłat za leczenie to skandal, PiS lepszych nie ma
Kolejki albo kasa
Szydło krytykuje Radziwiłła za pomysł, aby publiczne szpitale mogły pobierać pieniądze od ubezpieczonych pacjentów.
Radziwiłł na dywaniku u Szydło. Pomysł dopłat za leczenie to skandal, ale niestety PiS innych pomysłów nie ma.
Kancelaria premiera/Flickr CC by 2.0

Radziwiłł na dywaniku u Szydło. Pomysł dopłat za leczenie to skandal, ale niestety PiS innych pomysłów nie ma.

Premier Beata Szydło ostro skrytykowała ministra zdrowia za pomysł, by publiczne szpitale, które trafią do tzw. sieci, mogły pobierać pieniądze od pacjentów ubezpieczonych, którzy zechcą przyspieszyć leczenie.

Wcześniej liderzy PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, ostro protestowali przeciwko wprowadzeniu zdrowotnych ubezpieczeń dobrowolnych, podobnie jak przeciwko jakimkolwiek formom współpłacenia pacjentów. Zapewniali, że jak dojdą do władzy, po prostu przeznaczą na publiczną opiekę zdrowotną więcej pieniędzy. Obietnicy nie dotrzymali. Kolejki do leczenia są coraz dłuższe.

Można by współczuć Konstantemu Radziwiłłowi, że podjął się robienia radykalnej reformy w służbie zdrowia bez dodatkowych pieniędzy. Tak naprawdę jednak współczuć trzeba pacjentom, czyli nam. Szpitale, którym bezpieczne funkcjonowanie miał zapewnić ryczałt, tych pieniędzy dostaną za mało. Obecnie liczą jeszcze na zapłatę za tzw. nadwykonania, w przyszłym roku ten tytuł do otrzymania dodatkowych pieniędzy zostanie skasowany.

Reforma zdrowia pod rządami PiS

Pieniądze z ryczałtu rozejdą się szybko – w drugiej połowie roku szpitale nie będą miały za co leczyć. O droższych kuracjach nie ma mowy. Istnieje poważna obawa, że usilnie będą pozbywać się pacjentów „generujących koszty”, czyli poważniej chorych, o czym od miesięcy uprzedza Andrzej Sośnierz, polityk partii rządzącej. Nierzadko bardzo drogi sprzęt i wyposażenie jeszcze bardziej niż obecnie pozostaną niewykorzystane. Stąd rozpaczliwy pomysł ministerstwa, aby chętni do wyjęcia kasy nie musieli czekać. Pomysł był zły, bo groził nadużyciami i wymuszaniem na pacjentach dodatkowych opłat. Problem w tym, że ekipa Prawa i Sprawiedliwości lepszych pomysłów nie ma.

Nie przygląda się temu, dlaczego w innych krajach europejskich obywatele z publicznej służby zdrowia zadowoleni są bardziej niż w Polsce (a pod tym względem jesteśmy na szarym końcu). Nie przyjmuje do wiadomości, że wszędzie wprowadza się jakieś formy racjonalizacji popytu, który w lecznictwie jest przecież praktycznie nieograniczony. Racjonalizacji, która jednak nie pogarsza sytuacji osób ciężko lub przewlekle chorych, których leczenie jest najdroższe. Jedną z tych form jest współpłacenie. Z kolei formą dosypania pieniędzy, ale tylko do szpitali dobrych – są dodatkowe ubezpieczenia. Najmniej efektywną jest natomiast podnoszenie składki na zdrowie, której w Polsce wiele grup po prostu nie płaci.

Publicznej służbie zdrowia dramatycznie brakuje pieniędzy. I tych pieniędzy musimy dosypać z naszych prywatnych kieszeni, ale w sensownie zorganizowany sposób. Społeczeństwo, przyzwyczajone do tego, że opieka zdrowotna jest „za darmo”, jest temu przeciwne. Więc trzeba z nami o tym rozmawiać, a nie obiecywać gruszki na wierzbie. Politycy jednak zachowują się tchórzliwie, a publiczna służba zdrowia jest coraz gorsza. Czekamy na krach?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj