Orędzie w Sejmie
Gdyby PiS posłuchał swego prezydenta, może mielibyśmy o jeden kłopot gospodarczy mniej.

Nieprzypadkowo na ostatnim przed wyborami do Europarlamentu posiedzeniu Sejmu prezydent Lech Kaczyński wygłosił w Sejmie orędzie na temat sytuacji gospodarczej kraju. Wiele w nim było troski o los polskich rodzin, retoryki solidarności, krytyki działań – a właściwie, zdaniem Lecha Kaczyńskiego – ich braku, ze strony rządu. Mnóstwo pochylenia nad losem tych grup społecznych, które od lat stanowią polityczne zaplecze Prawa i Sprawiedliwości.

Było też sporo tego specyficznego, zakamuflowanego strachu. Niech rząd powie, jak jest naprawdę z tą gospodarką – grzmiała głowa państwa. Co właściwie rząd przed nami ukrywa – można zapytać. Powiało smutnymi pluszakami, jedzeniem znikającym z lodówek i karetką tylko dla posiadaczy kart kredytowych – tak dobrze znanymi nam z dawnych wyborczych spotów PiS.

Były też elementy autentycznie humorystyczne, na przykład wtedy, gdy głowa państwa chwaliła się doskonałymi wynikami gospodarki z lat 2006-2007, kiedy krajem rządziła koalicja PiS-LPR-Samoobrona. Nie jest trudno o dobre plony, gdy pogoda sprzyja. Łatwo mieć wysoki wzrost PKB w szczycie gospodarczej prosperity. To pewna ironia, gdy prezydent wywyższa politykę gospodarczą z lat ubiegłych, a chwilę później mówi, że prawda jest dziś w kraju dobrem wyjątkowo rzadkim. Bo przytłaczająca grupa ekonomistów jest zdania, że to właśnie PiS przespał czasy koniunktury, zaniechał niezbędnej reformy finansów państwa i ograniczenia wydatków (które teraz ciągną budżet w dół). Dziś prezydent – którego polityka dotąd ściśle zlewała się z polityką partii jego brata-bliźniaka – przypomina murarza, który najpierw postawił krzywe ściany, a gdy dom się wali, krytykuje majstra, który zrobił dach.

PiS powinien jednak posłuchać swego prezydenta, bo w jego orędziu było przesłanie, które rzeczywiście może pomóc naszej gospodarce w trudnych czasach. - Chodzi o to, by nie potęgować skutków kryzysu poprzez zaniechania i brak współpracy między najważniejszymi organami państwa - powiedział Lech Kaczyński. Trudno się z nim nie zgodzić. Niech wezmą sobie tę radę do serca posłowie PiS i niech ręka im zadrży, gdy będą głosować przeciw antykryzysowym ustawom, proponowanym przez rząd. Niech się zastanowią, czy zmiana kapitana statku to dobry pomysł, gdy w czasie sztormu zbliża się kulminacyjna fala. A tym właśnie jest zapowiadana przez PiS próba odwołania ministra finansów Jacka Rostowskiego. Podobnie jak załogi i pasażerów owego statku, czyli nas wszystkich. A tym właśnie jest owa wspomniana poetyka strachu, która może spowodować spadek nastrojów konsumentów i przedsiębiorców, w efekcie pogłębiając kryzys.

Do współpracy, w myśl wygłoszonego przez prezydenta orędzia, warto zachęcić również samego pana prezydenta. Warto się czasem zastanowić, czy lekką ręką wetować kolejne ustawy. – Konieczne jest zwiększenie uczciwości i przejrzystości w sferze ekonomicznej (…) Globalny kryzys zaczął się od lekkomyślnych praktyk finansowych - podkreślił Lech Kaczyński. Trzeba mu więc przypomnieć, że to właśnie on sam wstrzymał wprowadzenie w Polsce unijnej dyrektywy MIFID, która chroni klientów banków przed lekkomyślnymi praktykami i nieuczciwą reklamą, ze strony instytucji finansowych.

Posłowie PiS powinni wsłuchać w to orędzie bardziej, niż wyborcy, do których było skierowane.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj