Jak należycie wydawać unijne pieniądze
Uwaga na fundusze
Co roku dostajemy z budżetu Unii Europejskiej miliardy euro pomocy rozwojowej. Dzięki nim Polska staje się krajem nowocześniejszym i łatwiejszym do życia. Co będzie, kiedy ich dopływ się skończy?
Nie ma wątpliwości – unijne fundusze są wielką, niepowtarzalną szansą na trwałą poprawę warunków rozwojowych polskiej gospodarki.
Marek Sobczak/Polityka

Nie ma wątpliwości – unijne fundusze są wielką, niepowtarzalną szansą na trwałą poprawę warunków rozwojowych polskiej gospodarki.

audio

AudioPolityka Witold M Orłowski - Uwaga na fundusze

Podobno każdy Polak zna się na medycynie. Także na polityce się zna, na sporcie i na kuchni. A na ekonomii? Nie zna się? To niedobrze, bo powinien. Bez tej wiedzy trudno się obyć we współczesnym świecie. Jest konieczna, by zrozumieć, co dzieje się w gospodarce i jak to odbija się na naszych domowych budżetach. Oszczędzać czy wydawać? Pożyczać czy inwestować? Złoty czy euro? Dla wszystkich, którzy czują niedosyt wiedzy, we współpracy z NBP przygotowaliśmy kolejną edycję „Edukatora Ekonomicznego” POLITYKI. Wyjaśniamy zawiłości zjawisk gospodarczych, pomagamy w rozwiązywaniu codziennych ekonomicznych problemów.

***

Poprzedni rząd obiecywał, że „dzięki funduszom europejskim nastąpi skok cywilizacyjny Polski”. Obecny twierdzi, że to właśnie fundusze strukturalne pozwolą uzbierać bilion złotych, dzięki któremu nastąpi „reindustrializacja”, a nasze pensje być może już za kilkanaście lat zbliżą się do niemieckich.

W obecnej perspektywie budżetowej (lata 2014–20) mamy otrzymać z Unii Europejskiej 82 mld euro z tej szuflady, średnio 12 mld euro rocznie. To odpowiednik 3 proc. naszego PKB, kwota pozwalająca sfinansować wydatki, na które trudno byłoby znaleźć pieniądze w kraju. Głównie dzięki funduszom realizujemy większość kluczowych programów rozwoju infrastruktury – bez nich nie byłoby ani autostrad, ani szybkich pociągów. Nie byłoby też wielkich inwestycji w rozwój kapitału ludzkiego, ochronę środowiska czy wspieranie innowacyjności. Widoczne w każdym niemal zakątku Polski tablice z unijną flagą przypominają, jak wiele stało się możliwe dzięki unijnemu współfinansowaniu. Członkostwo w Unii bez wątpienia nam się opłaca.

Pomóc zapóźnionym

Dlaczego UE tak hojnie przekazuje nam pieniądze na rozwój? Wynika to z zapisanej w preambule Traktatu Rzymskiego deklaracji, mówiącej, że jednym z celów Unii jest „zmniejszenie różnic istniejących między poszczególnymi regionami oraz opóźnienia regionów mniej uprzywilejowanych”. Zdanie to dało początek europejskiej polityce regionalnej, zwanej też polityką spójności, której celem jest wspieranie rozwoju regionów z różnych przyczyn radzących sobie gorzej od innych – uboższych, mających mniej nowoczesną strukturę produkcji, przeżywających kłopoty związane z restrukturyzacją. A głównym narzędziem tej polityki stały się fundusze strukturalne Unii. Jest ich kilka i są wyspecjalizowane w finansowaniu różnego typu przedsięwzięć rozwojowych.

Fundusze strukturalne nie pojawiły się od razu i nie od razu miały dzisiejszą skalę. Gdy w 1958 r. powstawała Europejska Wspólnota Gospodarcza, tworzyło ją 6 krajów o zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego. Tylko regiony południa Włoch były wyraźnie zapóźnione, a różnica między najzamożniejszym a najuboższym regionem EWG, mierzona poziomem PKB na głowę mieszkańca, wynosiła niecałe 5:1.

W 1973 r. do bloku przystąpiła wyraźnie uboższa od pozostałych krajów rolnicza Irlandia oraz borykająca się z poważnymi problemami regionalnymi Wielka Brytania. Wtedy właśnie Brytyjczycy wystąpili z inicjatywą aktywnej i wspieranej ze wspólnego budżetu polityki regionalnej. Początkowo środki na nią były ograniczone – w latach 70. ubiegłego wieku około 5 proc. budżetu (dla porównania: 80 proc. przeznaczano na politykę rolną). W miarę przyłączania się do EWG kolejnych uboższych krajów – Grecji, Hiszpanii i Portugalii – udział ten stopniowo rósł. Gdy w roku 1992 utworzono Unię Europejską i uzgodniono wprowadzenie euro, ceną, której zażądały za swoją zgodę uboższe kraje, było stworzenie kolejnego funduszu, który miał pomóc im finansować wielkie projekty infrastrukturalne. Od tego czasu wydatki na politykę spójności zaczęły rosnąć, a w obecnej dekadzie przekroczyły 1/3 unijnego budżetu. Było to zrozumiałe, zważywszy, że po rozszerzeniu Unii o kraje naszej części Europy różnica między najzamożniejszym a najuboższym regionem wzrosła do ponad 12:1.

Dziś finansowanie polityki spójności to najpoważniejszy obok wspierania rolnictwa wydatek Unii. A Polska jest największym beneficjentem funduszy. To się nie zmieni jeszcze przez co najmniej 7–8 lat, do czasu gdy rosnący PKB na głowę mieszkańca polskich regionów nie spowoduje, że stopniowo przestaną się one kwalifikować do hojnego, unijnego wsparcia.

Zaopiekować się przedsiębiorcami

Wydawanie unijnych pieniędzy wcale nie ma służyć poprawie koniunktury rynkowej. Oczywiście, jeśli państwo zaczyna znacznie więcej inwestować, rynek się ożywia. Korzystają na tym przedsiębiorstwa budowlane, instytucje edukacyjne, firmy szkoleniowe. Jest to jednak tylko efekt przejściowy. Stabilizacja tych wydatków sprawia, że ich obecność na rynku staje się normą, a popyt przestaje rosnąć. A kiedy za kilka lat ilość unijnych pieniędzy zacznie stopniowo maleć, zamiast popytowego ożywienia możemy mieć wręcz do czynienia ze zjawiskami recesyjnymi, bowiem skala publicznych inwestycji będzie się prawdopodobnie zmniejszać.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj