Arkadiusz Sobczyk o kiepskich standardach w polskim prawie pracy
Pracy się nie sprzedaje
Rozmowa z Arkadiuszem Sobczykiem, prawnikiem i ekonomistą, o zdziczałym polskim prawie pracy.
Arkadiusz Sobczyk
Paweł Ulatowski/Polityka

Arkadiusz Sobczyk

Rafał Woś: – Niektórzy mówią, że z pracą dawno nie było w Polsce tak dobrze.
Arkadiusz Sobczyk: – A ja im odpowiadam, że to bzdura.

Ale o co chodzi? Śmieciówki przecież ogarnięte.
Nic nie jest ogarnięte.

Dominuje opowieść, że umowy śmieciowe – owszem – były w Polsce nadużywane. No, ale najpierw Platforma się za to zabrała, a potem PiS dokończył. Zlecenia ozusowane, płaca minimalna liczona godzinowo, maksimum trzy lata na umowie czasowej. To wszystko nazywa się nic?
Zacznijmy od tego, że tych umów cywilnych w ogóle powinno nie być.

W ogóle żadnych zleceń i żadnych dzieł?
Dzieła zupełnie okazjonalnie. Zleceń żadnych. To są dziwaczne konstrukcje, których nie ma nigdzie w rozwiniętym świecie. Ja sporo praktykuję i rozmawiam z kolegami z innych krajów. Oni percepcyjnie nie są w stanie zrozumieć konstrukcji umowy-zlecenia. Nie mieści im się w głowach, że można mieszać wykonywanie usług z wykonywaniem pracy i że można tak niekorzystną dla pracownika strukturę skonstruować. I jeszcze utrzymywać, że jest w jego interesie.

Czyli co, wszystko etaty?
W cywilizowanym świecie, do którego podobno aspirujemy, jest tak, że albo się pracuje w zakładzie pracy, albo dla siebie. Etat albo samozatrudnienie. Wszystko pomiędzy jest zbędne i tylko ułatwia nadużycia.

Ale samozatrudnienie też może być nadużywane. Budowlańcy, kierowcy, sprzątaczki albo dziennikarze udają jednoosobowe firmy, żeby obniżać koszty.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną