Pakiecik Kluski
Z obiecujących zapowiedzi i „różowego jabłuszka' przedsiębiorcy dostali na razie ogryzek.
O „pakiecie Kluski", czyli kilkunastu ustawach, które miały ułatwić funkcjonowanie firm i sprzyjać ich rozwojowi, słyszeliśmy od miesięcy. Jeszcze na początku roku premier z pompą zapowiadał na warszawskiej giełdzie jego powstanie. Niewiele z tego ostatecznie wyszło, bo przy rządzie i tej koalicji chyba nie mogło.

Po przesadnie długich przygotowaniach Rada Ministrów zaproponowała wreszcie nowelizację dwóch ustaw (w tym jednej ważnej o swobodzie działalności gospodarczej), ale pod wpływem nacisków urzędniczego lobby z projektu usunęła te punkty, na których przedsiębiorcom najbardziej zależało. Nie ma więc zakazu prowadzenia jednoczesnych kontroli w spółkach przez kilka państwowych instytucji i prawa do zawieszania działalności dla wszystkich. Będą je mieli tylko wybrani. Pozostały ograniczenie roli numeru REGON, wiążące interpretacje przepisów, które będzie musiał przygotowywać ZUS i słynne jedno okienko do rejestracji dla rozpoczynających działalność. Ale o trzech dniach (maksimum) na załatwienie wszystkich formalności też można zapomnieć.

Krótko mówiąc, z obiecujących zapowiedzi i „różowego jabłuszka" przedsiębiorcy dostali na razie ogryzek. Niespecjalnie się nim pożywią. PiS nie lubi przedsiębiorców i im nie ufa, a każdą działalność prowadzoną z chęci zysku traktuje podejrzliwie. W takiej atmosferze prezentacja mocno okrojonego pakietu Kluski jako choćby częściowego panaceum na kłopoty firm jest nieporozumieniem. Tak naprawdę sytuacja biznesu niewiele się zmienia. Nie warto też liczyć, że to tylko falstart a później wszystko pójdzie gładko.



Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj