O co chodzi w sporze o płace pracowników delegowanych
Kierowcy drugiego sortu
Uruchomione na czas batalii o delegowanych organizacje lobbingowe głoszą, że pomysły Macrona odbiorą pracę 400 tys. Polaków.

Polski rząd prawdopodobnie przegra walkę o pracowników delegowanych. Niekoniecznie musi nas to jednak smucić. Macron zrobił, jak zapowiedział. Po wakacjach ruszył do załatwienia ważnej wyborczej obietnicy. Spotkał się z przywódcami Czech, Słowacji, Bułgarii i Rumunii. Po czym ogłosił, że jesienią dojdzie do mocniejszej regulacji rynku pracowników delegowanych (podobno kartą przetargową było zmniejszenie unijnej presji w sprawie uchodźców). PiS stara się skierować rozmowę na to, czy Macron zachował się wobec Warszawy arogancko (padły słowa, że „Polska się izoluje”). Ale to próba odwrócenia uwagi od sedna sprawy. Bo sedno jest takie, że Francuz rozbił właśnie tzw. koalicję dziewięciu. Tę samą, która w 2014 r. skutecznie zablokowała poprzednie podejście do silniejszej regulacji rynku pracy w Europie.

Czasem słychać, że spór o delegowanych to drobiazg, bo dotyczy zaledwie 2 mln osób (w tym pół miliona Polaków) w skali całej Unii. Sprawa jest jednak poważna. Aby ją rozumieć, trzeba się cofnąć do 2004 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj