Czy Travis Kalanick przypieczętuje wizerunkową porażkę Ubera?
Uber sypie się od wewnątrz
Przymykał oko, na panoszący się w Uberze seksizm oraz ciche przyzwolenie na molestowanie. Teraz jeden z akcjonariuszy chce go zupełnie odciąć od spółki.
Wydaje się, że konflikt Travisa Kalanicka z jednym z głównych udziałowców jest dla Ubera większym zagrożeniem niż protesty taksówkarzy czy zmiany prawa.
OFFICIAL LEWEB PHOTOS/Flickr CC by 2.0

Wydaje się, że konflikt Travisa Kalanicka z jednym z głównych udziałowców jest dla Ubera większym zagrożeniem niż protesty taksówkarzy czy zmiany prawa.

Choć Travis Kalanick od czerwca nie jest już prezesem Ubera, jeden z głównych akcjonariuszy firmy chce go całkowicie odciąć od wpływu na spółkę i wyrzucić z rady nadzorczej. Inni udziałowcy też naciskali na rezygnację oskarżanego o tolerowanie seksizmu, molestowania seksualnego oraz wyzysku kierowców Kalanicka z prezesury, ale teraz krytykują pozew złożony przez fundusz Benchmark.

W upublicznionej petycji pozostali akcjonariusze tłumaczą, że po prostu boją się o swoje środki. Ponieważ Benchmark i Kalanick razem mają niemal 25 proc. akcji najcenniejszej niepublicznej spółki świata (Uber jest wyceniany na 70 mld dolarów), ich otwarty i ostry konflikt zagraża stabilności firmy, która i tak nigdy w swojej ośmioletniej historii nie odnotowała jeszcze zysku.

Konflikt nie wziął się jednak znikąd. Od co najmniej pół roku nad Kalanickiem zbierały się czarne chmury, a inwestorzy mieli go coraz bardziej dość. Różnica między Benchmark a pozostałymi udziałowcami nie dotyczy istoty tego, że kontrowersyjnego założyciela należy odsunąć w cień, ale sposobu działania.

Jak Travis Kalanick znalazł się w Uberze?

Travis Kalanick zbudował swoją karierę na czymś, co można nazwać market disruption, czyli zaburzeniem rynku. Ale można też nazwać świadomym omijaniem czy nawet łamaniem zabetonowanych zasad w myśl tańszego dostarczania usług, na które jest duży popyt.

Swoją pierwszą firmę, Scour założył w 1998 r. Aby ją prowadzić, zrezygnował ze studiów informatycznych na UCLA i nigdy potem na uniwersytet już nie wrócił. Scour umożliwiał m.in. dzielenie się plikami wideo i audio bezpośrednio między użytkownikami. Po dwóch latach firmę za naruszenie praw autorskich pozwały trzy organizacje zrzeszające twórców. Scour, aby uniknąć przegranej w sądzie, ogłosił bankructwo.

Kolejne przedsięwzięcie Kalanicka, Red Swoosh, też służyło do wymiany plików. Spółka była bardziej zaawansowana technologicznie i służyła w dużej mierze do zarządzania plikami w korporacjach, a nie dzielenia się piracką muzyką. Kalanick chciał wykorzystać coraz szybsze łącza internetowe do stworzenia czegoś, co może nazwać wczesną wersją danych w chmurze.

Przez sześć lat działalności Red Swoosh ledwo wiązała jednak koniec z końcem. W końcu w 2007 r. za 18,7 mln dolarów firmę odkupił znacznie większy konkurent, Akamai.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj