Papier jest cierpliwy
Energetyka atomowa powraca do łask, i to w wielkim stylu. Przynajmniej w zapowiedziach polskiego rządu.

Kolejne kraje rewidują swój krytyczny stosunek do energii z atomu. My też. Elektrownie atomowe to dla naszych polityków szalenie modny temat. Wybudujemy elektrownię atomową - zapowiada premier. Nie - poprawia się - wybudujemy dwie elektrownie. Wicepremier i minister gospodarki nie może być gorszy: wybudujemy trzy elektrownie stosując dwie technologie! Tylko trzy? Dyrektor departamentu energii jądrowej w Ministerstwie Gospodarki kręci nosem. Trzy się nie opłacają, musi być więcej. A zatem, kto da więcej? Liczę na Kancelarię Prezydenta. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, zajmujące się także bezpieczeństwem energetycznym zapewne podniesie poprzeczkę: musimy mieć pięć elektrowni atomowych. A może dziesięć? Dlaczego nie? Przecież to nic nie kosztuje.

Oczywiście nic nie kosztuje mnożenie elektrowni wirtualnych. Bo w realu trzeba za nie słono zapłacić: 3-5 mln euro z 1 MW. Jeśli więc nasz pierwszy skromny plan zakłada budowę elektrowni o mocy 5 tys. MW to łatwo policzyć, że potrzebujemy na ten cel - bagatela -15-25 mld euro. Kto ma to sfinansować? Dobre pytanie, bo przecież koszt budowy elektrowni atomowej to tylko jedna pozycja na długiej liście czekających nas wydatków bez poniesienia których za chwilę zgaśnie nam światło.

Mam wrażenie, że te rojenia o budowie kolejnych elektrowni atomowych są właśnie próbą ucieczki od odpowiedzi co zrobić, tu i teraz, z rozpadającą się polską elektroenergetyką. Nawet zakładając najbardziej optymistyczny scenariusz (całkowicie nierealny- moim zdaniem), że pierwsza elektrownia atomowa ruszy pod koniec przyszłej dekady to i tak wcześniej będziemy musieli się zmierzyć z dramatycznymi wyzwaniami sypiących się bloków w elektrowniach węglowych, niedorozwoju sieci przesyłowych ograniczającego możliwości importu energii, wysokich opłat za emisję CO2 i wielu innych problemów.

Niestety, polscy politycy nie lubią takich mało medialnych spraw. Odpychają je od siebie. Sprawy muszą być na skalę ich ambicji. Jak mówią o drogach, to muszą obiecać tysiące kilometrów autostrad. Jak mówią o kolei, to godny uwagi jest tylko temat polskiego TGV którym będziemy jeździć 500 km/godz. Jak o energetyce, to natychmiast rodzą się dziesiątki elektrowni atomowych. Na papierze. Bo papier - wiadomo - cierpliwy. Mnie jednak cierpliwość się kończy.    

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj