szukaj
Dziecko, istota seksualna
Jeśli chodzi o seks, polskie dzieci wychowują się w schizofrenicznej atmosferze. Z jednej strony w bardzo wielu rodzinach panuje wciąż rygoryzm, seks jest absolutnym tabu. Z drugiej – dzieci otacza rzeczywistość rozerotyzowanych mediów i reklamy.

Ujmując rzecz skrajnie, może się zdarzyć, że w jednej klasie spotykają się uczniowie z domów, gdzie nikt nikogo nie widuje nago, i tacy, którzy wyrośli przy agencji towarzyskiej zatrudniającej mamę.

Ojciec uczennicy jednej ze szkół podstawowych w Poznaniu rozpoznał wśród matek przyprowadzających dzieci do szkoły prostytutkę świadczącą mu usługi. Zażądał bezzwłocznego usunięcia dziewczynki z klasy, do której chodziło także jego dziecko. Nie życzył sobie, aby stykało się ono z córką osoby pracującej w agencji „jako dziwka”.

Profesor Maria Beisert z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Mickiewicza w Poznaniu, która zajmowała się tą sprawą, stwierdza, że ma do czynienia coraz częściej z problemami dzieci osób związanych z seksbiznesem. Zgłosiło się na przykład małżeństwo prowadzące agencję towarzyską. Nauczycielka w szkole poprosiła dzieci o wzięcie udziału w pracy zawodowej rodziców i opisanie swych wrażeń. Rodzice zastanawiali się, czy powiedzieć nastolatce prawdę. Ojciec się nie zgadzał, matka uznała, że skoro ona poradziła sobie z informacją o charakterze firmy, to i córka da sobie z tym radę, a nawet może, tak jak ona, kiedyś będzie pracować w firmie w neutralnym charakterze. Powiedziała córce prawdę. Dziewczynka przeżyła szok, zadawała histeryczne pytania, próbowała uciekać z domu.

Jeśli rodzice dzieci uczestniczą fizycznie w biznesowych praktykach seksualnych, następuje nieuchronne rozchwianie intymności – mówi Maria Beisert. – Związek staje się inny, a dzieci to widzą albo wyczuwają. Nie rokuje to dobrze dla związków zawieranych przez nie w dorosłym życiu.

Samo przebywanie w rozerotyzowanym powietrzu wyzwala w dzieciach bardziej otwarte przejawianie swej seksualności – piszą William N. Friedrich, Jennifer Fisher, Daniel Broughton, Margaret Houston, autorzy artykułu o zachowaniach seksualnych dzieci, w periodyku „Dziecko krzywdzone” (nr 16/06), wydawanym przez Fundację Dzieci Niczyje.

Zdumienie małego libertyna

Maria Beisert opowiada o synku top modelki i fotografa aktów robionych w ich domowej pracowni, który na widok nowej wychowawczyni klepnął ją po siedzeniu i oświadczył: Ale rura, okej, angażuję cię. Nie mógł później zrozumieć, dlaczego pani uznała to za niestosowne, on przecież wzorem taty ocenił to, co zobaczył.

Badania fachowców pokazują, że dziecko wychowane w rodzinie, w której nagość, wspólna kąpiel, wspólne spanie traktowane jest liberalnie, dziecko, które ma dostęp do pism i filmów erotycznych i okazję do podglądania zachowań seksualnych dorosłych, przenosi swe oceny, uwagi i sposób życia poza rodzinę. Doświadcza przy tym często bolesnego zdumienia, że są one oceniane negatywnie.

Wychowawczynie w przedszkolu lub szkole uważają, że jest swobodne, rozwydrzone, źle ułożone przez rodziców, a nawet nienormalne. W dużych skupiskach dzieci, na przykład w przedszkolu, zakaz jawnego przyglądania się nagim koleżankom i kolegom jest upowszechniany przez wychowawców od początku przybycia dziecka do przedszkola. Ale również przez same dzieci. One przecież przekonują nowo przybyłego, że pewnych fragmentów ciała trzeba się wstydzić i że istnieją one jakby oddzielnie od reszty. Przy czym ani dorośli, ani dzieci nie wyjaśniają, dlaczego należy się ich wstydzić, stwierdzając tylko, że przyglądanie się jest czynnością brzydką i tyle.

Swoją seksualność dzieci objawiają także w rodzinach nienaelektryzowanych erotyką. – Dziecko jest od początku istotą seksualną – mówi Maria Beisert. – Do drugiego roku życia ekspresja seksualna ma nikły charakter. Dopiero od trzeciego roku ujawnia się niesłychane zaciekawienie ciałem drugiego człowieka. Głównie dziecka, bo ten dostęp jest łatwiejszy. W piątym roku życia jest ono najsilniejsze, a potem stopniowo słabnie.

Każdy bawi się w lekarza

Co zatem obserwujemy u dzieci w czasie tej największej w dzieciństwie fascynacji płciowością? Przede wszystkim ciekawość. Chłopcy dotykają swych ptaszków, dziwiąc się, że dziewczynki mają tam co innego. Ciekawskie są także dziewczynki. Usiłują dotknąć, obserwują, jak inne dzieci robią siku, dotykają, jeśli mogą, piersi matki, penisa ojca i demonstrują własne organy. Podglądają dorosłych, ocierają się o nich.

W wieku przedszkolnym dzieci zaczynają się intensywnie bawić w seks. Takie zabawy jak w weterynarza, szpital, striptiz, w lekarza i pacjenta, w tatę i mamę, mają na celu bliskie i miłe przebywanie z kolegą lub z koleżanką, a także dotykanie ich. Zdarzają się także zabawy bez tematu. Chłopcy urządzają sobie na przykład zawody w sikaniu, dziewczynki porównują piersi, przymierzają bieliznę matek. Albo odtwarzają sceny seksu widziane filmach. Nie są one seksualne w rozumieniu dorosłych, choć niektóre zewnętrznie je przypominają.

Prawdziwy bowiem seks, widziany oczyma dziecka, może być źródłem szoku. W literaturze przeczytać można wspomnienia dorosłych, którzy jako dzieci doznali wstrząsu na widok współżycia rodziców. Dzieci były wówczas przekonane, że ojciec dusi matkę i że dzieje się z nią coś strasznego. A jeśli nawet potrafiły nazwać to, co widzą, reagowały, zwłaszcza dziewczynki, szokiem, wstrętem i oburzeniem, że rodzice, którzy zabraniają mówienia, wyjaśniania i wspominania nawet o intymnych częściach ciała, sami ich używają w sposób grzeszny i brudny.

Mądrzy rodzice, jak wynika z badań – częściej wykształceni niż nie – rozumieją, że ciekawość dziecka to przejaw żywiołowej eksploracji świata we wszystkich kierunkach, że jest to normalne. Zaczynają dziecko informować o sprawach, które je interesują, stosownie do wieku. Jest to niesłychanie ważne. Wyjaśnienia dorosłych uczą dziecko, jak traktować własne ciało, wyznaczają granice między płciami, między dorosłymi a obcymi. Dają podstawy do rozwoju identyfikacji i tożsamości płciowej, rozumienia sensu i celu współżycia płciowego dorosłych.

W rodzinach traktujących seks rygorystycznie sama już ciekawość dziecka budzi przerażenie. Wszystko bowiem, co związane z cielesnością, jest dla dziecka surowo zakazane. W niektórych domach zwraca się uwagę na to, aby nawet małe dziecko nigdy nie wystąpiło przed swymi braćmi, a nawet rodzicami odmiennej płci – nago albo niekompletnie ubrane. Matka i ojciec powstrzymują się przed czułościami, nawet zupełnie zdawkowymi, żeby nie gorszyć dziecka.

Zainteresowanie dziecka seksem jest starannie tłumione. Używa się przy tym argumentu, że seks jest nie dla dzieci. Nie masz się do czego spieszyć – mówią rodzice, a dziecko nabiera przekonania, że jest to wobec tego sprawa nieatrakcyjna i rodzice biorą w niej udział z jakiegoś widać przymusu.

W rodzinach traktujących seks rygorystycznie uważa się, że dziecko jest z natury aseksualne, bezpłciowe, wobec tego należy chronić przed złem jego naturalną, wrodzoną czystość. Jak dorośniesz, to się dowiesz – zbywają rodzice dziecko. Badania pokazują, że kiedy ono dorasta, tabu nadal działa i jak w dzieciństwie wszystko, co wiąże się ze sferą seksu, jest nieatrakcyjne, grzeszne, brudne, a siedliskiem tych wszystkich paskudztw jest to, co dziewczyna musi nosić między nogami.

Uzyskać uczucie przyjemności

Czy ono jest zboczone? – pytają czasem przerażone matki dyżurnych w telefonach zaufania po odkryciu, że ich 6-letnie dziecko onanizuje się. Czy znów się pocierało? pytają w tajemnicy wychowawczyń w przedszkolu. Informacja taka nie może bowiem wyjść na przedszkolne forum publiczne, bo natychmiast budzi lęk pozostałych rodziców, którzy zastanawiają się nawet, czy aby nie odseparować swego czystego dziecka od brudnego onanisty.

Jak twierdzi Maria Beisert, badania wykazały, że ok. 15 proc. dziewcząt i 20 proc. chłopców manipuluje swymi narządami płciowymi, żeby uzyskać uczucie przyjemności. Praktyki takie nasilają się zwłaszcza w 5–6 roku życia, zanikają niemal zupełnie na granicy przedszkola i szkoły podstawowej. Pojawiają się znów w okresie dojrzewania.

Najliczniejszą grupę wśród masturbujących się dzieci stanowią te, dla których czynność ta jest po prostu stymulacją niektórych części ciała, która daje uczucie przyjemności. Dlatego nie jest ona seksualna w rozumieniu dorosłych. Dzieci uważają zwykle, że nie jest ona nienormalna albo brudna. „Zawsze po tym spokojnie zasypiałam, nie bojąc się już ciemności. Powiedziano mi potem, że to grzech. Byłam zdziwiona: dlaczego?” – wspomina Maria Beisert.

80 proc. rodziców nigdy się o niej nie dowiaduje. Dziecko ukrywa ją właśnie dlatego, że przekonywano je, że dotykane przez nie części ciała są inne niż wszystkie pozostałe – grzeszne, brudne. Odkrycie przez rodziców faktu masturbacji niemal zawsze spotyka się z karą, z zapewnieniami, że chłopcu odpadnie siusiak, że przestanie być kochany. Ale ani perspektywa kary, ani kalectwa nie powstrzymuje zwykle dziecka przed powrotem do masturbacji. Natomiast uczy je, że doznawana w ten sposób przyjemność, rozluźnienie mięśni, szybkie zasypianie, czyli pozytywne emocje, mają związek z grzechem, wstydem i lękiem.

Niewielu rodziców podchodzi do sprawy tak, jak należy: nie robiąc nic. Obserwacja i badania specjalistów wykazują, że autostymulacja mija sama, kiedy dziecko zaczyna nowy etap rozwoju, znikając z jego życia jak inne atrybuty dzieciństwa. Specjaliści od seksualności dziecięcej twierdzą, że masturbację, która jest dość rozpowszechniona wśród dzieci, należy traktować jako mieszczącą się w normie rozwojowej.

Ale dzieci onanizują się nie tylko dla przyjemności. Masturbacja zdarza się w rodzinach, w których zapracowani rodzice nie mają dla dziecka czasu i pozostawiają je na długo w łóżeczku. Małe dziecko potrzebuje nieustannych podniet, ciągłej stymulacji. Pozostawione sam na sam z zabawką, podczas gdy rodzice wtopieni są w Internet albo w telewizję, zaczyna się nudzić. Któregoś dnia odkrywa, że stymulację może zapewnić sobie samo.

Na takie rozwiązanie wpadają również dzieci w rodzinach, w których nastąpiła jakaś tragedia, na przykład rozwód albo śmierć. Lub też zdarzenie radosne, np. urodzenie nowego dziecka. Zdarzenia te sprawiają, że dziecko czuje się zepchnięte na dalszy plan, bo okazuje się mu mniej zainteresowania niż poprzednio. Zaczyna się wówczas onanizować, ale tak, żeby zobaczyli to rodzice. Następuje rwetes, krzyk, konsternacja, dziecko znów jest w centrum zainteresowania (a choćby nawet i negatywnego) zaburzony świat znów wraca na swoje miejsce.

Niektóre dzieci reagują autostymulacją na kłótnie i awantury rodziców. Uzyskują rozluźnienie mięśni i zniwelowanie napięcia psychicznego. Jest to dla nich forma odreagowania.

Z głodu uczuć

Masturbacja dzieci może być jednak nałogowa i zagrażać ich zdrowiu. „Zachowania seksualne u dzieci mogą stać się problematyczne – pisze Barbara Bonner z Uniwersytetu w Oklahomie. – Dzieje się to wówczas, gdy wypierają one wszystkie inne aktywności dziecka, są ważniejsze od zabawy, odpoczynku, snu”. Ma się wówczas wrażenie, że nie ma dla dziecka niczego ważniejszego. Niepokój powinna wzbudzić sytuacja, gdy zachowania takie nie ustępują pod wpływem interwencji rodziców lub opiekunów, nawet wówczas, kiedy starają się oni zapewnić dziecku inne formy aktywności albo poświęcić mu więcej uwagi, zastosować perswazję. Jeżeli dziecko bawi się w seks z dziećmi dużo starszymi, jeśli jego zachowanie wzbudza zdziwienie, strach i niepokój innych dzieci, bo towarzyszy mu wymuszanie uczestnictwa, wówczas również powinno to wzbudzić obawy.

W rodzinach optymalnych, gdzie zachowana jest proporcja między restrykcją a rozpasanym liberalizmem w sprawie seksu, przypadki takie należą do rzadkości. Są natomiast bardzo częste wśród dzieci wychowujących się bez rodziców. SBP (sexual behavior problems) spowodowane są bowiem często życiowym stresem, doświadczanym przez dziecko. Chłopak z sierocińca, zaciekle się onanizujący, zagłuszał w ten sposób głód uczuć i poczucie opuszczenia.

Dyrektorzy placówek wychowawczych niechętnie informują o zachowaniach SBP wśród dzieci, uważając, że źle świadczyłyby one o placówce, a nawet obrażają się za pytania na ten temat. Kiedy do gdańskiego oddziału Komitetu Ochrony Praw Dziecka zaczęły napływać sygnały o dziwnych zachowaniach dzieci z placówek wychowawczych, gdańscy naukowcy przeprowadzili badania. Ustalono, że nieprawidłowe zachowania seksualne były w  46,7 proc. spowodowane przykładem innej osoby, ale aż 83,3 proc. wynikało z głodu uczuć.

Tam gdzie patologia

Nieprawidłowe zachowania dzieci powstają przede wszystkim w rodzinach dysfunkcyjnych. Patologia jest tworzywem, na którym rozwijają się wszelkie wadliwe zachowania, w tym także seksualne. Przemoc w rodzinie, alkoholizm rodziców, uczą dziecko, że możliwe i dopuszczalne jest naruszanie granic między ludźmi (jeśli w ogóle ktoś je nauczył, że granice powinny być respektowane), uczą zachowań wymuszających, natarczywych i takich form seksualności dorosłych, z którymi nie stykają się dzieci rosnące w rodzinach bez patologii.

W domach dziecka i innych ośrodkach wychowawczych dochodzi do wymuszania zachowań seksualnych przez wychowanków wobec innych dzieci właśnie dlatego, że nauczyły się ich w środowiskach domowych. Praktyki takie wcale nie należą do rzadkości, o czym przekonuje raport z badań w takich placówkach, przedstawiony opinii publicznej przez Fundację Dzieci Niczyje w 2006 r.

Wymuszanie seksu zdarza się także poza placówkami. Niedawno prasa doniosła o grupie nastolatków, najmłodszy z nich miał 12 lat, która zaciągała dziewczynki z podwórka do piwnicy i gwałciła je, groźbą i szantażem zmuszając do milczenia. Osoba prowadząca rodzinny dom dziecka pod Warszawą, o którym pisaliśmy w „Polityce”, opowiadała, jak świeżo przyjęta do gromadki dziewczynka z patologicznej rodziny, chcąc pozyskać przychylność mężczyzny, który miał się nią opiekować, spytała: zrobić ci loda?

Występowanie u dzieci SBP może być również następstwem wykorzystania seksualnego dziecka, w którym następuje chorobliwe rozerotyzowanie. Jednak dziecięcy seksualizm najzupełniej zdrowy i normalny bywa interpretowany z krzywdą dla dziecka. Gdy 5-letni chłopak dotyka swych genitaliów, a robi tak dwie trzecie chłopców w tym wieku, matka skwapliwie uznaje, że może on być wykorzystywany przez rozwiedzionego męża w czasie niedzielnego pobytu dziecka w jego domu, i wnosi sprawę do sądu albo ogranicza kontakty z ojcem.

SBP obserwuje się także u dzieci (choć nieporównanie rzadziej) z rodzin, w których nie można by się doszukać żadnej patologii. Na ogół są one wtedy częścią całego zespołu zaburzeń, a nie przejawem pojedynczym i autonomicznym. Jak twierdzą niektórzy badacze, mogą być związane z czynnikami genetycznymi.

Rodzice dzieci przejawiających zarówno nieprawidłowe zachowania seksualne, jak i zachowania mieszczące się w absolutnej normie, są często przerażeni: co z nich wyrośnie? Może pedofil, zboczeniec? Badania pokazują, że jeśli dzieci z zespołem SBP podda się specjalistycznej terapii, wyrastają one na normalnie funkcjonujących seksualnie mężczyzn i kobiety. Terapia, jeśli jest prowadzona fachowo, szybko przynosi skutki. Wyjątkiem są dzieci z głodem uczuć. Dla nich terapią jest czyjaś miłość – na wyłączność i bezwarunkowa.

Barbara Pietkiewicz

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj