Dzień dobry, chciałem zamknąć konto. Historia w pięciu aktach
Operacja: zamknąć konto
Mirosław Gryń/Polityka

Operacja: zamknąć konto

Niestety, wspomnień rozmów z konsultantami banku tym bardziej nie pielęgnuję w pamięci. Rozmówczyni uspokaja i mówi, że w takim razie pomoże inaczej. Jej pomoc polega na sprawdzeniu, kiedy odbyła się rozmowa, w czasie której otrzymałem dostęp do serwisu. – To było w lutym 2008 roku, może teraz się coś panu przypomina?

No niestety nie, mówię znudzony. No to bardzo jej przykro, ale bez pinu to ona nic nie poradzi. Muszę iść do oddziału banku. Zależy mi, aby załatwić tę sprawę bez wizyty w oddziale, więc sugeruję, że skoro przepytała mnie dość dokładnie, wie, że to ja, nawet wie, kiedy rozmawiałem z konsultantem, czyli w sumie ma większą wiedzę o moim koncie niż ja sam, to może jednak da się kliknąć, co trzeba, i odblokować ten dostęp. Przykro jej, ale nie, taka procedura. Zaprasza do banku, chyba że sobie przypomnę tę rozmowę i pin, to czeka na mój telefon.

Żegnam się grzecznie, choć myślę sobie, że mam to jednak gdzieś.

Akt 3.

Jednak nie mam tego gdzieś. A co jeśli pojawią się jakieś niespodziewane środki lub zadłużenie na karcie kredytowej? Warto odzyskać dostęp do serwisu.

Na szczęście wiem już, do którego okienka się udać. Déjà vu – jedna osoba przede mną, a środkowe i prawe stanowisko zamknięte. Na szczęście idzie sprawnie. Przy stanowisku siedzi pani, która rozwiązała mi konto. Przez sekundę myślę, żeby zagaić w stylu: „nie wiem, czy mnie pani pamięta”, ale w sumie rozstaliśmy się w nieprzyjemnych dla niej okolicznościach.

Opisuję problem: konto rozwiązane, miesiąc wypowiedzenia, powinienem mieć dostęp, a tu wszystko zablokowane.

– A próbował się pan zalogować na swoje konto? – pyta, a ja się zastanawiam, czy ona jest głupiutka czy tylko głupa rżnie. Odpowiadam, że i owszem, próbowałem. – Hmm – mruczy i wwierca wzrok w ekran, po czym zaczyna to swoje niekończące się klikanie.
– To chyba problem z serwisem, bo ja się też nie mogę do niego dostać – oznajmia. – Dość często nam się to zdarza – w dziale public relations raczej by kariery nie zrobiła. Sięgam po smartfona i odpalam apkę. – Dziwne, u mnie działa – jadę klasykiem, po czym pokazuję jej ekran, na którym napisane jak byk, że mam zablokowany dostęp.
– Hmm – znowu mruczy i znowu wwierca wzrok w ekran, i znowu zaczyna, kurde, klikać.

Okazuje się, że to rzeczywiście nie problem z serwisem, ale jej retrokomputerem, bo po chwili mielenia wchodzi jednak do serwisu. I klika, i klika, i wyklikuje wreszcie coś takiego: – Przy pana koncie jest „erka” – koniec, nic więcej nie mówi, nawet nie podnosi na mnie wzroku, tylko patrzy na to coś jak na jakieś cudo.

– A co to jest erka? – przerywam wreszcie to zawieszenie. – „Erka”, czyli „R” od rozwiązania konto. Wygląda na to, że rozwiązał pan konto – mówi i wstaje od biurka, po czym idzie na zaplecze, a ja próbuję podnieść szczękę z podłogi, bo opadła mi z załamania.

Po jakichś dwóch minutach wraca, dźwigając opasły segregator. Siada przy biurku i zaczyna go wertować. Sprawdza jeszcze w komputerze, kiedy niby rozwiązałem to konto. – Osiemnastego, osiemnastego – powtarza pod nosem, przewracając stos dokumentów. Jest i mój wniosek. – No faktycznie rozwiązał pan konto, osiemnastego, zgadza się? – oni to chyba robią celowo, myślę sobie, po czym mam ochotę powiedzieć, że nie, wcale nie rozwiązałem konta i wcale nie mogę się zalogować do serwisu, tylko przyszedłem sobie i mówię to wszystko dla żartu, a wcześniej cudownie się bawiłem podczas kilkuminutowej rozmowy telefonicznej z konsultantką, która guzik dała, bo i tak musiałem przyjść tutaj. Ale jak zwykle zagryzam zęby i mówię krótkie: „Tak”.

– Hmm – znowu to hmm-kanie. – Powiem panu, że nie wiem, czemu zablokowali panu już dostęp, bo powinien go pan mieć do 19 października – mówi, a ja nie wiem, co mam na to odpowiedzieć. – Hmm, muszę do nich napisać – informuje, a ja znowu nie wiem, o co chodzi, co zamierza zrobić i kim są tajemniczy „oni”. – Bo ja panu tego nie mogę odblokować, bo to oni muszą zrobić, w centrali – wyjaśniło się jedno, ale pozostała część tego, co powiedziała, wcale mi się nie podoba.

Zamiast klikania przez następne dwie minuty to stuka w klawiaturę, to patrzy na wniosek o rozwiązanie konta, który wydarła z segregatora. W końcu przystawia sobie palec do któregoś z dłuższych numerów i przesuwa skokowo, wklepując jednocześnie cyfry na klawiaturze. – Napisałam do nich maila – mówi wreszcie. – Jak przeczytają, to powinni panu odblokować. Pewnie zadzwonią do pana. Ale – patrzy na wiszący na ścianie zegar – nie dzisiaj, bo oni pracują do godz. 17, a jutro mamy sobotę, więc nie pracują w ogóle, w niedzielę oczywiście też, czyli najprędzej w poniedziałek. Ale jakby czasem nie dzwonili – zastrzega – to proszę jeszcze raz do mnie przyjść, tylko tak wcześniej, żeby jeszcze pracowali.

Akt 4.

Nie zadzwonili, choć minęły dwa dni robocze. Cała sytuacja zaczyna mnie naprawdę wkurzać. Jest po godz. 18, więc oddział banku jest już zamknięty. Dzwonię „do nich”, w końcu to „oni” mieli mi pomóc.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj