Stracone złudzenia
Kazachstan – marzyliśmy – będzie naszą ziemią obiecaną. To, jak wiadomo, kraj ropą płynący. Dzięki tej ropie wyzwolimy się z rosyjskiej niewoli energetycznej.

Rozmawiali o tym niedawno prezydent Lech Kaczyński z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenko. Uzgodnili, że niebawem odbędzie się w Polsce szczyt w którym poza nimi wezmą także udział prezydenci Gruzji, Azerbejdżanu i Kazachstanu. Mieli rozmawiać na temat ropociągu Odessa-Brody, który chcielibyśmy przedłużyć do Płocka i Gdańska. Warunkiem jest jednak pozyskanie ropy i to – koniecznie – spoza Rosji,  najlepiej z Kazachstanu.

Wszystko wydawało się zapięte na ostatni guzik. Między Warszawą i Astaną krążyli ostatnio przedstawiciele polskich koncernów naftowych i wysocy urzędnicy Ministerstwa Gospodarki. Dobrym sygnałem wydawał się  zakup złóż ropy w Kazachstanie dokonany przez firmy Ryszarda Krauzego. Kiedy więc do Kazachstanu wyruszył prezydent Kaczyński wydawało się, że  będzie tylko polityczne przypieczętowanie uzgodnionego wcześniej gospodarczego porozumienia.

Okazało się jednak, że prawa geografii są brutalne: między Polską i Kazachstanem leży Rosja. Kazachowie nie chcą nas uwalniać z rosyjskiej niewoli, bo sami w niej tkwią po uszy. Chętnie wezmą udział w projekcie Odessa-Brody-Gdańsk, ale tylko wtedy jeśli przyłączą się również Rosjanie – wyjaśnili. To jakby powiedzieli: nie.

Widowiskowe fiasko wyprawy prezydenta do Kazachstanu jest złym sygnałem. Może świadczyć, że także inne projekty poprawiające stan naszego bezpieczeństwa energetycznego (gazoport, gazociąg norweski) mają charakter wirtualny i budowane są jedynie w wyobraźni polskich polityków. Byłoby to równie groźne jak nasze uzależnienie energetyczne od Rosji.

Wiadomości:

 

 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj