szukaj
Z życia sfer
Napady bezradności
Z policyjnych danych wynika, że miniony rok nie był dla świata przestępczego rokiem udanym. W wielu dziedzinach przestępczości nie zanotowano znaczących osiągnięć, a w napadach na banki zaobserwowano wręcz regres.

Na Mazowszu na placówki bankowe napadano 24 razy, ale w aż 7 przypadkach nie udało się z nich zrabować nawet złotówki. W sumie sprawcy zdołali wynieść zaledwie trochę ponad 350 tys. zł. Liczby te pokazują, że za rabowanie banków od pewnego czasu biorą się u nas osoby o niskim poziomie intelektualnym i słabej orientacji. Efekty są takie, że do GE Money Banku na warszawskim Ursynowie włamał się bandyta niemający pojęcia o tym, iż placówka ta nie obraca gotówką, a jedynie kredytami (kredytu zresztą także nie udało mu się wziąć). Skuteczności napadów nie poprawia nawet to, że wiele banków zabroniło pracownikom stawiania oporu, zalecając oddanie bez dyskusji wszystkiego, co znajduje się w kasie.

Nie bez winy są tu sami pracownicy, którzy często lekceważą sprawców i na własną rękę podejmują działania uniemożliwiające rabunek. Przykładowo pracownice Banku Spółdzielczego w Serocku na wieść o napadzie zamiast wydać gotówkę, zabarykadowały się na zapleczu. A w stołecznej placówce PKO BP przy ul. Perzyńskiego kasjerka na widok rabusia położyła się pod ladą, zaś kierownik schował się za szafą, w wyniku czego napastnik, nie mając do kogo skierować żądania wydania gotówki, zbiegł. Ze szczególnym lekceważeniem spotkał się bandyta, który po wejściu do oddziału Pekao SA na Mokotowie nie zastał nikogo, bo kasjerki parzyły sobie kawę na zapleczu, a gdy zdenerwowany zaczął krzyczeć i wymachiwać rękami, panie od razu włączyły alarm, nie próbując nawet dowiedzieć się, o co mu chodzi.

Jak widać, w polskich bankach nawet klientowi uzbrojonemu w broń palną i skłonnemu użyć przemocy trudno załatwić sprawę szybko i bez kłopotów. Problemem jest z jednej strony brak gotówki i niechętny stosunek kasjerek, a z drugiej – nerwowe, czasem wręcz histeryczne zachowanie samych rabujących – osób przeważnie przypadkowych, którym zrabowane pieniądze potrzebne są na spłatę raty kredytu lub kupienie sobie czegoś. Trzeba dodać, że nieudolność sprawców bardzo utrudnia policji ich wykrycie. Ponieważ są nienotowani, funkcjonariusze często są wobec nich bezradni i nie kryją, że łatwiej poradziliby sobie ze złapaniem zawodowców, których dane osobowe są policji doskonale znane.

Problem w tym, że ci ostatni – zniechęceni brakiem pieniędzy w bankach i arogancją pracowników – coraz rzadziej napadają. Nie łudźmy się, dopóki sytuacja w bankach nie ulegnie poprawie, profesjonaliści do nich nie wrócą, a placówki w całym kraju będzie nadal zalewała fala nieudolnego amatorstwa.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj