Gra o sądy może też uderzyć w klientów Biedronki. Dlaczego?
Rząd zamierza innym krajom unijnym wypowiadać umowy o wzajemnej ochronie inwestycji. Najpierw Portugalii. Wielka polityka może dotknąć klientów Biedronki, którzy się nią zupełnie nie interesują.
Wielka polityka może dotknąć klientów Biedronki.
Krugerr/Wikipedia

Wielka polityka może dotknąć klientów Biedronki.

Do zrywania tego typów umów bilateralnych zachęca Komisja Europejska. Uważa bowiem, że gwarantem przestrzegania interesów unijnych inwestorów w innych krajach członkowskich są niezawisłe sądy. Polskie sądy są przecież także sądami unijnymi, bilateralne umowy o wzajemnej ochronie inwestycji stały się niepotrzebne. Problem w tym, że polskie sądy (jeżeli PiS uda się przegłosować weta prezydenta) po podporządkowaniu władzy sądowniczej politykom partii rządzącej niezawisłe być przestaną. Mamy więc problem. A inni mają problem z nami.

Jeszcze kilka dni temu z takiej zapowiedzi rządu moglibyśmy się więc nawet cieszyć. Jednym ze skutków rezygnacji z bilateralnych umów jest bowiem fakt, że wszelkie spory między inwestorem z innego kraju UE, w tym przypadku z Portugalii, a rządem polskim mają być rozstrzygane przez polskie sądy. Obecnie zagraniczni inwestorzy skarżą nas przed międzynarodowymi trybunałami i – w razie niekorzystnych wyroków – może nas to kosztować nawet 10 mld euro. Przeniesienie sporów na polski grunt jest więc szansą, że polski punkt widzenia będzie się liczył. Przestaniemy się obawiać ewentualnej stronniczości obcych trybunałów, mniej ważna stanie się też ewentualna nieudolność naszej obrony i prezentowania polskiej racji.

Niestety, w obecnej sytuacji zerwanie tego typu umów może być dla polskich polityków także wielką pokusą wpływania na sądy, by uwzględniały tylko nasz interes. By stały się stronnicze. Nie brały pod uwagę interesu i racji drugiej strony. W takim przypadku, wbrew pozorom, nie ma się z czego cieszyć. Za ewentualną stronniczość i niesprawiedliwe wyroki polskich sądów możemy bowiem słono zapłacić.

PiS ukarze Biedronkę?

Wyobraźmy sobie, że polski rząd wróci do pomysłu karania zagranicznych sieci handlowych wyższymi podatkami. Zgodnie z postulatami jego wyborców, obawiających się dominacji zagranicznego handlu nad polskimi sklepami. Próby nakładania takiego podatku, który dyskryminowałby sieci zagraniczne, zostały przez Komisję Europejską zakwestionowane. Na razie nie można go wprowadzić, bo jest niezgodny z prawem wspólnotowym.

Zerwanie umowy bilateralnej z Portugalią może rodzić pokusę, by do sprawy wrócić. Złamać unijne prawo (bo jeśli rząd wymyśli coś, co z tym prawem będzie zgodne – to może rozwiązanie wprowadzać także i teraz, można by się na przykład zastanowić nad przepisami antymonopolowymi, ograniczającymi ekspansję wielkich sieci) i niech się portugalski inwestor skarży do polskiego sądu.

Polskie firmy boją się inwestować, bo prawo staje się coraz bardziej restrykcyjne, a sądy przestały być niezawisłe. Do tej pory nie bali się inwestować w Polsce inwestorzy zagraniczni. Są silni, stać ich na szukanie sprawiedliwości przed międzynarodowym trybunałem. Teraz to się zmieni. Zamiast inwestować w Polsce, lepiej ulokować kapitał w kraju bardziej przewidywalnym. Nasza gospodarka na tym nie wygra, a polskim konsumentom, pozbawionym możliwości tanich zakupów, niekoniecznie musi się to spodobać. Zaś polskie firmy, które z powodzeniem zaczynają inwestować w innych, unijnych krajach, na obcych rynkach zapłacą za złe posunięcia polskiego rządu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj