Konsumencie, poznaj swoje prawa

Kiedy klient ma rację?
Nieznajomość prawa szkodzi – głosi stara prawnicza maksyma. W przypadku prawa konsumenckiego sprawdza się ona wyjątkowo często i boleśnie.
25 grudnia ub.r. weszła w życie nowa ustawa o prawach konsumenta. Ustawa dostosowuje polskie prawo do unijnej dyrektywy konsumenckiej.
Marek Sobczak/Polityka

25 grudnia ub.r. weszła w życie nowa ustawa o prawach konsumenta. Ustawa dostosowuje polskie prawo do unijnej dyrektywy konsumenckiej.

Dzień dobry. Nazywam się Jan Kowalski i dzwonię z firmy X. Chcielibyśmy zaproponować panu spotkanie z naszym doradcą, który przedstawi możliwości rozwiązań inwestycyjnych przynoszących wysokie zyski. Z pewnością będzie pan nimi zainteresowany, bo lokaty bankowe są dziś tak mało dochodowe. Nasz doradca dojedzie pod wskazany adres i przedstawi szczegóły oferty”. Zapewne większość czytelników odbyła niejedną taką rozmowę. Sprawnemu telemarketerowi trudno przerwać, bo wygłasza swoją formułkę z zawodową rutyną. W razie potrzeby potrafi podbijać słuchaczowi bębenka frazami w rodzaju „nasza oferta jest skierowana jedynie do wybranych klientów” albo przekonywać, że „został zakwalifikowany do kategorii VIP”. Ma też w zanadrzu wiele innych trików.

Jeśli zgodzimy się na spotkanie z doradcą, zostaniemy poddani kolejnym fazom fachowej obróbki. Dowiemy się, jak nasze pieniądze mogą zacząć wreszcie zarabiać i jak wypracują dla nas ponadprzeciętne zyski. Usłyszymy wiele fachowych zwrotów i obejrzymy sporo wykresów obrazujących, jak te zyski będą rosnąć. Potem dostaniemy umowę do podpisu, którą nasz rozmówca zabierze, uspokajając, że komplet dokumentów dośle nam później na domowy adres. Wszystko po to, byśmy się zbyt szybko nie zorientowali, że zyski owszem urosną, ale nie nam, tylko firmie, którą reprezentuje doradca. I przypadkiem się nie wycofali. Potem będziemy mieli dużo czasu, żeby zastanawiać się, po co nam to było, i składać obietnice „nigdy więcej nie dam się nabrać”.

Taki scenariusz może dotyczyć nie tylko funduszy inwestycyjnych, ale inwestycji alternatywnych, kredytów, pożyczek, lokat z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (tzw. polisolokat) itd. Także sprzedaży garnków, dostaw energii elektrycznej czy usług telefonicznych i wielu innych cudownych sposobów, które pozwolą nam cudownie „oszczędzać albo pomnażać pieniądze”.

Naiwnych nie sieją

Coraz częściej to nie my szukamy interesującej nas oferty, ale ona nas. Nie idziemy do banku, biura, sklepu, ale korzystamy z telefonu czy internetu. Załatwiamy formalności, nie widząc nawet osoby, z którą zawieramy umowę. Pośpiech i nietypowe okoliczności są często świadomie wykorzystywane przez nieuczciwych przedsiębiorców.

Klienci oszukańczych parabanków Amber Gold czy Finroyal do dziś miotają się, szukając sposobów, by odzyskać przynajmniej część straconych pieniędzy. Wydawałoby się, że tamte głośne lekcje powinny wielu innym uświadomić, żeby sprawdzać firmy finansowe, z którymi chcemy się związać. Czy działają legalnie, czy podlegają nadzorowi, czy objęte są gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego? No i zawsze pamiętać, by przeczytać umowę, zanim ją podpiszemy. I nie wierzyć na słowo pracownikowi, który podsuwa tę umowę do podpisu.

Niestety, okazuje się, że osób nierozważnych, gotowych wystawić swoje pieniądze na nierozsądne ryzyko, wciąż nie brakuje. Na liście ostrzeżeń publicznych – prowadzonej przez Komisję Nadzoru Finansowego – na którą trafiają firmy działające z naruszeniem prawa bankowego, figuruje dziś 58 podmiotów, czyli więcej niż za czasów Amber Gold. Większość z nich ma w nazwach efektowne anglojęzyczne zwroty w rodzaju Business Consulting, Enterprises Limited, Software Investments, Insurance Consulting, Capital Partners. To jedna z częstych sztuczek.

Czas na przemyślenie

25 grudnia ub.r. weszła w życie nowa ustawa o prawach konsumenta. Idzie ona z duchem czasu i jest poświęcona głównie relacjom przedsiębiorca–klient w sytuacjach, kiedy umowa zawierana jest na odległość (czyli za pośrednictwem telefonu czy internetu) albo poza lokalem przedsiębiorstwa (np. podczas prezentacji wyrobów w domu, w restauracji itp.). Ustawa dostosowuje polskie prawo do unijnej dyrektywy konsumenckiej.

Jedna z części ustawy dotyczy właśnie usług finansowych kontraktowanych na odległość. Wylicza długą listę informacji, jakie konsument musi uzyskać przed zawarciem umowy. Podstawowa wiadomość, jaka ma dotrzeć do konsumenta, dotyczy przysługującego mu prawa do odstąpienia od umowy bez podawania przyczyn. Mamy 14 dni na przemyślenie sprawy, a w przypadku umowy ubezpieczenia nawet 30 dni. Oczywiście są tu wyjątki, bo niektóre typy umów finansowych rodzą konsekwencje już w chwili ich zawarcia i nie można ich cofnąć – np. zlecenie kupna akcji, walut itp.

W jednym przypadku reguła 14 dni, kiedy można odstąpić od umowy, obowiązuje niezależnie, czy zawieramy ją w banku czy na odległość. To umowa o kredyt konsumencki regulowana odrębną ustawą. Mamy 14 dni na przemyślenie sprawy, a bank ma obowiązek nie tylko nas o tym poinformować, ale także wręczyć wzór druku odstąpienia od umowy.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj