Nie poddawaj się
Niezatapialni
Co trzeba w sobie mieć, żeby się podnieść z klęski

Francuski lekarz Alain Bombard, badając przebieg katastrofy „Titanica”, dokonał szczególnego odkrycia: większość rozbitków umierała przedwcześnie, w warunkach umożliwiających przetrwanie. Według zgromadzonych przez niego danych, co czwarta ofiara umierała już po wyłowieniu przez spieszące z pomocą statki. Gdy po trzech godzinach przybyła pierwsza pomoc, w szalupach ratunkowych znajdowali się już i zmarli rozbitkowie, i osoby dotknięte pomieszaniem zmysłów. Jak zauważył Bombard, pomiędzy dotkniętymi szaleństwem nie było ani jednego dziecka.

Lekarz postanowił udowodnić, że nie tyle niekorzystne warunki zabijają ludzi, ile rozpacz i zwątpienie. Wsiadł do łodzi ratunkowej i wypłynął. Przez 65 dni przebywał na pełnym oceanie, odżywiając się tym, co oferuje morze. Dopiero po 23 dniach podróży pił słodką wodę z deszczu, wcześniej – płyn wyciśnięty z ryb. Bombard nie był rekordzistą. Najdłużej – 133 dni – przeżył na tratwie młody steward Poom Lim, którego statek został storpedowany na Atlantyku w 1942 r.

O kryzysie psychicznym

Tak więc prawdziwym podejrzanym staje się kryzys psychiczny – stan pojawiający się w sytuacji stresowej (konfliktowej lub frustrującej), gdy zostają zagrożone ważne, wyznawane przez nas wartości. Na początku, gdy trudne doświadczenie zostaje dostrzeżone, człowiek stara się bez powodzenia rozwiązać problem dotychczas stosowanymi sposobami. W efekcie doznawanych porażek wzrasta napięcie, myślenie staje się stereotypowe, pozbawione twórczej inwencji; człowiek zaczyna się szamotać. W następnym etapie, gdy poziom napięcia niebezpiecznie wzrasta, staramy się maksymalnie zmobilizować wszystkie siły, zużywamy wszelkie zasoby, którymi dysponujemy. Oczywiście ten stan nie może trwać wiecznie i bez względu na to, czy pokonaliśmy trudność, czy też nie, nasze zasoby wyczerpują się, napięcie opada i – niezależnie od wyniku – pojawia się wyczerpanie fizyczne oraz psychiczne.

Zatem ów stan charakteryzuje się swoistą dynamiką – trudna sytuacja pojawia się nieoczekiwanie, wymaga zmiany perspektywy i to w krótkim czasie. Z kolei zmiana perspektywy wpływa na istotne zmiany poczucia własnej wartości. Człowiek nie potrafi posłużyć się prostymi, nawykowymi sposobami przystosowania. Pozbywa się złudzeń, nadziei, a wówczas...

Adolf Merckle, piąty na liście najbogatszych Niemców, w styczniu 2009 r. rzucił się pod pociąg po stracie około miliarda euro na spekulowaniu akcjami. Cztery miesiące wcześniej Kirk Stephenson, 47-letni nowozelandzki milioner, jeden z szefów funduszu inwestycyjnego Olivant’s Advisors, również popełnił samobójstwo pod kołami jadącego z prędkością 100 mil na godzinę pociągu. Nie wytrzymali presji.

Na skutek krachu na giełdzie 24 października 1929 r. w USA zbankrutowało 20 tys. firm, upadłość ogłosiło aż 1600 banków, a pracę straciło 12 mln osób. Tzw. czarny czwartek był dniem, w którym odnotowano najwięcej samobójstw w historii świata: 23 tys. osób targnęło się na swoje życie (w tym 20 bankowców i 100 finansistów).

Krach jakże często, niestety, skłania ludzi, by sięgnąć po wynalazek Samuela Colta.

O Samuelu Colcie

Paradoksalnie mister Samuel Colt (1814–1862) jest fantastycznym przykładem niezatapialności. Zdarzało mu się sromotnie rejterować, jak to musiał uczynić po pokazie swej miny wodnej, która miała się stać istnym Wunderwaffe marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Gdy oficjele wraz z żonami zasiedli w ławkach umiejscowionych najbliżej brzegu (co gwarantowało doskonałą widoczność), nastąpiła zaplanowana eksplozja, po czym wielka kolumna błota gwałtownie runęła na eleganckie kreacje dam i świąteczne surduty. Nazajutrz gazety rozpisywały się szeroko, jak to „wynalazcy z trudem udało się ujść przed rozjuszonym tłumem, który chciał go utopić jak młodego kota”.

Mr. Colt po latach okrutnych cierpień i poniewierki w marcu 1836 r. opatentowuje jednak rewolwer kapiszonowy Colt Teras, tworzy swoją fabrykę w mieście Peterson, by w kilka lat później... zbankrutować. W 1841 r., w piękny wiosenny dzień, 45 przeszkolonych pracowników Colta zajęło pozycje przed Kapitolem. Gdy nadjechał powóz z prezydentem Martinem Van Burenem, rozpoczęli kanonadę z rewolwerów i karabinów rewolwerowych. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. „Washington Post” relacjonował: „Był to ogromny sukces, konie prezydenckiego ekwipażu poniosły razem z woźnicą, zawadziły o płot, powożący wyleciał w powietrze i zatoczywszy wielki łuk spadł na ziemię ponosząc śmierć na miejscu. Prezydent podszedł do Samuela Colta i rzekł przez zaciśnięte usta: Dobrze pan to zrobił”.

Wkrótce jednak wizerunek Colta został odbudowany. W lutym 1844 r. w Teksasie waleczni Komancze upatrzyli sobie 15 rangersów patrolujących prerię. Rangersi jako nieliczni w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych uzbrojeni byli każdy po dwa rewolwery systemu Colta. Ilu Indian zabito, do końca nie wiadomo, ale w całej Ameryce aż huczało o tym wydarzeniu. Kilka lat potem wybuchła wojna pomiędzy Teksasem a Meksykiem. W 1848 r. nikt nie miał wątpliwości, że to Samuel Colt nie tylko wygrał wojnę z Meksykiem, ale i włączył Teksas „do macierzy”.

Historia Samuela Colta wskazuje, że można przetrwać każdą zapaść firmy. Trzeba mieć tylko nadzieję.

O nadziei

Lance Armstrong – to nazwisko znane nie tylko miłośnikom kolarstwa i nie tylko z powodu mistrzostwa świata czy siedmiokrotnego zwycięstwa w najtrudniejszym wyścigu kolarskim Tour de France. Gdy stwierdzono u niego chorobę nowotworową, wydawało się, że już po wszystkim. Tak też sądziła grupa Cofidis, która natychmiast wypowiedziała mu kontrakt. Ale Lance przeszedł dwie operacje chirurgiczne i cztery cykle chemioterapii, które pozwoliły mu powrócić do życia i sportu, i znów zaczął wygrywać Tour de France.

Kamil Durczok, dziennikarz telewizyjny, przed kilkoma laty też zmierzył się z rakiem: „Byłem zdrowy jak byk, w życiowej formie. Miałem idealną wagę, po raz pierwszy od 16 lat. Rano przebiegałem pięć kilometrów, potem wsiadałem na rower, a na koniec jeszcze przepływałem kilometr w basenie. I tak od piątej do ósmej, a na dziewiątą szedłem do pracy. (...) Miałem poczucie, że panuję nad swoim losem” – wspomina w napisanej wspólnie z Piotrem Mucharskim książce „Wygrać życie”.

Czym jest nadzieja? Najkrócej można by powiedzieć, że to zaufanie pokładane w przyszłości, nawet mimo porażek czy niespełniania się pragnień. Nadzieja budzi się także razem z marzeniem zrealizowania konkretnego planu. Według niektórych psychologów (na przykład Thomasa M. Frencha) podstawowe pokłady nadziei rodzą się w szczęśliwym wczesnym dzieciństwie, a w dorosłym życiu przejawiają się poprzez uciekanie w marzenia i szukanie w ten sposób pokrzepienia. Jak twierdzą przedstawiciele psychologii kognitywnej, np. Martin Seligman, nadzieja jest efektem dokonywania pozytywnych atrybucji, czyli wyjaśnień, tłumaczeń, których udzielamy sami sobie, a dotyczących spotykających nas wydarzeń, szczególnie tych bolesnych, przykrych.

Jak dokonywać tych pozytywnych atrybucji wtedy, kiedy mamy wrażenie, że wali nam się świat?

Jak podaje psycholog Renata Stefańska-Klar, dla 7,3 proc. osób niezbędnym warunkiem, by miały nadzieję, jest posiadanie kogoś bliskiego, komu można zaufać i na kim można się oprzeć. Dla 15,3 proc. konieczna jest możliwość działania i realizacja zamierzonych celów, a więc – wiara w siebie i posiadanie określonych zdolności czy umiejętności. Natomiast aż 33,8 proc. osób czerpie nadzieję z przeświadczenia, że otaczająca nas rzeczywistość ma sens i – mimo wszystko – tworzy na tyle logiczną, przewidywalną strukturę, iż można czuć się w niej bezpiecznie, rozumieć ją lub kontrolować swym działaniem.

O dostrzeganiu sensu

Sens to po grecku logos. Może rację ma twórca logoterapii dr Wiktor Frankl, psychiatra i neurolog z Wiednia, twierdząc, że najgłębszym pragnieniem każdego człowieka jest odnalezienie sensu własnego życia? Frankl miał szczególną możność szukania i zastanawiania się nad sensem i nadzieją, albowiem przeżył pobyt w czterech obozach koncentracyjnych.

Może takie osoby jak Shin Dong-hyuka, jedyny znany z nazwiska uciekinier z północnokoreańskiego gułagu, albo Jean Pasqualini, wieloletni więzień laogai (chińskich obozów pracy), potrafili odnaleźć nadzieję i sens tam, gdzie – jak wspominał ten ostatni „miliony zatrzymanych przemieniono w przykładnych uczniów, którzy utrzymywali dyscyplinę sami, niemal bez pomocy i którzy przy okazji stali się w więzieniach dobrymi i wiernymi komunistami”.

Nick Yarris jest również niezatapialny. Był narkomanem skazanym za gwałt i zabójstwo ekspedientki. Uciekł z więzienia i przez pięć tygodni przebywał na wolności, po rozmowie z ojcem sam zgłosił się z powrotem za kraty, by stamtąd dowodzić swej niewinności. Spędził 22 lata w celi śmierci. Zaproponowano mu zamianę kary śmierci na dożywocie pod warunkiem, że zrezygnuje z apelacji. Nie zgodził się. W wyniku badań DNA został uniewinniony. Na pytanie, czy nienawidzi tych, przez których spędził 22 lata w celi śmierci, odpowiedział: „Gdybym pielęgnował w sobie nienawiść, wyszedłbym z więzienia bardziej wściekły, niż do niego trafiłem. A ja wyszedłem wolny. Mogę się cieszyć wszystkim, co mnie spotyka, całym tym światem, którego nie widziałem przez 8057 dni. Słońcem, drzewami, przyjaciółmi, których zyskałem na całym świecie i którzy teraz mnie zapraszają. Cieszę się każdym krokiem, każdym dniem. Nie chcę tracić ani jednej sekundy na nienawiść”.

Pewien zakonnik po kilkudziesięciu latach pobytu w sowieckich łagrach powrócił do ojczyzny. Gdy zapytano go, jak to możliwe, iż po tak strasznych przejściach zachował w sobie radość i optymizm, opowiedział, że przez lata w łagrze więźniowie codziennie wieczorem zbierali się i dziękowali, każdy swemu Bogu, za to, że ładnie zachodziło słońce, że wyjątkowo smakował dziś czarny chleb, że komuś poprzedniej nocy przyśniła się matka...

Czy koniecznie trzeba zejść aż na samo dno piekła, by się przekonać, że na świecie jest ogromna liczba cudownych rzeczy, których nie raczymy dostrzegać?

O niezatapialnych firmach

W wymiarze jednostkowym niezatapialność oznacza zatem umiejętność pokonywania trudności i system wartości, w którym ogromną rolę odgrywają męstwo i roztropność. Czy istnieje podobieństwo pomiędzy niezatapialnością indywidualną a tą właściwą organizacjom: firmom, bankom czy też na przykład Kościołom?

Możemy się temu wnikliwie teraz przyglądać. Sam były szef Rezerwy Federalnej USA, wielki Alan Greenspan, „jednooki prezes” – zwany tak z racji swej specyficznej zdolności do spostrzegania tylko wygodnych faktów, przyznał: „Pomyliłem się. Znaleźliśmy się w kredytowym tsunami, które zdarza się raz na stulecie”.

Nie ma jednej drogi dla wszystkich firm, aby utrzymać się na wzburzonej powierzchni. Paradoksalnie jednak to właśnie kryzys może sprzyjać zwiększaniu niezatapialności, czego dowodzi chociażby historia Antoine’a Ribouda.

Kierowana przez niego grupa BSN jeszcze na początku lat 60. była niewiele więcej niż hutą szkła, ale już w następnych latach powoli i systematycznie zaczęła przejmować konkurentów. Gdy Riboud zamarzył o przejęciu największego z nich, Saint-Gobain, prawdziwego giganta na rynku materiałów budowlanych, zdecydował się na ogromne ryzyko. Zaangażował wszystkie siły i kiedy już miał osiągnąć cel... poniósł wielką porażkę. Jak przyznawał po latach, był wtedy kompletnie załamany. Wówczas podjął decyzję o całkowitej zmianie branży: porzucił rodzinną tradycję produkcji szkła i w pierwszej połowie lat 70. zaczął inwestować w nowo przejętą firmę, zajmującą się przetworami mlecznymi. Całkowita wolta! Sukces jednak okazał się tak ogromny, że firma BSN w 1994 r. zrezygnowała z własnej nazwy. Dziś chyba wszyscy słyszeli o firmie Danone, prawda?

Niezbyt często w kontekście psychologii biznesu mówi się o pokorze. Mało który menedżer chce pamiętać słowa Donalda Petersena, człowieka, który w latach 90. potrafił wyprowadzić koncern Forda z głębokiej, wręcz śmiertelnej zapaści, że menedżer ma być przede wszystkim sługą, którego zadaniem nie jest eksponowanie własnych zalet, ale skuteczne organizowanie pracy innym. Z kolei pycha – przeciwieństwo pokory – zawsze prowadzi do kłopotów, począwszy od tragedii „Titanica”, po widowiskowe bankructwo Lehman Brothers, od czego zaczął się obecny kryzys.

Przywódcy niezatapialnych organizacji dysponują wielką wiarą we własne możliwości, ale zazwyczaj są ludźmi pokornymi: znają swoje ograniczenia i umieją mówić sobie prawdę. Dale Carnegie (autor m.in. książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”, która miała kilkadziesiąt milionów czytelników) kazał wyryć na swoim grobie: „Tu spoczywa ten, który wiedział, jak zgromadzić wokół siebie zdolniejszych niż on sam”.

O kryzysowym zarządzaniu

Zarządzanie organizacją w sytuacji kryzysu musi stać się bardzo zindywidualizowane, a równocześnie – obudzić ducha pracy zespołowej i entuzjazm. Przed pochopnym zwalnianiem ludzi warto przypomnieć sobie słowa Henry’ego Forda I: „Zabierzcie mi moje fabryki i maszyny, a odbuduję firmę w ciągu trzech lat. Jeśli zabierzecie mi moich współpracowników – nie zdołam jej odbudować nigdy”.

Jakie zatem czynniki decydują o niezatapialności konkretnej organizacji? Oto kilka najważniejszych, wzajemnie na siebie wpływających:

1Doświadczenie i dobrze pojęta rutyna wąskiej kadry zarządzającej i kluczowych pracowników.

2 Szybkość reakcji na powstałe zagrożenie i umiejętność brania osobistej odpowiedzialności za decyzje.

3 Jakość kadry zarządzającej.

4 Umiejętność pracy zespołowej (zarządzanie partycypacyjne), umiejętność realnej delegacji uprawnień, aby skrócić łańcuch decyzyjny.

5 Umiejętność zachowania zimnej krwi w trudnych sytuacjach.

6 Rzeczywista misja organizacji i jej system wartości; organizacja musi być żywa, a nie fasadowa; nie powinna stanowić sztucznego tworu, w którym realizowane są niejawne interesy.

7 Wizjonerskie przywództwo.

8 Organizacja nie może być nadmiernie zbiurokratyzowana.

9 Niekompetencja pracowników nie może przekraczać rozsądnego poziomu (tzw. zasada Petera: każdy pracownik dąży do osiągnięcia swojego poziomu niekompetencji).

10 Organizacja powinna uczyć się i być inteligentna emocjonalnie, czyli umieć analizować swoje sukcesy i porażki; powinna też umieć koncentrować się na priorytetach.

O postawie DO

Można więc powiedzieć, że niezatapialnych ludzi i niezatapialne organizacje łączy postawa życiowa. Postawa DO, jak to określał Antoni Kępiński. Nasza aktywność skierowana jest wtedy na zewnątrz, na zdobywanie, poznawanie i zmianę świata, na przyszłość, a nie na jałową analizę własnych błędów i nieskończone drążenie własnego wnętrza prowadzące do depresji i stagnacji.

Niezatapialnym trzeba być w każdym momencie swego życia. Kiedy pewien reżyser wyruszał na morskie wybrzeże, by rozpocząć realizację zdjęć do swojego pierwszego filmu, miał wrażenie, że złapał Pana Boga za nogi. Do czasu. Na granicy skonfiskowano mu taśmę filmową, potem okradziono go w Genui, co zmusiło artystę do żenującego pożyczania pieniędzy. Gdy już rozpoczął zdjęcia, okazało się, że odtwarzające kluczową rolę dziewczę jest zbyt ciężkie i aktor, który miał ją uratować, nie był w stanie udźwignąć koleżanki. Na premierę „Ogrodu rozkoszy” nie było zbyt wielu chętnych. Jednym słowem: klapa. Gdyby zniechęcił się, to nigdy byśmy nie obejrzeli ani „Ptaków”, ani „Okna z widokiem na podwórze”, ani „Psychozy”. Na szczęście Alfred Hitchcock okazał się niezatapialny. Podobnie zresztą jak i Federico Fellini, któremu po debiucie „Białego szejka” szczerze radzono, by nie brał więcej kamery do ręki.

Dwukrotny zdobywca Oscara Michael Caine, zapytany podczas jednego z wywiadów, jak postępować, gdy na człowieka zwalą się wszystkie możliwe trudności, odpowiedział: „Po pierwsze: korzystaj z trudności. Nigdy nie jest tak źle, aby nie dało się tego wykorzystać. A po drugie... Unikaj ich, jeśli to możliwe”.

Marek Warecki, Wojciech Warecki

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj