Czy zmienimy gospodarkę zmieniając stopy procentowe
Niesprawne stopy
Kiedy stopy procentowe znów staną się skutecznymi narzędziami wpływu na gospodarkę?
Stopy procentowe banku centralnego nie są rynkowymi cenami, ale narzędziem polityki pieniężnej.
Marek Sobczak/Polityka

Stopy procentowe banku centralnego nie są rynkowymi cenami, ale narzędziem polityki pieniężnej.

Co miesiąc, kiedy zbliża się termin posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, przez media przetacza się fala pytań: co się stanie ze stopami procentowymi? Przy okazji można często usłyszeć, że skuteczność tego narzędzia kontrolowania inflacji jest wątpliwa.

Ścisłe związki

Gdy idziemy do banku złożyć depozyt lub zaciągnąć kredyt, stykamy się z rynkowymi stopami procentowymi w swobodny sposób ustalanymi przez uczestników rynku finansowego. Jeśli godzimy się co do wysokości odsetek – jest to dobrowolna umowa. Bank komercyjny po prostu składa nam ofertę, którą możemy przyjąć, odrzucić albo próbować negocjować. Możemy też iść do innego banku, sprawdzając, czy nie zaoferuje nam warunków korzystniejszych.

Tymczasem stopy procentowe banku centralnego są to stawki, po których oferuje on kredyt wyłącznie bankom komercyjnym. Mogą one oczywiście kredytu z banku centralnego nie brać, ale muszą liczyć się z tym, że jeśli będą potrzebować gotówki, a na rynku nikt jej nie będzie chciał im pożyczyć, to będą skazane na taki właśnie kredyt. Stopy procentowe banku centralnego nie są więc rynkowymi cenami, ale narzędziem polityki pieniężnej. Narzędziem, za pomocą którego ta instytucja pośrednio kontroluje ilość pieniądza i inflację.

Pomiędzy stopami banku centralnego a stopami rynkowymi istnieje ścisła zależność. Stopy rynkowe dokładnie odzwierciedlają zmiany stóp banku centralnego. W ogromnym uproszczeniu dzieje się tak dlatego, że wzrost stóp banku centralnego zmniejsza ilość pieniądza na rynku i podaż kredytów, a więc prowadzi do ich wyższej ceny (czyli wyższego oprocentowania). Z kolei spadek stóp banku centralnego powoduje, że cena kredytu spada.

Podręczniki i życie

Zgodnie z podręcznikową ekonomią efekty działań banku centralnego są oczywiste. Występują one w trzech płaszczyznach. Podwyżka stóp powoduje, że z rynku ubywa pieniędzy, a oprocentowanie kredytów rośnie. Powoduje to, że wyhamowuje popyt (zwłaszcza inwestycyjny, bo im droższy kredyt, tym mniej opłacalne stają się inwestycje), a w związku z tym wzrost PKB. Jednak wolniej rosnący popyt zmusza sprzedawców do obniżki cen, więc inflacja zwalnia.

Druga płaszczyzna dotyczy zmian kursu walutowego. Jeśli stopy procentowe na krajowym rynku rosną, to bardziej opłaca się na nim inwestować, a więc zwiększa się napływ kapitału. To prowadzi do wzmocnienia waluty – i ponownie, osłabienia tempa wzrostu PKB (bo eksport staje się mniej opłacalny, a import bardziej) oraz wyhamowania inflacji.

Wreszcie trzecia płaszczyzna to rynek giełdowy. Jeśli stopy procentowe rosną, inwestorom bardziej opłaca się kupować bezpieczne obligacje, niż ryzykować pieniądze na giełdzie. Powoduje to schłodzenie nastrojów utrudniając firmom pozyskanie kapitału (co uderza w inwestycje). Podobnie dzieje się z innymi aktywami, np. z cenami nieruchomości, które powinny reagować spadkiem na wzrost stóp procentowych. Efekt jest taki sam – spadek tempa wzrostu PKB i obniżenie się inflacji. Rzecz jasna obniżenie stóp procentowych banku centralnego powinno prowadzić do efektów odwrotnych: przyspieszenia tempa rozwoju i ryzyka wzrostu poziomu cen.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj