Bóg kobiet
Religie mają na sumieniu ciężkie grzechy wobec kobiet, ale tylko chrześcijaństwo powiedziało przepraszam.
Mozaika z Aion przedstawiające Matkę Ziemię
Wikipedia

Mozaika z Aion przedstawiające Matkę Ziemię

Dawno, dawno temu kobiety mogły być kapłankami, szamankami, wróżbitkami, głowami rodu. Kobieta stała na czele rodziny i klanu. Więzy krwi określano nie podług ojcostwa, lecz macierzyństwa. Tę mityczną epokę nazwano matriarchatem – od mater, po łacinie matka. Historia pisana nie zna jednak przykładu ginokracji – systemowo-politycznych rządów kobiet. Zdarzały się oczywiście cesarzowe i królowe, nieraz bardzo wybitne i znaczące, ale w ramach świata, w którym dominowali mężczyźni. Za to kultura zna mity, podania i rytuały, w których wyobraźnią ludów rządzi Wielka Bogini.

Wielka Bogini-Matka-Ziemia miała różne imiona w różnych kulturach. Czczono w niej energię wiecznie odradzającego się życia, którego rodzicielką i opiekunką jest kobieta. Czczono też tajemnicę płodności i stwarzania czegoś z niczego. Seks stawał się w ten sposób uczestnictwem w świętym akcie kreacji świata i podtrzymywania go w istnieniu. Ale ludzie tamtej epoki zapewne dostrzegali związek seksu i prokreacji. Pamiętali o pierwiastku męskim, bez którego ten akt stwórczy nie byłby pełny. Dlatego w najstarszych kulturach odnajdujemy obok symboli kobiecych także męskie. Obok figurek ciężarnych kobiet figurki byka i kozła, obok indyjskich joni (symboli żeńskich genitaliów) męskie lingamy (symbole fallusa). Wielka Bogini w istocie wykraczała poza tę opozycję. Zawierała w sobie wszystko, co może być, jej dziećmi była cała rzeczywistość i wszyscy bogowie – mówił religioznawca Joseph Campbell w „Potędze mitu”: „Bogini była bardzo potężną figurą jeszcze w czasach hellenistycznych na obszarze Śródziemnomorza, a powróciła w tradycji rzymskokatolickiej jako Dziewica. W żadnej tradycji Bogini nie czczono równie pięknie i okazale jak w średniowiecznych katedrach francuskich, z których każda jest pod wezwaniem Matki Boskiej”.

Wygnanie Wielkiej Bogini

Świat Bogini padł pod ciosami patriarchatu. Odchodził opornie. Jeszcze w IV w. naszej ery wielką sławą cieszyła się w Aleksandrii piękna i mądra Hypatia z filozoficznej szkoły neoplatońskiej. Jednak jej miłość do wiedzy i stan panieński wzbudziły podejrzliwość tamtejszych chrześcijan. Za przyzwoleniem miejscowego biskupa chrześcijański motłoch zamordował Hypatię: niech zna swoje miejsce w szeregu! Do późnych wieków średnich Kościół w chrześcijańskiej Europie ścigał, wysyłał na tortury i stosy „czarownice” – kobiety kultywujące przedchrześcijańskie systemy wierzeń i praktyk magiczno-religijnych.

Po upadku kultu Wielkiej Bogini i religii pogańskich, pełnych bogiń i bogów, zapanowały surowe monoteizmy. Najpierw hebrajski, później chrześcijański i islamski. Są to religie Księgi-Prawa i Boga-Ojca. Nazwa patriarchat podchodzi od słowa pater; ojciec zasadę matki zastępuje zasadą ojca. Musiało to wpłynąć na nastawienie do kobiet w religii i życiu społecznym.

W społeczeństwie patriarchalnym naczelnikami rodów są mężczyźni, to oni przyjmują kobiety do rodziny, są dziedzicami władzy i majątku, oczekują od kobiet pomocy i posłuszeństwa. Kobiety przyjmują zwykle nazwisko męża. Mężczyźni wyznaczają granice, jakich nie wolno przekroczyć kobietom: ustalają kary za cudzołóstwo i aborcję, określają prawa i obowiązki kobiet w rodzinie i poza nią, odsuwają je od kapłaństwa. W zamian kobieta może się spodziewać ochrony i opieki ze strony męża i rodu. Bezpieczeństwo za swobodę. Religie patriarchalne sankcjonowały nierówność.

Jak do tego doszło? Badacze kultury odpowiadają ostrożnie: może zadecydowały przemiany cywilizacyjne. Patriarchat przeważał u ludów piśmiennych, a także w kulturach łowieckich i pasterskich – np. u Hebrajczyków i Arabów. A to te ludy wydały religie (judaizm, chrześcijaństwo, islam), w których żyje dziś prawie połowa ludzkości. Jeśli dodać do tego hinduizm i buddyzm, w których kobieta też nie miała łatwego życia, da to już sporą większość wśród wyznawców wszystkich wiar świata.

Problem kobiet w takim systemie nie jest wyssany z feministycznego palca. – To nie kobiety są problemem – stwierdza dr Elżbieta Adamiak, teolożka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu – lecz to, jak się o nich myślało i myśli, niezależnie od płci autora/autorki, choć historycznie to przede wszystkim mężczyźni pisali i piszą o kobietach. Problemem jest też, jak owo myślenie wpływa na życie kobiet. Kwestia kobieca istnieje, niezależnie od tego, jak wiele z nich zadowala pozycja przypisana im w pewnej odmianie katolicyzmu. Napisano tomy o dyskryminacji kobiet w Kościele. A przecież wystarczy poczytać Nowy Testament, by się przekonać, że sam założyciel chrześcijaństwa takich uczuć nie żywił.

Jezus, Paweł, Ratzinger

Jezus nie unikał towarzystwa kobiet, przyjaźnił się z nimi, a one wspierały Go i nie opuściły aż do śmierci na krzyżu, na co uczniom zabrakło odwagi. Wiadomość o zmartwychwstaniu ogłasza w Ewangelii kobieta, Maria Magdalena. To rzecz niezwykła, bo w świecie ówczesnego judaizmu kobiety nie miały prawa składać publicznie świadectwa. Wiadomo też, jak kluczową rolę przyznaje chrześcijaństwo Matce Chrystusa.

Ale już u św. Pawła czytamy, że mężczyzna jest głową kobiety, a niewiasty mają nakrywać głowy na znak poddania i milczeć podczas nabożeństwa. Apostoł, uważany niekiedy za twórcę zorganizowanej religii chrześcijańskiej, trzymał się zasad prawa żydowskiego, przed przejściem do Kościoła był przecież członkiem Synagogi. Choć biblijny opis stworzenia mężczyzny i kobiety można uważać za proklamację równości płci wobec Stwórcy, to jednak przez wieki pobożny żyd ortodoksyjny dziękował Mu w codziennej modlitwie, że nie stworzył go kobietą, a pobożna żydówka dziękowała Bogu, że stworzył ją zgodnie ze swą wolą.

Kardynał Ratzinger, który pilnuje dziś czystości nauki Kościoła rzymskiego, broni św. Pawła: „Bóg jest Bogiem. Nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, lecz Bogiem, który stoi ponad tymi formami”. Niektóre miejsca w pismach Pawła mocno irytują kobiety – przyznaje Ratzinger. Ale ten sam apostoł śmiało przekraczał prawo żydowskie i współpracował w głoszeniu Ewangelii z kobietami, które nazywał „towarzyszkami jarzma”. Jaki więc jest bilans? „Przeforsował swoje stanowisko: kobiety nie zostały dopuszczone do głoszenia kazań podczas liturgii, jednak w całej historii Kościoła odgrywały dużą rolę”.

Pawłowe przesłanie, że „w Chrystusie nie ma żyda ani poganina, wolnego ani niewolnika, mężczyzny ani kobiety”, brzmiało rewolucyjnie, bo kazało traktować wyznawców nowej religii jak ludzi równych, obojętne, jaką religię wcześniej wyznawali i jaki był ich status społeczny. Nic dziwnego, że to kobiety i niewolnicy stanowili większość pierwotnego Kościoła. Na tym etapie chrześcijaństwo było – używając dzisiejszego języka – religią emancypacji społecznej i bezpośredniego przeżywania wiary.

Wiemy też, że w pierwszych gminach chrześcijańskich kobiety mogły pełnić wiele ważnych funkcji, a wdowy otaczano opieką. Znacznie później, w wiekach XII i XIII, kiedy nastąpiła odnowa życia klasztornego, Kościół sprzyjał rozwojowi żeńskich wspólnot zakonnych. Papież Aleksander III przypomniał, że Chrystus narodził się z Marii nie tylko dla mężczyzn, ale i dla kobiet. Klasztory stwarzały kobietom możliwość zdobycia wykształcenia, a nawet zrobienia zawrotnej kariery.

W historii kobiet w Kościele splatają się więc dwa wielkie nurty. Jeden wyrasta z niechęci do kobiet, drugi – z dążenia do sprawiedliwości. Oba sięgają po argumenty do Biblii, tradycji i teologii. Elżbieta Adamiak ujmuje to tak: – Te dwie tendencje, bardziej przyjazna kobietom i antykobieca, przewijają się przez całą historię chrześcijaństwa. Najczarniejszym punktem są pseudoteologiczne uzasadnienia dla palenia czarownic. Jaśniejsze polegają na podkreślaniu powszechnego obdarowywania darami Ducha i powołania do świętości, ponieważ wtedy dotyczy to wszystkich członków Kościoła, mężczyzn i kobiet. Taki czas przeżywamy obecnie po Soborze Watykańskim II. To dzięki temu soborowi sprzed czterdziestu lat coś się zmienia. – Pod wpływem historii świeckiej w nauczaniu Kościoła zaczęto zwracać uwagę na kwestię praw człowieka, a więc i praw kobiet – przyznaje prof. Jan Grosfeld z Uniwersytetu im. Kard. Stefana Wyszyńskiego. – Kościół dostrzegł, że historia przemian świeckich nie musi zagrażać religijnemu rozumieniu człowieka.

Chrześcijaństwo się otwiera

W tym kierunku poszedł Jan Paweł II. W encyklice z 1988 r. skorygował apostoła Pawła: „poddanie” kobiety mężczyźnie w małżeństwie należy rozumieć jako „wzajemne poddanie obojga w bojaźni Chrystusowej”. Kilka lat później podkreślił, że „równość mężczyzny i kobiety głoszą już pierwsze stronice Biblii w opisie stworzenia”. W słynnym liście do kobiet z 1995 r. podziękował kobiecie za to, że jest kobietą, wzbogaca właściwe zrozumienie świata i daje wkład w pełną prawdę o związkach między ludźmi.

Ale samo podziękowanie nie wystarczy. Papież wyraził więc także ubolewanie – czyli, mówiąc potocznie, przeprosił – za to wszystko, co utrudniało „życiową drogę kobiety, zapoznanej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. (...) Jeśli w określonych kontekstach historycznych obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewamy”.

Cokolwiek powiemy o grzechach Kościoła i chrześcijaństwa wobec kobiet, w żadnej innej wielkiej religii tak wyraźnego przepraszam z tak wysokiego szczebla dotąd nie usłyszały. Nigdzie też poza współczesnym chrześcijaństwem nie wyrosły tak silne religijne ruchy walczące o godność i prawa kobiet.

Nawet w najbardziej zachowawczym (choć dopuszczającym małżeństwo księży) prawosławiu powstały prokobiece dzieła. Teolog Paweł Jewdokimow, autor jednego z nich, „Kobieta a zbawienie świata”, uznał jednak, że kobiety należy bronić przed dążeniami do zrównania jej z mężczyzną, polegającym na tym, że ma ona upodobnić się do niego psychicznie i duchowo. Takie zrównanie nazywa on walką z prawem Bożym. W istocie niszczy to „charyzmat kobiety”, działa przeciwko niej.

Jakież więc jest to miejsce kobiety? Kto ma je wyznaczać? System, w jakim żyje, czy ona sama? Do kogo należy kobieta? Do samej siebie czy do wspólnoty Kościoła? Tradycyjna wiara musi się zderzyć z nowoczesnością, która wybór drogi życiowej pozostawia jednostce. Papież, mimo że niektórzy nazywają go wręcz patronem chrześcijańskiego feminizmu, nie dopuszcza możliwości wyświęcania kobiet na księży. Nie kwapi się nawet do przywrócenia znanej w pierwotnym Kościele funkcji kobiet-diakonis, pełniących niektóre funkcje księży, prócz sprawowania Eucharystii.

Tymczasem w wielu Kościołach protestanckich kobiety od dawna mogą być ordynowane na kapłanów. Zgodził się na to także najbardziej zbliżony doktrynalnie do Kościoła rzymskiego Kościół Anglii w 1992 r. Uczynił to pragmatycznie: po długiej dyskusji zarządzono demokratyczne głosowanie na synodzie generalnym. Ci, którzy odpowiedzieli „tak” na pytanie, czy potrzebni są księża-kobiety, uczynili to z potrzeby serca. I wcale nie oznacza to cofania się chrześcijaństwa pod naporem bezbożnictwa. To raczej dowód przenikania się wartości świeckich z ewangelicznymi – znak naszych czasów.

Emancypacja kobiety w Kościołach protestanckich nabrała tempa już w XIX w., kiedy katolikom o tym się nie śniło – pierwszą ordynowaną na pastora kobietą była Amerykanka z Kościoła kongregacjonistów (1853 r.). Dziś w wielu krajach protestanckich kobiety są nie tylko duchownymi, lecz i biskupami. Emancypacji kobiet protestanckich sprzyjał wyższy przeciętny poziom życia i wykształcenia w ich społeczeństwach.

Sam jednak ojciec reformacji Marcin Luter, założyciel pierwszego Kościoła protestanckiego, choć ożenił się z byłą zakonnicą, co w XVI w. było czynem rewolucyjnym, miał do kobiet stosunek nieufny. Jan Kalwin sprzeciwiał się zrównaniu praw kobiet i mężczyzn. Protestantyzm odrzucił kult maryjny i zakony męskie i żeńskie. W świecie protestanckim tamtejsze Kościoły włączyły się energiczniej i powszechniej do walki o społeczne prawa kobiet w ślad za świeckimi ruchami obywatelsko-politycznymi. Społecznym zapleczem tych ruchów stała się liberalna klasa średnia.

Istnieje jednak – ciekawostka – kilka Kościołów tak zwanych starokatolickich (zerwały z Rzymem po ogłoszeniu dogmatu o nieomylności papieża w 1870 r.), które od lat 90. XX w. udzielają kobietom święceń kapłańskich.

Burka dla tygrysicy

W kulturze islamu Koran wyznacza kobietom podobne miejsce jak Biblia. Prawo koraniczne kazało karać cudzołóstwo tak jak porzucenie wiary – śmiercią. Sam prorok Mahomet miał ponoć dwanaście żon; niektóre budziły wielki respekt wśród muzułmanów i miały zasługi dla religii założonej przez męża. Ale dziś wykładnia islamu w wielu krajach muzułmańskich jest w rękach uczonych w Koranie, ulemów. A oni ani myślą iść na jakieś ustępstwa i kompromisy ze współczesnym światem: prawa kobiet to szatański wymysł Zachodu. Pewien pakistański pisarz nie wahał się twierdzić, że gdyby kobieta zgodziła się ugotować jedną pierś, a drugą upiec, i tak nie wypełniłaby obowiązków wobec męża. Gdyby za to była mu nieposłuszna choćby przez ułamek sekundy, zasługiwałaby na wrzucenie w najciemniejsze miejsca piekła.

Obrońcy realnego islamu odrzucają zarzuty dotyczące traktowania muzułmańskich kobiet. Widzą w nich przejaw obłudy i islamofobii, a także nieznośnego zachodniego zadzierania nosa. Może i tak, ale nie da się ukryć, że w Kościołach chrześcijańskich jest dziś nie do pomyślenia, by można było z ambon czy kazalnic pochwalać kary chłosty lub ukamienowania.

Współczesny indyjski filozof i reformator społeczny Prabhat Sarkar tak opisywał sytuację kobiet muzułmańskich: „Garstka żądnych władzy mężczyzn chce sparaliżować kobiecy rozum i rozdąć męską pychę. Służy im do tego doktryna religijna, która jest przeciwna naturze, czego dowodzą liczne przykłady z szerokiego świata. Czy ktoś ośmieliłby się ubierać w burkę tygrysicę? Albo zakazać tygrysicy uprawiania sportu? Kiedy kobieta poczuje się tygrysicą – odzyska szacunek dla samej siebie – społeczeństwo tylko na tym skorzysta”.

Sarkar miał pretensje także do własnej religii – hinduizmu: „Cóż to za wstrętna psychologia, która wpaja ludzkiej duszy strach w imię Boże! Hinduskim kobietom zabraniano przyjmowania nazwisk mężów, żeby czuły się gorsze od mężczyzn. Niczym nie da się usprawiedliwić, że cnotliwa dama w sari ścieli się do stóp swemu niemoralnemu mężowi!”. Indyjska pisarka Sita Agarwal zaledwie sześć lat temu stwierdziła, że położenie kobiet w Indiach jest opłakane. A winy za to nie ponoszą zachodnie wpływy – jak głosi propaganda – lecz hinduizm. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na rytualny stos pogrzebowy męża wstępowała żyjąca i zdrowa wdowa – bo religia nagradzała ją za to tytułem prawdziwej żony (urzędowy zakaz tych mordów kobiet wprowadzono w 1829 r.).

Agarwal, której siostra straciła życie na tle zatargu o posag małżeński, napisała książkę o „ludobójstwie kobiet” indyjskich. Twierdzi, że w niepodległych Indiach w ciągu ostatniego półwiecza zamordowano 50 mln noworodków-dziewczynek. Miała do tego zachęcać kasta kapłanów-braminów, którzy powoływali się na święte teksty religijne, a w istocie chcieli w ten sposób kontrolować przyrost ludności. Dyskryminację kobiet w Indiach sankcjonuje też społeczny system kastowy. Policja nie reaguje na przykład na zgłoszenia o gwałcie od kobiet z niższych kast – taki ich los, że muszą poddać się woli mężczyzn z kast wyższych.

Nawet w racjonalnym, egalitarnym i pokojowo nastawionym buddyzmie mniszki napotykały od wieków więcej utrudnień niż mnisi. Obowiązywała je ostrzejsza reguła, nie mogły poruszać się bez eskorty mnichów ani odprawiać bez nich religijnych ceremonii. Liczba mniszek szybko topniała, dziś powoli ich przybywa, m.in. na Cejlonie. Ale władze wyspy wspierają dotacjami tylko mnichów. Pokutuje widać wyobrażenie ze starych pism buddyjskich, że kobieta, obiekt męskiego pożądania, może być przyczyną wielkiego cierpienia: „Martwa żmija i pies wywołują odrazę, ale kobieta jeszcze większą”.

Czy chasydki są szczęśliwe?

Wróćmy nad Morze Śródziemne, do naszego kręgu kulturowego. Chyba nie ma w nim tak zamkniętej społeczności jak chasydzi. To najbardziej ortodoksyjni wyznawcy religii mojżeszowej. Skrajny odłam chasydów nie uznaje nawet państwa żydowskiego, bo stworzyli je syjoniści, a nie Mesjasz, na którego czekają. Kto porządnie zwiedził Jerozolimę, musiał zawędrować do dzielnicy Mea Szearim, gdzie chasydzkie życie toczy się tak, jakby czas stanął w miejscu. Chasydzkie kobiety nie korzystają ze zmian, jakie przyniosły reformistyczne ruchy w judaizmie.

Mogły nawet nie słyszeć o Synagodze reformowanej, która zapewnia kobietom równy status z mężczyznami, kształci je w takim samym systemie, dopuszcza kobiety do funkcji rabina, przyjmuje dzieci nieżydowskich matek i żydowskich ojców (ortodoksyjny judaizm za żydów uznaje wyłącznie dzieci zrodzone z żydowskich matek), nie potępia gejów i lesbijek. W Izraelu ten „judaizm postępowy” rozwija się dopiero od niedawna, przyciąga imigrantów z Ameryki i byłego ZSRR, a także młodsze pokolenie izraelskiej klasy średniej. Chasydki mogły o tym wszystkim nie słyszeć, bo najczęściej nie mają kontaktu ze światem zewnętrznym, nie czytają gazet, nie oglądają telewizji.

Świat kobiet chasydzkich pasjonująco opisała Anka Grupińska w książce „Najtrudniej jest spotkać Lilit”: „W świecie izraelskiej ortodoksji przyglądałam się głównie kobietom. Albo inaczej: przez kobiety poznawałam ten bardzo męski świat. Bo przecież żyją one w społecznościach wymyślonych, zorganizowanych i kierowanych przez mężczyzn. Miejsca im wyznaczone są niezmienne od setek lat. Każda innowacja jest jedynie konsekwencją pewnych zmian wprowadzonych przez mężczyzn. Dziewczęta z żydowskich domów religijnych w Polsce zostały po raz pierwszy wysłane do szkół świeckich, by nauczyć się trudnej roli pośrednika między dwiema rzeczywistościami: mężczyzna mógł pozostać przy Biblii. A dzisiejsze izraelskie religijne szkoły dla dziewcząt przygotowują je do wypełniania pierwszej roli żony, matki i gospodyni, a także uczą zawodów, dzięki którym kobiety utrzymują swoje liczne rodziny. Studia religijne od zawsze stanowiły przywilej chłopców i mężczyzn”.

Ilana, ośmioro dzieci, nauczycielka haftu, zwraca uwagę, że chasydzka młodzież jest jeszcze bardziej konserwatywna niż ona. „Ostatnio mamy w domu spór o fryzurę najmłodszego syna. Ja i mąż chcemy zostawić mu trochę włosów, a pejsy przycinać i zakładać za uszy. Moje dorosłe córki nie zgadzają się na taką »nowoczesność«. Głowa musi być ogolona, a pejsy długie. Mówią, że Meir to nie jakiś hipis, tylko mały chasyd. Moje córki dawno przegoniły mnie w ortodoksji, to głównie wpływ szkoły, gdzie trzymają dziewczyny pod kluczem i jeden wzór produkują. Kiedy czasem maluję paznokcie bezbarwnym lakierem, patrzą na mnie z oburzeniem. Modlą się trzy razy dziennie i zwracają mi uwagę, że noszę zbyt kolorowe rzeczy”.

Można z tych wyznań wyciągać różne wnioski. Jedni zobaczą w nich dowód uwewnętrznienia niewoli, inni, wprost przeciwnie, świadectwo żywej wiary. – Myślę – mówi Grupińska – że chasydki, jak pewnie wszyscy wierzący w judaizmie, żyją w bardziej uporządkowanym wedle wartości świecie niż chrześcijanie. W hebrajskim mówi się: Nasza wiara to derech chaim szelanu – nasz sposób życia. Wszystko jest zapisane, dopowiedziane, więc łatwiej żyć. Jasne, że ma to i dobre, i złe strony. Między tymi dwoma skrzydłami – ultraortodoksyjnym chasydyzmem i liberalnym judaizmem reformowanym – plasują się inne nurty religii żydowskiej. Niektóre ewoluują w podobną stronę co współczesne chrześcijaństwo, czyli zacierają nierówność w traktowaniu kobiet. Przyznają jej część praw publicznych, także w sferze religijnej. I niezmiennie uznają za opiekunkę życia rodzinnego: to ona zapala świece szabasowe, odmawia błogosławieństwa przed wieczerzą. Ale podczas nabożeństw w bóżnicach i pod Ścianą Zachodnią w Jerozolimie nadal obowiązuje rozdział kobiet i mężczyzn.

Odkrywanie kobiety

Francuzka Nicole Echivard, wnikliwa interpretatorka „teologii kobiety” Jana Pawła II, apeluje o pojednanie mężczyzn i kobiet dla szczęścia całej ludzkości: „Pracując dla pieniędzy lub dla państwa, według czasu i reguł nieuwzględniających ich niezastąpionej roli jako matek w rodzinie, kobiety stają się okaleczone i pełne lęku. Powinny odrzucić męską alternatywę wyboru: albo dzieci, albo praca poza domem. Uzyskawszy równość z mężczyzną w podstawowych prawach osoby ludzkiej powinny dochodzić swych odmiennych praw jako kobiety i matki, aby rzeczywiście uczestniczyć w życiu społecznym, bez szkody dla życia rodzinnego” („Kobieto, kim jesteś?”).

Jan Grosfeld, tłumacz książki Echivard, dodaje: – Odkrywanie kobiety oznacza odkrywanie człowieka. Głębokie odkrycie kobiety pomaga w odkryciu mężczyzny, a na pewno nie grozi dyskryminacją mężczyzny. Niewykluczone – to już moja intuicja – że zmierzamy ku jakiemuś nowemu „matriarchatowi”. W końcu gołym okiem widać, że kobiety trwają przy religiach – od katolicyzmu, przez prawosławie, po judaizm, islam i wiary orientalne – mimo wszystkich krzywd i upokorzeń, jakich zaznały od mężczyzn, którzy w nich rządzą. – Jest jakiś powód, że w kościołach siedzą raczej kobiety – mówi Grosfeld. – Mężczyźni też mają swoje cierpienia, a biegną z nimi gdzie indziej. Kobiety są bardziej podatne na szukanie Boga – i to sercem. Może kobiety czerpią z religii coś, czego nie znajdują poza nią. Co to może być? Pewnie różne rzeczy dla różnych kobiet. – Nie trzeba czytać mojej książki – wyznaje Anka Grupińska od chasydek – i w ogóle pewnie żadnej książki, by się mylić, sądząc, że szczęście jest zależne od kulturowej przynależności. Moje chasydki nie bały się ludzi. One się bały Boga. Nie tylko, że widziałam szczęśliwą chasydkę, ale i sama jej wielokrotnie zazdrościłam – jako ta wolna od wszystkiego. Inne kobiety pozostaną przy wierze, ale nie zrezygnują z nowoczesnych dążeń do równości i sprawiedliwości. W islamie ich nadzieją może być Iranka Szirin Ebadi, nagrodzona pokojowym Noblem za obronę praw człowieka, więc i kobiet. W chrześcijaństwie będą włączać się w dialog ekumeniczny, przełamując stare bariery uprzedzeń i obłudy dla dobra wiary. – Są sprawy, których jednak mężczyźni-feminiści nie rozumieją – stwierdza teolożka Elżbieta Adamiak – bo sami ich nie mogą doświadczyć. Wtedy porozumienie może zajść tylko z kobietą, która przeżywa na przykład podobne formy wykluczenia społecznego. Będą takie kobiety, które poświęcą się szukaniu rozwiązania w łączeniu tego co dobre – „światła i radości”w tradycyjnych religiach z duchowością czerpaną z innych źródeł. Z religijnego synkretyzmu zrobią narzędzie do walki z kulturową opresją. Logika patriarchalna myśli opozycjami: jesteś chrześcijaninem albo poganinem, mężczyzną albo kobietą (w sensie płci kulturowej), z nami albo przeciwko nam. Nowy matriarchat odrzuci te ostre przeciwieństwa. Jego logika jest miękka, empatyczna, mobilna. Po co wydawać patriarchatowi wojnę? Można po prostu minąć go i pójść dalej. Nie każda kobieta ani nie każdy mężczyzna musi się sprzymierzać z tym matriarchatem. Wystarczy, żeby nie rzucał kamieniem.

 

 

 

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj