Dlaczego samochody w centrach miast to przeżytek?
Samochody budzą emocje. Zwłaszcza gdy stoją w korkach, ziejąc spalinami, ale też gdy krążą, szukając miejsca do postoju.
Samochody w mieście szkodzą nawet gdy stoją, bo nie są używane, a kosztują.
Clem Onojeghuo/StockSnap.io

Samochody w mieście szkodzą nawet gdy stoją, bo nie są używane, a kosztują.

Tekst dostępny w ramach otwartej licencji.
OF/•

Tekst dostępny w ramach otwartej licencji.

Problem ma charakter globalny. W Polsce nabiera ostrości, bo nasze auta są leciwe, więc szkodzą bardziej i dotkliwiej. Szkodzą nawet gdy stoją, bo nie są używane, a kosztują.

Jesteśmy jednym z najbardziej zmotoryzowanych państw Europy. Dane statystyczne nie są pierwszej świeżości, ale prawdziwie obrazują realia, bo duże zmiany zachodzą na tym polu relatywnie wolno. Jeśli pominąć państwa lilipucie i małe, to według ACEA (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodowych) pod względem liczby samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w 2014 roku wyprzedzali nas w Europie jedynie Włosi (610) i Niemcy (550). Dystans dzielący Polskę od liderów jest niewielki, ponieważ nasz wskaźnik to 526. Za Polakami są kilka razy od nas majętniejsi Brytyjczycy (507),Belgowie (492), Holendrzy (487) i Francuzi (483).

Nawet gdyby z powodu bałaganu w bazach danych liczba samochodów „na chodzie” była w Polsce istotnie zawyżona, to i tak nie zmienia to faktu, że w relacji do naszej majętności i opłakanego stanu środowiska, gramy w auta w stanowczo za wysokiej lidze.

Samochody jeżdżące po Polsce są wprawdzie sporo młodsze od karoc, dyliżansów i furmanek, ale jednak stare. W ubiegłym roku sprowadzono do Polski aż milion używanych samochodów osobowych i dostawczych. Ich średni wiek wynosił 11 lat i 10 miesięcy, więc stan techniczny tego parku przyzwoity być nie mógł. Niewielkim tylko pocieszeniem może być fakt, że jakaś część tych samochodów sprzedawana jest zaraz po „odpicowaniu” w warsztatach z szarej strefy, za wschodnie granice kraju.

Z drugiej strony rośnie sprzedaż pojazdów luksusowych, z każdym kolejnym modelem coraz większych i mocniejszych. Aut klasy premium sprzedano w 2016 roku ok. 50 tys., tj. o 1/3 więcej niż przed rokiem. Co ciekawe, codzienny ogląd ulic stolicy podpowiada, że coraz liczniejsze wielkie SUV-y służą w wielkiej mierze za surogat lektyki, w której kierowcy lepiej widzą człowieka i z której lepiej widać maluczkich.

Zasadnie spekulować można, że używanie samochodu to u nas względnie rzadko konieczność i kwestia skalkulowanego wyboru, a nazbyt często potrzeba podkreślenia sukcesu i statusu. Pojawia się też oczywiście element wygody korzystania z auta w codziennych dojazdach. W przypadku motoryzacji wygoda zanika jednak wraz z umasowieniem procesu, przy czym wraz z olbrzymiejącym parkiem samochodowym cena komfortu rośnie bardziej niż proporcjonalnie.

Na pierwszym miejscu są ogromne koszty ponoszone na budowę i utrzymanie polepszanej bez ustanku infrastruktury drogowo-ulicznej. Koszty te pokrywane są osobiście i bezpośrednio w formie podatków i opłat wynikających z posiadania i użytkowania samochodu, lecz przede wszystkim bez związku z własnością lub użytkowaniem pojazdu, czyli w ramach tzw. spożycia zbiorowego finansowanego z najważniejszych podatków przez rząd i samorządy. Spożycie zbiorowe nie obejmuje samych tylko pozycji bezpośrednich takich jak budowa, naprawa, utrzymanie dróg, ulic i miejsc postojowych. Dochodzą wielkie koszty usuwania szkód środowiskowych, leczenia ofiar wysokich stężeń spalin i smogów, ratowania zdrowia i życia poszkodowanych w wypadkach itd.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj