Jak nas ukształtowali rodzice
Co wynosimy z dzieciństwa

Niektórzy z nas potrafią przeżyć niemal całe dorosłe życie z jednym partnerem i sprawiają wrażenie usatysfakcjonowanych, a inni – pomimo licznych zmian partnerów – nie są zadowoleni z żadnego z nich. Czy to możliwe, aby ta satysfakcja lub jej brak brały się nie tylko ze związku, w którym teraz jesteśmy, lecz także z relacji panujących w rodzinie, w której zostaliśmy wychowani? Do jakiego stopnia nasze dzisiejsze związki zdeterminowane są relacjami z pierwszymi ważnymi dla nas osobami – naszymi rodzicami?

Rodzina, ach rodzina

Wzorem przywiązania do naszych późniejszych partnerów w życiu dorosłym wydaje się pierwsza ważna relacja w życiu – z matką. Głębokie więzi łączące dziecko i opiekującą się nim osobę to przejaw ewolucyjnego przystosowania – bez opiekuna dziecko mogłoby nie przeżyć nawet dnia. Tak zwany syndrom dziecięcości, czyli cechy wyglądu charakterystyczne dla młodych ssaków jak okrągła buzia i duże, okrągłe oczy, wzbudza w opiekunie instynktowne ciepłe uczucia i chęć ochrony. Wzorzec ten jest uniwersalnie spostrzegany jako atrakcyjny i wzbudzający sympatię (także do dorosłych charakteryzujących się syndromem dziecięcości) u wszystkich ludzi na całym świecie.

Z kolei dzieci natura wyposażyła w charakterystyczny wzorzec reakcji na rozłąkę z opiekunem. Brytyjski psychiatra John Bowlby, obserwując maluchy, zauważył, że w podobny sposób reagują one, gdy mama znika. Najpierw dziecko po prostu krzyczy, płacze i nie daje się pocieszyć na inne sposoby jak tylko przez powrót mamy. Niezbyt interesują je zabawki czy lubiane przez nie aktywności. Jeśli nie ma mamy – podstawy poczucia bezpieczeństwa dziecka – nie ma też zabawy, nie ma innych ludzi, dziecko nie daje im się ukoić czy pocieszyć. Bowlby nazwał ten stan fazą protestu. Kiedy rodzicielka wraca, dziecko stopniowo się uspokaja, zaczyna uśmiechać – znowu może wrócić do badania otoczenia i poznawania świata. Kiedy jednak rozłąka trwa dłużej, protest przeradza się w rozpacz – stan bierności połączonej ze smutkiem – aż wreszcie dziecko wkracza w fazę negacji przywiązania. Nie ma matki? To świetnie, nie jest mi do niczego potrzebna – zdaje się myśleć maluch, nie reagując przy tym na jej powrót i ignorując ją, jeśli już się pojawi. W tej fazie dziecko skłonne jest unikać kontaktów społecznych w ogóle, w skrajnym przypadku długotrwałe przebywanie w takim stanie może prowadzić nawet do tzw. choroby sierocej. Po tych reakcjach dzieci widać, że przywiązanie do opiekuna jest dla nich najważniejsze na tym etapie życia – zapewnia poczucie bezpieczeństwa, bazę do poznawania otaczającego świata i dobry nastrój.

Wzorcowe przywiązanie

Badania pokazały, że u dzieci wykształcają się charakterystyczne style przywiązania do matki. W przeciwieństwie do sytuacji obserwacji laboratoryjnych Bowlby’ego, style przywiązania kształtują się w wyniku wielu interakcji pomiędzy opiekunem i dzieckiem. Nie sama więc fizyczna obecność, ale sposób odnoszenia się matki do malucha kształtuje ten rodzaj więzi. Dla większości dzieci charakterystyczny jest tzw. bezpieczny styl przywiązania – dziecko ma zaufanie do mamy, wierzy, że może liczyć na jej opiekę i pomoc w każdej sytuacji. Wierzy, że w razie kłopotów – zgubionej zabawki czy oparzonego paluszka – właśnie do niej powinno się zwrócić, a mama zawsze będzie dla niego dostępna i nadciągnie z pomocą.

Dwa pozostałe style – stosunkowo rzadsze u dzieci – przypominają nieco symptomy charakterystyczne dla opisywanych wyżej reakcji na rozłąkę z opiekunem. I tak dzieci o stylu przywiązania nerwowo-ambiwalentnym odczuwają niepokój na myśl o rozstaniu z mamą i ciągłą potrzebę upewniania się, że jest ona w pobliżu. Mogą wydawać się kapryśne i płaczliwe, mniej zainteresowane otaczającym światem. Mają też mniejsze zaufanie do mamy, a na najsłabszy sygnał rozłąki wybuchają płaczem i usilnie przeciwko temu protestują.

Wreszcie styl unikający przypomina z kolei fazę negacji przywiązania – dzieci są w mniejszym stopniu zaabsorbowane osobą mamy, a za próby zbliżenia do niej (np. przytulenia) karane i pouczane. Matki takich dzieci wydają się bardziej nerwowe i zagniewane niż inne, a ich dzieci z czasem uczą się, że lepiej jest trzymać się od mamy z daleka. Można zauważyć, że sposób przywiązania dziecka do opiekuna związany jest z zakresem kontroli, jakiego oczekuje opiekun. Gdy zachowanie matki równoważy chęć do opieki i wpływania na dziecko z uznaniem pewnej autonomii dziecka, sprzyja to kształtowaniu się bezpiecznego stylu przywiązania.

Przywiązany dorosły

Co ciekawe, okazało się, że te same style przywiązania, które zostały zaobserwowane u dzieci, widoczne są także w postępowaniu dorosłych. Amerykańscy psychologowie Cindy Hazan i Phillip Shaver zaadaptowali opisy stylów przywiązania u dzieci do związków tworzonych przez osoby dorosłe i stwierdzili, że rozkłady stylów w populacji okazały się podobne – większość charakteryzuje styl bezpieczny, a po około 20 proc.: styl nerwowo-ambiwalentny i unikający – niezależnie od tego, czy badano mieszkańców Ameryki, Australii czy Izraela, także niezależnie od płci badanych.

Ludzie charakteryzujący się bezpiecznym stylem przywiązania skłonni są postrzegać innych jako raczej godnych zaufania i mających dobre intencje – w przeciwieństwie do przedstawicieli obu pozostałych stylów, którzy są bardziej nieufni w stosunku do otoczenia, a ponadto mają poczucie, że inni ich nie rozumieją i nie cenią tak, jak na to zasługują. Co więcej, osoby o takim niebezpiecznym stylu przywiązania nie wierzą także, że miłość zdarza się w prawdziwym życiu, lecz raczej że jest fikcją spotykaną tylko w literaturze lub na ekranie, zaś oni sami rzadko kiedy spotykają kogoś, w kim w ogóle można by się zakochać.

Natomiast przedstawiciele bezpiecznego stylu przywiązania wierzą w miłość i w szczególności w to, że może się ona przytrafić im samym i to miłość trwała, na całe życie. Te osoby mają też lepsze zdanie o sobie i sądzą, że inni raczej je lubią. Ludzie charakteryzujący się unikającym stylem przywiązania wierzą tylko w zakochanie na początku znajomości, sceptycznie odnosząc się do możliwości przetrwania uczucia na dłuższą metę. Z kolei osoby charakteryzujące się stylem nerwowo-ambiwalentnym są bardziej kochliwe, lecz i one nie wierzą, że druga strona mogłaby się równie silnie zaangażować w związek.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj