Amnezja nie boli
Jesienią 1989 roku w Polsce szalała dzika inflacja, w sklepach pustki a na ulicach byli... ludzie pełni nadziei na lepsze życie i lepszy los.

6 października na konferencji prasowej w Ministerstwie Finansów Leszek Balcerowicz, wówczas wicepremier w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, przedstawia zręby swojego planu. Chce zdławić inflację (w wysokości blisko 700 proc. rocznie) i stworzyć warunki do możliwie nieskrępowanej działalności gospodarczej. Tak tak, minęło już 20 lat odkąd budujemy rynkową gospodarkę. Przez ten czas już dawno zatarła się pamięć o opłakanie słabej kondycji naszych firm, pauperyzacji społeczeństwa a później fantastycznego tempa przemian jakich udało się nam przez te dwie dekady dokonać.

Tamte czasy i determinację rządzących, niesionych na fali społecznego poparcia i entuzjazmu, warto jednak przywołać. Oni sami nie mieli żadnych doświadczeń w rządzeniu, nie było też precedensów przechodzenia od gospodarki socjalistycznej do rynkowej. Jak mówił klasyk żartu politycznego Krzysztof Kononowicz, „nie było niczego”. Mimo to ludzie odpowiedzialni za remont posocjalistycznej gospodarki odnieśli niebywały sukces, zbudowali fundamenty (słynny pakiet 10 ustaw z grudniowego „planu Balcerowicza), które na pewno wytrzymały próbę czasu i nadal nieźle nam służą.

To prawda, że ekonomiści jeszcze długo będą się spierać o to co można było zrobić lepiej, czy aplikowana przez Balcerowicza „terapia szokowa” nie wykończyła przypadkiem zbyt dużej grupy „pacjentów”, zwłaszcza na wsi, kiedy gospodarka była za bardzo zduszona a kiedy przegrzana, ale to wszystko wydaje mi się trochę jałowym zajęciem. Per saldo, po tych 20 latach, dla zdecydowanej większości społeczeństwa bilans jest i już zawsze będzie dodatni. To wystarczy by Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz i pozostali członkowie ich ekipy zasłużyli sobie na naszą wdzięczność.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj