Rzeka polskiego mleka płynie do Chin
Światowy popyt na mleko i wyroby mleczarskie będzie rósł razem z tempem bogacenia się Chińczyków. Przed polskimi rolnikami i mleczarniami otwiera się wielka szansa. Muszą jednak umieć z niej skorzystać.
Ze względu na rosnący popyt światowy Unia Europejska zdecydowała się na zniesienie mlecznych kwot.
freestocks.org/mat. pr.

Ze względu na rosnący popyt światowy Unia Europejska zdecydowała się na zniesienie mlecznych kwot.

Mleczarnie mają szanse pobić swój własny rekord w eksporcie mleka w proszku. Tylko w pierwszym półroczu sprzedali je za granicę za 984 mln euro, czyli o ponad 40 proc. więcej niż rok wcześniej. Hossa może jednak zamienić się w bessę, jeśli Polacy nie zaczną ostro główkować, jak obniżyć koszty.

Im bardziej konsumenci narzekają na szybko rosnące ceny masła i mleka, tym więcej kasy zarabiają mleczarnie. Ceny bowiem rosną nie tylko u nas, ale na całym świecie. Winowajcami są Chińczycy, którzy stali się największym na świecie importerem wyrobów mleczarskich. Dużo mleka w proszku kupują także Algierczycy i Filipińczycy. Tendencję tę obserwujemy już od kilku lat. Analitycy prognozują, że światowy popyt na mleko i wyroby mleczarskie będzie rósł razem z tempem bogacenia się Chińczyków. Przed polskimi rolnikami i mleczarniami otwiera się wielka szansa na trwałe zwiększenie eksportu. Muszą jednak umieć z niej skorzystać.

Mlekiem trzeba handlować z głową

To ze względu na rosnący popyt światowy Unia Europejska zdecydowała się na zniesienie mlecznych kwot (od kwietnia 2015 r.), które ograniczały produkcję mleka unijnym farmerom. Na apetycie Chińczyków na sery, jogurty i mleko zarabiali inni, a najwięcej Nowa Zelandia, mleczny potentat nr 1. Na razie jednak unijna rzeka mleka jest wprawdzie tylko o 1 punkt procentowy mniej obfita niż przed rokiem, ale Nowa Zelandia też świata nim nie zalewa. I właśnie dzięki temu polskie mleczarnie tak bardzo korzystają na wzroście cen światowych. Bo, jak mówią, „nadarza się okazja, więc z niej korzystają”.

A inni nie chcą? Chcą, ale zabierają się do tego z głową. Spadek produkcji mleka jest chwilowy i wynika wyłącznie z tego, że zarówno europejscy, jak i nowozelandzcy farmerzy „restrukturyzują stada”. Pozbywają się wydajnych, mlecznych gatunków krów, żeby zastąpić je jeszcze bardziej wydajnymi, genetycznie poprawionymi. Dzięki temu za rok czy kilkanaście miesięcy może się okazać, że polskie mleko, obecnie jeszcze bardzo konkurencyjne cenowo, już takie tanie nie jest. Wtedy hossa może się skończyć.

Żeby tak się nie stało, trzeba pilnie śledzić, co robią najlepsi – i nie dać się im wyprzedzić. Pozycję startową mamy dobrą, obyśmy tylko nie przespali szansy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj