Krótkowzroczność
Do ukraińskiego kryzysu, który z każdym dniem staje się coraz głębszy, solidarnie przykładają rękę prezydent Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko

Do ukraińskiego kryzysu, który z każdym dniem staje się coraz głębszy, solidarnie przykładają rękę prezydent Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko. Oboje liderzy kłócą się już w sposób niewybredny, właśnie ludzie Julii zarzucili ludziom Wiktora, że mają kłopoty ze zdrowiem psychicznym i zwrócili się do ministra zdrowia o  interwencję lekarską. A prezydent oskarżył Julię, że doprowadzi kraj do upadku gospodarczego, pożyczając w Moskwie pieniądze - 5 mld dolarów - na pokrycie deficytu budżetowego.
Tymczasem  najświeższe dane ekonomiczne, w porównaniu rok do roku, obrazują głębokość zapaści. Produkt narodowy brutto spadł o 20 proc., budownictwo notuje spadek o 68 proc., przemysł maszynowy o 60 proc., metalurgia o ponad 50 proc. Blisko polowa pieców hutniczych została wygaszona, a to oznacza kompletny regres sztandarowego branży eksportowej. Również sektor finansowy jest rozchwiany ponad miarę. Siedem największych banków zostało już objętych zarządem komisarycznym Narodowego Banku Ukrainy,  wkrótce ten sam los czeka trzydzieści kolejnych. Interwencja centralnego banku na rynku walut nic nie dała, a nawet dopomogła w odpływie dolarów i euro z kraju. Dziś ograniczone są wypłaty z kont bankowych, wartość ukraińskiej hrywny spadła o prawie 90 proc. Również firmy ubezpieczeniowe tracą płynność. Tymczasem szef NBU jest na urlopie, a wczoraj parlament przegłosował dymisję ministra finansów Wiktora Pynzenyka.

Na ratunek spieszy EBOR, który gotów jest zainwestować na Ukrainie 1 mld euro, na stabilizację systemu bankowego, modernizacje energetyki i wsparcie małego oraz średniego biznesu. Na razie europejski bank przyznał Ukrainie grant, 135 mln euro, na dalsze zabezpieczenie reaktora atomowego w Czarnobylu.

Wstrzymane są właściwie wszystkie przygotowania do Euro 2012: także z tego powodu ukraiński kryzys nie jest nam obojętny. Wprawdzie największe inwestycje czyli stadiony budowane są z pieniędzy prywatnych inwestorów, oligarchów, ale i oni stracili na kryzysie. Co gorsza mogą utopić kolejne miliony, gdyby mistrzostwa odebrano Ukrainie, bo zainwestowali już w przygotowania do imprezy ogromne kwoty. Cała infrastruktura, gdzie było najwięcej do zrobienia, ani drgnęła. I nie drgnie, bo w budżecie brakuje pieniędzy. Choć jeszcze niedawno premier Tymoszenko zapewniała, że organizacja Euro 2012 nie jest zagrożona. Odebranie imprezy Ukrainie byłoby prawdziwą porażką dla Kijowa, ku uciesze Moskwy oczywiście.

Niestety, ukraińskie elity zdają się nie rozumieć powagi sytuacji i wykorzystują kryzys do walki politycznej. Nie ma natomiast żadnego planu przeciwdziałania czy wyjścia z kryzysu.

Co myślą Ukraińcy? Najnowsze sondaże pokazują zaledwie 3 proc. poparcia dla prezydenta Juszczenki: jego działalność źle ocenia dziś ponad 90 proc. elektoratu. Spadło też poparcie dla Tymoszenko i jej bloku BJuT: Julię popiera 15 proc. Ukraińców. Zyskała opozycyjna Partia Regionów, którą akceptuje już 26 proc. wyborców.
Wiosną, jeśli nie starczy na wypłaty, ludzie mogą wyjść na ulicę. I byłby to najgorszy z możliwych scenariuszy.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj