Polszczyzna za trudna dla Polaków
W ojczyźnie polszczyźnie
Biskupi katoliccy apelują o ochronę języka ojczystego. Czy coś mu zagraża?
e³°°°/Flickr CC by SA

Mamy narodowy kłopot: polszczyzna chamieje. Tak wynika z listu pasterskiego episkopatu odczytanego w kościołach w połowie stycznia. Chamieje na ulicy, w Sejmie, w mediach. Biskupi mają rację. Od przekleństw więdną uszy już wszędzie. W metropoliach i dziurach zabitych dechami. Na dworcach, w galeriach, na uczelniach. Klnie się bez wstydu i wdzięku, z rutyny, jakby inaczej już Polak nie potrafił.

Jeszcze nie chamstwo, choć już wulgaryzację mamy w mediach. Przez wulgaryzację rozumiem wtargnięcie polszczyzny pospolitej, ćwierćinteligenckiej w obieg publiczny. Zbudowanie dłuższego i poprawnego zdania, użycie słowa spoza zasobu Basic Polish (ok. 1500 wyrazów) przekracza możliwości wielu bohaterów modnych programów w radiu i telewizji. Że w mowie polityków roi się od błędów gramatycznych, leksykalnych, że źle wymawiają, akcentują i intonują, nie panują nad wypowiedzią, tylko ona panuje nad nimi – to wiadomo powszechnie.

Odchodzi pokolenie polityków klasy prof. Bronisława Geremka, Władysława Bartoszewskiego, Wiesława Chrzanowskiego czy Adama Daniela Rotfelda, którzy nie muszą walczyć z językiem ojczystym, by się wysłowić. W średnim pokoleniu jeszcze trafiają się rodzynki – na przykład Bronisław Komorowski, Ludwik Dorn czy Leszek Miller – ale tym większa na ich tle jest degradacja mowy polityków pośledniejszych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną