Wyprzedaż u Krauzego
Ryszard Krauze, jeden z najbogatszych Polaków, potrzebuje pieniędzy. Dlatego sprzedaje Bioton, perłę swego imperium. Zbudował je dzięki doskonałym stosunkom z politykami wszystkich opcji. Teraz, z ich powodu, może je stracić.

Przez ostatni rok bardzo się postarzał. Wprawdzie na jasnej, krótko ostrzyżonej czuprynie aż tak bardzo siwizny nie widać, ale podkrążone oczy to u Krauzego coś nowego. Jest w kraju, najchętniej w swoim domu na Kamiennej Górze w Gdyni. Do Warszawy przylatuje tylko na negocjacje z partnerami lub przesłuchania. Wynajmuje wtedy samolot, swego prywatnego Gulfstreama sprzedał, podobnie jak miejsce w kolejce oczekujących na jego nowy model. Rzadko więc bywa w swoim biurze w Warszawie, na szóstym piętrze hotelu Marriott. To tutaj wszystko się zaczęło.
 

 

Kwiaty, wizyty, kredyty

Cios, po którym chwieje się do tej pory, otrzymał na 40 piętrze. Cała Polska zobaczyła tu Janusza Kaczmarka, byłego ministra MSWiA, jak przemykał się do apartamentu Krauzego. To nie był apartament na stałe wynajmowany przez Prokom, Krauze korzystał z niego tylko wtedy, gdy przyjąć miał specjalnych gości. W przeddzień wybuchu afery gruntowej, po której Andrzej Lepper przestał być wicepremierem, tym gościem – według prokuratury – miał być właśnie Kaczmarek. W scenariuszu prokuratora Engelkinga, który o całym wydarzeniu opowiadał w pamiętnym programie telewizyjnym, wszystko trzymało się kupy: Kaczmarek od Krauzego dowiedział się o planowanym aresztowaniu Leppera i go ostrzegł.

Materiału, z którego zmontowano sensacyjny film, zabrakło jednak do sporządzenia aktu oskarżenia. Krauze, któremu najpierw zarzucono utrudnianie śledztwa, do tej pory nie doczekał się statusu oskarżonego. Nawet gdy był przez kilka miesięcy za granicą, nie wysłano za nim listu gończego, najwyraźniej nie znaleziono podstaw.

Na szóstym piętrze hotelu Marriott ciągle znajduje się jasny gabinet Krauzego. Ale piętro piąte, zajmowane przez główne biura Prokom Software, po sprzedaży firmy Adamowi Góralowi i połączeniu jej z Asseco, zostało opróżnione. Na 19 piętrze, jak dawniej, mieści się Prokom Investments, spółka-czapka holdingu firm Krauzego.

Ciosu, zadanego na 40 piętrze, Krauze się nie spodziewał. – Już został trafiony, a jeszcze nie mógł w to uwierzyć – zapewnia osoba z Prokomu. Mimo buńczucznych zapowiedzi szefa CBA Krauze nie bał się PiS. Zakolegowany z Lechem Kaczyńskim, dobre stosunki podtrzymywał, gdy ten już był prezydentem, m.in. odwiedzając go w rezydencji na Helu. Uznawał, że nie ma lepszego przełożenia na Jarosława. Jedyną osobą, której się w PiS obawiał, był Ludwik Dorn. Intensywnie – jeszcze przed wyborami – zaczął szukać do niego dojścia. To było w Prokom Software normalne – kwiaty na imieniny Renaty Beger, wizyty polityków w Marriotcie.

Rynki wiedziały, że „Krauze tak ma” i że te dobre stosunki, także z politykami PiS, mają przełożenie na kondycję jego firm. Nigdy nie miał kłopotów z uzyskaniem kredytów bankowych. Za rządów PiS, gdy szefem rady nadzorczej państwowego PKO BP był Marek Głuchowski, partner trójmiejskiej „kancelarii prezydenckiej” – firma Krauzego też otrzymała spory kredyt. Pożyczyła również z państwowego BGK. Nawet po dojściu PiS do władzy Krauze nie ma poczucia, że stracił wpływ na obsadę personalną ważnych dla niego firm, kontrolowanych przez państwo.

Dla analityków Ryszard Krauze był więc gwarantem powodzenia swych firm, także dzięki jego stosunkom. Dodać do tego trzeba niewątpliwy talent do prowadzenia biznesu. – Powiązania polityczne Krauzego ważyły na wycenie jego firm, to była ich wartość dodana. Znany jest z tego, że o wszystkim decyduje sam. Nawet Piotr Mondalski, wychowywany na następcę szefa, wiceprezes Prokom Software, samodzielnie niewiele miał do powiedzenia – przyznaje znany analityk giełdowy. Dlatego rynki Krauzemu pozwalały na więcej, choć czasami jeździł po bandzie. Kiedy potrzebował kolejnego kredytu, Prokom Software emitowała obligacje, Prokom Investments je od niej kupował i stawały się one gwarancją dla banku pod kolejną pożyczkę.

Bez wyroku

Po emisji filmu z 40 piętra Marriotta szczęśliwa karta Krauzego się odwróciła. Tak jak do tej pory politycy w dyskretny sposób interesom biznesmena pomagali, tak teraz postanowili mu szkodzić. Wygląda na to, że PiS, nie mając na biznesmena twardych dowodów, postanowił załatwić go medialnie. Ukarać bez wyroku, upokorzyć.

Rozgrywki Prokom Open 2007 na długo pozostaną Krauzemu w pamięci. Poprzedziły je przesłuchania biznesmena w prokuraturze, przeszukano też warszawską siedzibę firmy. To wtedy upokorzony i osamotniony Krauze postanawia, że z turniejem koniec. I koniec z hojnym sponsorowaniem tenisa. Licencję ATP na organizowanie rozgrywek przejmuje Orange, ale turniej, przeniesiony z Sopotu na korty Warszawianki, nie ma już takiej rangi, zarówno towarzyskiej, jak sportowej. Młodzi tenisiści to pierwsze, ale nie ostatnie sieroty po Krauzem.

Krauze wyjeżdża z Polski do Szwajcarii. W kraju służy jako pierwowzór przedwyborczej reklamówki „mordo ty moja”. Wraca po wyborach, gdy PiS traci władzę. Ale nie jest to dla niego powrót do III RP, choć nawet najbliżsi współpracownicy nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że ciągle leży na deskach. Że nie podniósł się po ciosie, zadanym na 40 piętrze Marriotta.

Rynek nie dziwi się, gdy Krauze sprzedaje Prokom Software, spółkę, która urosła na informatyzacji ZUS, firmie Asseco Adama Górala. Teraz już nie może przecież liczyć na lukratywne kontrakty z firmami państwowymi. Ale dziś Prokom Software to już nie ta sama firemka, która przed laty z Lechem Kaczyńskim, wtedy prezesem NIK, podpisywała kontrakt na informatyzację Izby. To ważne, liczące się na rynku przedsiębiorstwo. Połączenie z Asseco czyni je sporym europejskim graczem. – Myśleliśmy, że Krauze sprzedaje Prokom Software dla dobra spółki – mówi bliski współpracownik biznesmena. – Ale ile go to naprawdę kosztowało, zobaczyliśmy, gdy transakcja została sfinalizowana. To był dla Krauzego szok, nie pożegnał się nawet z najbliższymi współpracownikami z zarządu. Piotr Mondalski, wychowywany na następcę, w ogóle zrezygnował z biznesu. Został szefem Polskiego Związku Golfa.

Asseco robi w Prokom Software gruntowne porządki. Na kosztach samego zarządu Góral oszczędzi 60 mln rocznie – informuje osoba z firmy. Zapowiedział też, że koniec ze sponsorowaniem drużyny koszykarskiej Prokom Trefl. Ale prawdziwy kłopot to piłkarze. Arka Gdynia przeszła na garnuszek Polnordu, innej spółki Krauzego. – Ryśka nie stać już na hojne sponsorowanie piłkarzy – uważa jego partner biznesowy. Ale boi się kibiców, doskonale wiedzą, gdzie mieszka. Krauze był wielbiony, gdy był wielki. Teraz, jak się potknął, nieustannie spotyka się z dowodami ludzkiej małości.

Krauze bardzo potrzebuje pieniędzy. Nie tylko na kolejne badania i odwierty naftowych spółek Petrolinvestu w Kazachstanie i Rosji. – Jego spółki mają kredyty w wielu bankach – tłumaczy znany bankowiec. Pożyczki dla Petrolinvestu są zabezpieczone akcjami Biotonu. Gwarancjami kredytowymi dla jednych spółek Krauzego są akcje innych. Bessa na giełdzie spowodowała, że banki się wystraszyły. Akcje, które miały gwarantować spłatę długu, warte są dzisiaj o wiele mniej. A firmy Krauzego staniały bardziej niż pozostałe.

Polityczne koneksje biznesmena dzisiaj nie są już dla jego giełdowych spółek wartością dodaną, ale sporym obciążeniem. Co robią banki w takiej sytuacji? Żądają wcześniejszej spłaty kredytów. Krauze potrzebuje dziś na spłatę długów ok. 500 mln zł. Musi sprzedać Bioton. Wcześniej chciał się pozbyć Polnordu, ale transakcja przejęcia go przez Pol-Aquę nie doszła do skutku. Pol-Aquę Krauze także kontrolował. Zarabiała ona m.in. na kontraktach z samorządami lokalnymi, więc tej spółki pozbył się z najmniejszym żalem, na intratne zamówienia nie miał już szans. Teraz prezes Pol-Aquy Marek Stefański najwyraźniej wystraszył się Polnordu. Może boi się, że – wraz ze spółką – przejmie kłopoty Krauzego? Analitycy są zdumieni, jak rynek wycenia dziś tę wielką deweloperską firmę. – Jej obecna cena jest zbliżona do wartości ziemi, jaką posiada Polnord. Stanowczo za niska – twierdzi analityk.

Rosja, Chiny, co dalej?

Banki nie chcą czekać. Biznesmen musi sprzedać Bioton, swoją perłę w koronie. Ma ją kupić Jerzy Starak za 450 mln zł. Z Biotonu ma prawo być dumny nie tylko Krauze, ale także Polska – spółka napsuła bowiem sporo krwi międzynarodowym koncernom farmaceutycznym. Do niedawna dwa z nich dzieliły między siebie polski rynek insuliny. Kiedy zaczął ją produkować Bioton, okazało się, że insulina może kosztować dużo mniej. – Insulina jest refundowana przez państwo – wyjaśnia Adam Wilczęga, prezes Biotonu. – Dzięki Biotonowi budżet państwa oszczędza rocznie 100 mln zł.

Ryszard Krauze porwał się z motyką na słońce i prawie tam dotarł. Polskie firmy farmaceutyczne produkują tylko tzw. generyki, leki odtwórcze. Bioton miał być pierwszy, który zacznie produkować także innowacyjne. Stać się to miało dzięki przejęciu szwajcarskiej spółki Biopartners, której naukowcy opracowali receptury bardzo drogiego i innowacyjnego hormonu wzrostu oraz interferonu. Oba leki są w trakcie procesu europejskiej rejestracji, który może potrwać jeszcze rok. – Jeśli uwieńczony zostanie powodzeniem, oba leki będziemy sprzedawać w całej Unii, to nadzieja na spore pieniądze – twierdzi pracownik Biotonu.

Inwestorzy (Bioton, podobnie jak inne firmy Krauzego, jest spółką publiczną) wierzyli też, że Krauzemu uda się podbić Chiny i Rosję. Gensulin miał być sprzedawany w Chinach przed olimpiadą, ale się nie udało. Kolejny termin to czwarty kwartał. Bioton sukces ma już prawie w ręku. Niestety, prawie robi wielką różnicę.

Zarówno w Chinach, jak i w Rosji nic tak nie popycha interesów do przodu, jak dobre stosunki z politykami. Niestety, tu Krauzemu idzie o wiele gorzej niż kiedyś w Polsce. Rosjanie doskonale orientują się w jego polskich problemach. Partner, mający poważne kłopoty finansowe, znacznie traci na atrakcyjności. W każdym razie już od roku wyniki spółki rozczarowują. – Może to więc lepiej, że Bioton trafi w ręce inwestora branżowego? – zastanawia się Piotr Cieślak, wiceprezes Stowarzyszenia Indywidualnych Inwestorów Giełdowych.

Zarówno w Rosji, jak i w Chinach żmudne procedury rejestracyjne są już prawie na ukończeniu. Ale Krauzemu zabrakło zarówno czasu, jak i pieniędzy. Żeby formalności podopinać, Bioton potrzebuje szybko około 300 mln zł. Krauze tych pieniędzy nie ma.

Kto skorzystał, kto stracił?

Jeśli sprzedaż Biotonu zostanie sfinalizowana, w imperium Krauzego zostanie już tylko Polnord oraz Petrolinvest, mający mniejszościowe udziały w naftowych spółkach kazachskich i rosyjskich. Na badania i wiercenia na polach naftowych potrzeba jeszcze około 250 mln dol. To kolejny wydatek, z którego sfinansowaniem Krauze może mieć kłopoty. Jeśli z kazachskich szybów szybko nie tryśnie ropa, imperium Krauzego może należeć do przeszłości. Jakkolwiek potoczą się losy jednego z największych polskich biznesmenów, warto zadać sobie pytanie, kto zyskał na tym, że powinęła mu się noga?

Na razie w gronie ewentualnych beneficjentów widać tylko Jerzego Staraka, właściciela Polpharmy, kolejnego oligarchę nielubianego przez polityków PiS. Ale w Biotonie obawiają się, że Starak może nie zechce zainwestować w firmę kolejnych milionów. Po rynku chińskim i rosyjskim Starak też nie porusza się tak dobrze jak Krauze. Najbardziej czarny scenariusz jest taki, że Bioton mógłby przejąć któryś z koncernów farmaceutycznych. Wtedy insulina znów wróci do pierwotnej, prawie dwa razy wyższej ceny, a o produkcji leków innowacyjnych przyjdzie raczej zapomnieć.

Ludzie biznesu dziwią się, dlaczego Krauze na początku rządów PiS nie spieniężył akcji swoich firm i, podobnie jak Jan Kulczyk, nie wyjechał za granicę. Majątek Krauzego wart był wtedy kilka miliardów złotych. Biznesmen powtarzał jednak, że on – w przeciwieństwie do Kulczyka – stworzył w Polsce kilka firm, które dużo znaczą dla naszej gospodarki i mają w sobie ogromny potencjał. To był jego atut, ale politycy potraktowali go jak czarnego Piotrusia.
 

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj