Polski klimat
Szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie - wspólny problem, jedno stanowisko

Jaki problem? Pakiet klimatyczno-energetyczny, czyli przygotowany przez Komisję Europejską pakiet dyrektyw mówiących, jak Unia ma osiągnąć do roku 2020 ambitny cel wyrażający się w formule 3 razy 20: zmniejszyć emisje dwutlenku węgla o 20 proc. w stosunku 1990 r., zwiększyć efektywność energetyczną o 20 proc., zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii do 20 proc. Wszystko po to, by ratować świat przed kryzysem klimatycznym.

Polska, jak to już nie raz w naszej krótkiej unijnej historii bywało, wystąpiła przed szereg oprotestowując pakiet, a dokładnie kluczowy jego element - dyrektywę ETS. Jej przyjęcie oznacza, że elektrownie w Unii Europejskiej będą musiały od 2013 r. kupować zezwolenia na emisję dwutlenku węgla na specjalnej giełdzie. Ten pomysł bardzo nam się nie podoba, bo blisko 95 proc. energii w naszym kraju pochodzi z elektrowni węglowych, co oznacza, że na wyprodukowanie jednej magawatogodziny elektryczności produkujemy ok. jedną tonę CO2. Szwedzi, którzy węgla nie palą w ogóle, wytwarzają 500 razy CO2 mniej, podobnie Francuzi i Litwini niemal w całości polegający na energetyce jądrowej. W rezultacie konieczność płacenia za emisji zgodnie z kursem ustalanym na giełdzie spowoduje w Polsce najwyższe wzrosty cen energii.

Wraz z polskim protestem poszła po Unii fama, że Polacy w ogóle są wrogami klimatu. Nasi politycy tłumaczą, że wprost przeciwnie, kochamy klimat i ekologię, mamy jednak inny, lepszy pomysł na osiągnięcie celu 3 razy 20. Pomysł, który nie zarżnie polskiej gospodarki, lecz uwzględni jej węglową specyfikę. By nie działać w pojedynkę, ruszyła ekologiczna dyplomacja, która doprowadziła do powstania „pakietowej" koalicji państw podobnie jak my kwestionujących propozycje Komisji. Rdzeniem tej koalicji jest Grupa Wyszehradzka (Polska, Węgry, Republika czeska, Słowacja), której członkowie potwierdzili 5 listopada b.r. podczas szczytu w Warszawie, że będą wspólnym głosem walczyć o modyfikację pakietu. Czasu jest niewiele, bo powinien być on przyjęty na najbliższym szczycie UE 4 grudnia tego roku. Zależy na tym zarówno Komisji, jak Francji kierującej pracami Unii. Dlaczego? Bo w tym właśnie czasie trwać będzie w Poznaniu konferencja klimatyczna ONZ COP14 i europejscy politycy chcieliby pochwalić się przed resztą świata, że Unia wypracowała wspólne stanowisko.

Wielu polityków obawia się, że brak dobrego przykładu ze strony Unii osłabi dynamikę negocjacji na COP14 mających doprowadzić do wypracowania nowego globalnego porozumienia klimatycznego. I tu zaczyna się inny problem dla Polski. Bo jeśli Unia nie przyjmie pakietu w grudniu, to już wiadomo, że wina spadnie na Polskę. Jeśli jeszcze do tego konferencja COP14, której Polska jest gospodarzem, skończyłaby się miałkimi rezultatami, to dodatkowo spadnie na nas wina za nadchodzącą klimatyczną Apokalipsę. I choć jesteśmy przekonani, że mamy rację, to znowu w podręcznikach historii będą pisać inaczej.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj