szukaj
Prof. Leszek Kołakowski o tym, co jest ważne w życiu
Niezwykła rozmowa Jacka Żakowskiego z prof. Leszkiem Kołakowskim o tym, jak żyć i co jest w życiu ważne.
Agencja Gazeta

Prof. Leszek Kołakowski, filozof, eseista. Był wielkim autorytetem moralnym, który w chaosie współczesności pomagał pogodzić się ze sobą, światem i historią.

Przykazania Leszka Kołakowskiego:
Po pierwsze przyjaciele.

A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

Jacek Żakowski: – Przychodzi do mędrca czterdziestoparolatek...
Leszek Kołakowski: – Czyli pan niby?

...albo dwudziestoletnia blondynka z nogami po szyję...
To już mniej do pana pasuje.

...więc siada ten ktoś obok mędrca i pyta: "Co jest ważne w życiu?". Co mu mędrzec powie?
A skąd mędrzec ma wiedzieć?

Przeczytał tysiące książek, prawie 77 lat żyje na tym świecie, zdobył sławę mędrca. Kto ma wiedzieć, jak nie on?
Prawie 77 lat? To znaczy, że ja mam być tym mędrcem?

Dlatego tu przyjechałem.
Ale gdybym przyjął tę rolę, to byłoby tak, jakbym sam siebie uznał za mistrza życia. To by nie było dobrze. Muhammad Ali może skakać po ringu krzycząc, że jest najlepszy na świecie. Innym to nie przystoi.

Przyjmijmy, że stoi przed panem człowiek w prawdziwej potrzebie i prosi o pomoc. Może nie wie, co ma z życiem zrobić. A może źle sobie życie układał. Może czuje, że przyszła ostatnia chwila, kiedy może coś zmienić i skoncentrować się na tym, co jest naprawdę ważne. Musi mu pan pomóc.
Udając, że znam jakąś uniwersalną formułę?

A nie zna pan?
Trudna sprawa... Podobno taką formułą może być użyteczność dla innych. Są ludzie - choć bardzo nieliczni - którzy swoje życie traktują jak służbę. Mogą tę służbę pełnić na rozmaitych polach. W medycynie, polityce, nauce, pomocy społecznej, organizacjach międzynarodowych. Podobno spełniają się w życiu, bo mają poczucie jakiegoś szerszego sensu własnego istnienia.

To jest panu bliskie?
Oczywiście. Ale nie wiem, czy tego można się nauczyć ani jak dojść do takiej postawy. A z drugiej strony mamy też mi bliską postawę buddyjską zakładającą, że życie tak czy owak jest wielką masą nieszczęścia. Nic na to nie możemy poradzić. A perspektywa nirwany otworzy się przed nami dopiero, gdy zdołamy wyrzec się wszystkich pragnień, do minimum ograniczając własne oczekiwania. Są tacy, którzy przez samoograniczenie osiągają duchowe wyzwolenie. Ale też nie wiem, czy można polecać to wszystkim.

A pana ciągnie ku szczęściu osiąganemu przez samoograniczenie?
Ja o szczęściu nie mówię, bo nie wiem, co to takiego. I nigdy nie wiedziałem. Ale jest coś dobrego w buddyjskiej czy stoickiej skłonności do ograniczania pragnień w taki sposób, żeby przeciwności losu przyjmować ze spokojem. Nie być przywiązanym do potrzeb, nie wpadać w histerię, kiedy nam się nie udaje to, co byśmy chcieli. Nie chcieć zbyt wiele. Nie sięgać zbyt daleko. Lepiej mniej chcieć i mniej się rozczarowywać. Na przykład: jestem piękną, powabną, utalentowaną blondynką. Jadę do Hollywood, żeby zostać gwiazdą, a gram same ogony. Jestem rozczarowana. Mam poczucie zmarnowanego życia, nieszczęścia, mam się przez to powiesić? Lepiej mierzyć niżej.

Jeśli pan jako piękna blondynka zostanie tą gwiazdą, to też może się pan rozczarować i mieć poczucie zmarnowanego życia.
Bo czy życie jest zmarnowane, czy nie, to jest subiektywna sprawa. Tego się nie da obiektywnie ocenić. Załóżmy, że jestem ogrodnikiem. Nic więcej nie robię. Nie dążę do sławy ani żadnej wybitniej pozycji. Chcę mieć dość pożywienia i elementarnych dóbr, ale nie ciągnie mnie uganianie się za dobrami, które za wielkie powszechnie uchodzą. Nie chcę być Einsteinem. Czy w tym jest coś złego, że nie chcę być Einsteinem?

Zwłaszcza że to się różnie kończy.
Na ogół niedobrze. Pamiętam wybitnego fizyka, który mówił: „Albo się jest Einsteinem, albo nie warto żyć". A jednak nie był Einsteinem. Czy to znaczy, że jego życie było zmarnowane?

Może w istocie nie chodziło o to, żeby zostać Einsteinem, tylko żeby dążyć do zostania Einsteinem?
To oczywiście jest lepsze. Dążenie do wielkich dóbr jest na ogół dobre. Ale jeżeli z góry założę, że tych dóbr nie osiągnę, to ich nie osiągnę na pewno. Bo wielkie dobra nie przychodzą przypadkiem. Wymagają wysiłku. Więc jednak ważne jest, by mieć choć trochę nadziei. Ale niezbyt wiele. Tyle, by jednak uniknąć katastrofy, kiedy zdam sobie sprawę, że tym Einsteinem nie będę. Inaczej miałbym poczucie zmarnowanego życia.

...albo straciłby pan sens życia, gdyby pan tym Einsteinem został...
...albo wciąż, bezustannie robiłbym bezskuteczne wysiłki. To też mogłoby być marnowanie życia.

Chyba już mam pierwszą radę mędrca. Ważne jest, żeby nie chcieć zbyt wiele.
Zgoda, „chcieć niezbyt wiele" to chyba jest dobra formuła udanego życia.

Ale niezbyt wiele czego? Bo są rozmaite dobra. Kilkanaście od razu przychodzi do głowy. Młodość, naród, pieniądze, praca, przyjaźń, przyjemność, radość, rodzina, seks, sława, szczęście, wiedza, władza, wolność...
Szczęście zostawmy, bo nie wiem, co to takiego. Każdy pod to co innego podkłada. Trzeba się pogodzić z tym, że, jako takie, szczęście nie istnieje.

Na istnienie szczęścia są empiryczne dowody. Każdy panu powie, czy jest dziś równie szczęśliwy jak wczoraj. Z faktu, że coś trudno uchwycić i opisać, nie wynika jeszcze, że to nie istnieje.
To by był dowód, że istnieje brak szczęścia. Ale gdybym jednak chciał się z panem zgodzić, że szczęście istnieje, to powiedziałbym, że jest to życie dziecka gdzieś do piątego roku w naprawdę kochającej go rodzinie wolnej w tym czasie od jakichś wielkich nieszczęść.

A potem już jest pana zdaniem nieszczęście?
Może to nie jest nieszczęście, ale zmienia się nasz stosunek do świata. Już wkrada się w nasze życie cynizm, świadomość, że świat jest niedobry. Małe dziecko nie zadaje sobie jeszcze pytania o szczęście i nie zna pojęcia szczęścia. Jak ktoś ma w głowie pojęcie szczęścia i sam siebie pyta, jak mam być szczęśliwy, jak urządzić życie, co jest w życiu ważne, to znaczy, że już nie jest i nigdy więcej nie będzie naprawdę szczęśliwy. Nikt nigdy nie zdobędzie szczęścia, które byłoby znane jako takie.

Ale można jednak się do niego mniej czy bardziej zbliżać. Temu w istocie służy szukanie odpowiedzi na pytanie: Co jest ważne w życiu? Młodość pana zdaniem jest ważna?
Młodość też możemy odłożyć, bo to jest dobro, które większość ludzi traci. Ale też nie wszyscy. Są ludzie w jakimś sensie młodzi do samego końca.

Jak się z nią rozstawać, by jak najmniej oddalić się od szczęścia?
Najprościej na świecie. Pozbyć się poczucia, że w byciu młodym jest jakaś szczególna wartość. Jeżeli nie mamy poczucia, że młodość jest dobrem, to też nie czujemy, że ponosimy stratę, kiedy się starzejemy.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj