Bitwa na sztuczne ognie
Kraków, Wrocław, Warszawa, a wraz z nimi trzy telewizje, szykują się w tym roku do hucznych sylwestrowych zabaw. Na koncerty, fajerwerki, pokazy chcą wydać całkiem spore pieniądze. Czy warto?
Do dziś jeszcze trwają spory, kto wygrał rywalizację o największą i najbardziej oglądaną imprezę sylwestrową w ubiegłym roku. Gdzie zgromadziło się więcej spragnionych zabawy Polaków – na krakowskim czy wrocławskim rynku? Według danych organizatorów na jednym i drugim zjawiło się po 120–140 tys. osób. Również przed telewizorami było blisko remisu. Pięciogodzinną relację z Wrocławia w TVP 2 oglądało prawie 4,4 mln widzów, a transmisję z Krakowa w Polsacie niespełna 150 tys. osób więcej.

Choć zdecydowanego zwycięzcy nie widać, to wygrały, tak przynajmniej uważają miejscowe władze, oba miasta. Nie tylko zmobilizowały własnych mieszkańców, ale przyciągnęły też wielu imprezowiczów z innych regionów, przede wszystkim z Warszawy, która nic specjalnego nie zaproponowała. I w noworoczną noc było w stolicy smutnawo. Teraz Kraków i Wrocław znowu stawiają na współpracę z tymi samymi stacjami telewizyjnymi i liczą na powtórkę sukcesu. Nowy Rok chcą witać hucznie i z muzyką.

Tym razem mają jednak trzeciego rywala. Po dwóch latach przerwy stolica wraca do gry. W 2005 r. sylwestra przed Pałacem Kultury i Nauki nie było pod pretekstem zagrożenia atakami terrorystycznymi. Ten powód jakoś nie wystraszył największych światowych metropolii, bardziej od nas narażonych na zamachy. Z kolei rok temu kolejni komisarze Warszawy, z Kazimierzem Marcinkiewiczem na czele, nie mieli ochoty na przygotowywanie zabawy, a gdy w listopadzie 2006 r. prezydentem miasta została Hanna Gronkiewicz-Waltz, na zorganizowanie sylwestra w stolicy było już za późno. Taką imprezę przygotowuje się przynajmniej przez pół roku. Gdy trzeba, jak w przypadku Warszawy, zaczynać od zera, trwa to nawet dłużej.

Choć rozmach imprez, szczególnie oglądanych w telewizji, może imponować, to nie są one zbyt wielkim obciążeniem dla lokalnych budżetów. Wrocław deklaruje na organizację sylwestra milion złotych, a Kraków – o ponad pół miliona więcej. Tymczasem roczne wydatki obu miast to około 2,8 mld zł. Warszawa ma w tym roku do dyspozycji na noworoczną zabawę 3–4 mln przy budżecie wysokości 9,5 mld zł. Za te pieniądze metropolie zyskują kilkugodzinną promocję w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych, a dodatkowo przyciągają sporo mieszkańców z regionu, którzy w swoich mniejszych miastach na dobrą publiczną zabawę nie mają co liczyć.

Eksperci zajmujący się marketingiem miast podkreślają jednak, że dobra impreza sylwestrowa powinna być wpisana w cały zestaw kampanii reklamowych. – Tak jest w Krakowie, dla którego rozrywka jest jednym z głównych elementów dotychczasowej strategii promocyjnej miasta – podkreśla prof. Andrzej Szromnik z Akademii Ekonomicznej w Krakowie. – Wrocław poprzez organizację sylwestra stara się nadać sens swojemu reklamowemu hasłu „Miasto spotkań”. Trudniejsze wyzwanie stoi natomiast przed Warszawą. Ona wciąż poszukuje sposobu na dobrą promocję – mówi Agata Brodzka-Kostrzewska, specjalista ds. kreowania wizerunku miast i regionów z agencji PLEON.

Sama stolica – pole największych politycznych bitew i nieustannych remontów – rzadko w mediach zbiera dobre oceny. Władze miasta chciałyby to zmienić, a tegoroczny sylwester ma pomóc w budowaniu tej lepszej opinii. Ostatnio jednak rosną wątpliwości, czy ten plan się powiedzie. Czas ucieka, przygotowania się ślimaczą. Dopiero pod koniec listopada stołeczny Ratusz, zresztą przy głośnych protestach radnych PiS, porozumiał się z telewizją TVN w sprawie transmisji warszawskiej imprezy. Opozycji współpraca z prywatną, krytyczną wobec PiS stacją wydawała się niestosowna. Zdecydowanie bardziej profesjonalne wrażenie sprawiają przygotowania we Wrocławiu i w Krakowie. Ten ostatni tradycyjnie chce promować swoją imprezę nie tylko w mieście, ale w całej Polsce. – Planujemy spoty telewizyjne i radiowe, reklamy w Internecie, 800 billboardów i inne formy reklamy zewnętrznej – mówi Maja Drexler, wicedyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego.

O ile sposób przygotowań można obiektywnie porównywać, to już dobór wykonawców jest wyłącznie kwestią gustu. Najbardziej międzynarodowo będzie w Krakowie, gdzie zagrają między innymi Shakin’ Stevens i Boney M. Fani Dody muszą jechać do Wrocławia, a w stolicy gwiazdami będą T.Love i Lady Pank. Prawie wszystkie modne gwiazdy polskiej piosenki wystąpią więc na jednej z dużych sylwestrowych zabaw, za to jak zwykle zabraknie światowych wykonawców wielkiego formatu. Ci, którzy do nas przyjadą, albo szczyt swojej kariery mają już dawno za sobą, jak niemiecki piosenkarz Lou Bega (Kraków), albo dopiero są na początku drogi. Niewielu Polaków zna na razie reklamowaną jako atrakcja warszawskiej zabawy szwedzką wokalistkę September albo zapowiadanych przez Wrocław artystów śpiewających pod pseudonimami Velvet i Basshunter.

Sylwestrowe zabawy będą dla miast stosunkowo małym obciążeniem nie tylko dlatego, że organizatorzy rezygnują z droższych wykonawców. Sporą część kosztów znowu wezmą na siebie stacje telewizyjne. Ich pieniądze idą nie tylko na techniczną obsługę transmisji, ale także na promocję całości. Analitycy rynku medialnego przekonują, że dla telewizji takie imprezy są równie opłacalne jak dla miast. – Koszty ponoszone przez stacje telewizyjne nie są wyższe niż przy produkcji jednego odcinka dużego programu rozrywkowego, a wpływy z reklam emitowanych podczas kilkugodzinnego sylwestrowego spektaklu z nadwyżką je rekompensują – mówi Jakub Bierzyński, dyrektor domu mediowego Optimum Media OMD. 31 grudnia ubiegłego roku przeciętny Polak oglądał telewizję prawie 6 godzin, znacznie dłużej niż w inne dni. Wieczorem prawie dwie trzecie widzów wybrało sylwestrowe zabawy w Polsacie albo Dwójce. Fatalnie wypadł na tym tle TVN, który nie transmitował żadnej zabawy, a jego audycje oglądał zaledwie co dziesiąty widz. Nic zatem dziwnego, że w tym roku i ta stacja dołączyła do sylwestrowej rywalizacji.

Na tle Wrocławia, Krakowa i stolicy plany innych dużych miast wyglądają już skromniej. Ich imprezy będą transmitowały co najwyżej lokalne stacje telewizyjne bądź rozgłośnie radiowe. Budżet zabawy sylwestrowej w Gdańsku to 100–150 tys. zł. 250 tys. wyda Poznań, odrobinę więcej Łódź, a 320 tys. – Szczecin. Jednak taka zabawa na mniejszą skalę też może się udać, jeśli znajdzie się oryginalny pomysł i porzuci się myśl o – skazanej z góry na niepowodzenie – rywalizacji z wielkimi spektaklami. Gdańsk stawia na sylwestra w rytmach latynoamerykańskich, a jako gwiazdy wieczoru reklamuje Rico Sancheza i zespół Gypsy Kings. Natomiast Poznań chce zorganizować imprezę z didżejami i pokazami laserowymi. – Nie chcemy, jak inni, angażować ogólnopolskich gwiazd, śpiewających zresztą zazwyczaj z playbacku. Zamiast jak dotąd przed Zamek zapraszamy na plac Wolności, impreza będzie odbiegała od schematów – zachwala Andrzej Maszewski z Centrum Kultury Zamek, organizatora poznańskiego sylwestra. Z kolei Szczecin dumny jest z faktu, że w tym roku zorganizuje dwie plenerowe imprezy na zakończenie roku. – 30 grudnia po raz pierwszy zapraszamy na sylwka dla dzieci, a dzień później tradycyjnie już na coroczną zabawę na Jasnych Błoniach – mówi Celina Skrobisz, rzecznik prasowy prezydenta Szczecina.

Zabawa zatem szykuje się w tym roku różnorodna, choć na sylwestrowej mapie Polski znajdą się też czarne dziury. Żadnej plenerowej imprezy nie zorganizują między innymi Gorzów Wielkopolski i Zakopane. Zimowa stolica Polski narzeka, że nie udało mu się w tym roku zachęcić do współpracy żadnego sponsora. Jedyna nadzieja we właścicielach pensjonatów, którzy na własną rękę organizować będą pokazy ogni sztucznych. Nieco więcej atrakcji czeka na turystów na drugim krańcu Polski – w Sopocie. Jednak i tu władze miasta nie planują żadnej imprezy plenerowej, a jedynie fajerwerki na molo.

Tam, gdzie zabawy się odbędą, problemem może być pogoda i kłopoty z powrotem do domu. Na taksówki trudno liczyć w sylwestrową noc, komunikacja miejska jeździ co prawda częściej niż zwykle, choć i tak za rzadko. Żadne duże polskie miasto nie chce wziąć przykładu z Paryża czy Londynu, gdzie tradycyjnie transport zbiorowy w sylwestrową noc jest bezpłatny. PKP Przewozy Regionalne nie dostały na razie od samorządów żadnych zleceń na uruchomienie dodatkowych składów po zakończeniu sylwestrowej zabawy. Do Siego Roku!


Bal na milion gości

Jako jedni z pierwszych Nowy Rok przywitają mieszkacy Sydney oglądając imponujący pokaz ogni sztucznych nad zatoką. Organizatorzy spodziewają się miliona widzów. Podobny tłum, tyle że kilkanaście godzin później, szczelnie wypełni Times Square i przyległe ulice na nowojorskim Manhattanie. Będą patrzeć, jak w ostatnich sekundach starego roku opada wielka, świetlna kula. Potem na nowojorczyków spadną łącznie 2 tony konfetti. Główna impreza w Brazylii odbędzie się tradycyjnie na plaży Copacabana w Rio de Janeiro. Kto nie chce jechać zbyt daleko, a polskie sylwestry wydają mu się zbyt spokojne, powinien wybrać się do Berlina. Tam również nie mniej niż milion osób bawić się będzie pod Bramą Brandenburską. Tłumów nie zabraknie jak zwykle na paryskich Polach Elizejskich i przy London Eye, gdzie burmistrz Ken Livingstone po raz piąty obiecuje imponujący pokaz ogni sztucznych.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj