Miłość w czasach kryzysu
Pierwszy fachowiec, który przyszedł wypłytkować to nasze marzenie, rozejrzał się, podłubał w nosie i zapytał: - To ma być mieszkanie? Mój pies ma większą budę.
Marzenia o domku z ogródkiem
Filip Springer/Visavis.pl

Marzenia o domku z ogródkiem

Trzy lata temu

- Przychodzę z pracy kompletnie wyczerpana. Praca archeologa w Irlandii polega mniej więcej na tym samym co w Polsce, tyle że pracujesz nawet w styczniu. U nas są wtedy mrozy, ziemia jest zmarznięta i prace zamierają. Irlandczycy przywożą na stanowisko tylko gumowe płaszcze, wysokie kalosze i pracują dalej. Nawet papier i kredki mają nieprzemakalne, można rysować w czasie ulewy! Archeologia to wtedy brodzenie w lodowatym błocie.

- Natasza dzwoni co kilka dni, nie ma sensu częściej, trochę szkoda pieniędzy. Mówi że jest ciężko, po powrocie z pracy zasypia na siedząco. W mieszkaniu mają ciągle zimno, bo oni te domy tam budują chyba z kartonów. Nie wiem, co nas podkusiło, żeby rozstać się na tak długo.

- Wyjechałam zaraz po obronie magisterki, nie pytaj o tytuł, już sama nie pamiętam. Wtedy wszyscy wyjeżdżali, Irlandia budowała nowe autostrady, wszędzie prowadzili badania podłoża, potrzebowali setek archeologów. Z mojego roku wyjechało kilkadziesiąt osób. W Navan ciągle spotykam kogoś z uczelni. Pracuję w zawodzie, w Polsce byłoby to niemożliwe. Tyle tylko, że jestem 1500 kilometrów od Jacka. Coś za coś.

- Ja nie mogłem wyjechać, rozkręciłem tutaj niewielką firmę – serwis komputerowy i administrowanie sieciami firm. Zacząłem jeszcze w technikum od składania komputerów kolegom za pieniądze. Na studiach zaczęło się kręcić, kokosów z tego nie ma, ale dziś mam już stałych klientów, powoli przybywa nowych. Czasami podnajmuję się też jako specjalista od nagłośnienia w czasie koncertów.  Gdybym wyjechał wszystko bym stracił i zaczynał od zera. Plan był taki, że ja zarobię w Polsce, Natasza w Irlandii, złożymy te oszczędności i będzie na mieszkanie.

- Tylko przez chwilę zastanawialiśmy się, czy nie wyjechać razem. Zadaliśmy sobie jednak pytanie, czy naprawdę chcemy tam mieszkać. Nie chcieliśmy.

- Żyjemy tak od 9 miesięcy. Niby byliśmy do tego przyzwyczajeni, bo już wcześniej Natasza wyjeżdżała na długie miesiące na wykopaliska. Ale wtedy, gdy za nią tęskniłem, wsiadałem w malucha i pędziłem pod Zieloną Górę. Teraz tak się nie da.

- Nie dawaliśmy rady. Po trzech miesiącach od mojego wyjazdu z Polski Jacek przyleciał do Irlandii. Tego dnia mieliśmy jechać w góry, bo tam wszędzie dookoła Dublina jest pięknie. Od samego rana był jakiś nieswój. W końcu w kuchni wyciągnął pierścionek – mówił że miało być w tych górach, ale nie mógł wytrzymać. Zaręczyliśmy się w kuchni. Płakaliśmy.

- Postanowiłem sobie, że już nigdy więcej nie puszczę jej na tak długo samej. Tak się nie dało żyć.

Dwa lata temu

- Powrót trochę bolał. Bo tam byłam panią archeolog, miałam doświadczenie, powierzali mi coraz bardziej skomplikowane zadania. A tutaj wysiadłam na lotnisku i wiedziałam, że będę musiała zacząć od początku. Praca w archeologii nie wchodziła w grę. Wielu moich przyjaciół właśnie z obawy przed tym uczuciem wolało zostać w Irlandii i są tam do dziś. Tyle, że już nie pracują w zawodzie. Różnica między Irlandią a Polską była jeszcze taka, że gdybym chciała tam wtedy zmienić branżę, mogłabym to zrobić z łatwością. Tutaj znalezienie pracy graniczyło z cudem.

- Daliśmy sobie chwilę spokoju, mieliśmy oszczędności, chcieliśmy się nacieszyć sobą i spokojnie pomyśleć co dalej. Dla mnie życie wróciło na normalne tory, bo dom w końcu nie był pusty.

- Mieszkaliśmy na poznańskiej Ławicy, niedaleko lotniska. Z okien widziałam samoloty podchodzące do lądowania. Po kilku miesiącach bezczynności zaczęłam się irytować, że nic nie robię.

- Właściwie to zaczęłaś się tym irytować po kilkunastu dniach.

- Nie lubię bezczynności. I tęskniłam trochę za Irlandią i archeologią. Poświęciłam temu jednak spory kawał życia.

- Nieśmiało zaczęliśmy rozglądać się za mieszkaniem. Okazało się, że jeszcze nas nie stać, a o kredycie mogliśmy myśleć dopiero wtedy, gdy Natasza znajdzie jakąś pracę.

- Przez chwilę pracowałam w nieruchomościach. Pokazywałam klientom mieszkania,  byłam pod telefonem 24 godziny na dobę, i przez ten cały okres nie sprzedałam ani jednego lokalu. W firmie mieli mi płacić prowizję od sprzedaży – nie było sprzedaży, nie było pieniędzy. Pracowałam za darmo. Byłam rozczarowana tym krajem, ale szczęśliwa. W listopadzie wzięliśmy ślub w moim rodzinnym Kołobrzegu. Lało jak w Irlandii.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj