szukaj
Z życia sfer
Łamanie praw rzecznika
Chwilowy brak nowych afer i związanych z tymi aferami aferzystów spowodował, że media, nie mając nic lepszego do roboty, zaczęły się czepiać niewinnych ludzi.

Ofiarą „Gazety Wyborczej” padł np. rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski – człowiek, który dopiero co szczęśliwie powrócił do zdrowia po ataku wyjątkowo świńskiej grypy. Dziś wiemy, że chorobę tę wywołała u rzecznika minister zdrowia, która uniemożliwiła mu dostęp do szczepionki poprzez jej niezakupienie. Osłabiony i trawiony silną gorączką rzecznik Kochanowski zmuszony był pozwać ją do sądu „za doznaną krzywdę spowodowaną rozstrojem zdrowia”. Krzywda miała charakter złożony i – jak podkreślił w pozwie – wyrażała się „w postaci cierpień fizycznych i psychicznych”, wynikających m.in. z tego, że „docierające z mediów sygnały wywoływały u powoda stan zagrożenia dla życia i zdrowia”.

Cierpienia Janusza Kochanowskiego są zrozumiałe – nie od dziś wiadomo, że częste obcowanie z mediami źle wpływa na życie i zdrowie odbiorcy. Sygnały docierające z mediów z reguły są niepokojące i wywołują stan zagrożenia, który mija dopiero wówczas, gdy sygnały te zanikną, np. w wyniku wyłączenia odbiornika. Można zatem powiedzieć, że włączając media i odbierając płynące z nich sygnały, rzecznik sam sprowadził na siebie zagrożenie, ale z drugiej strony, gdyby sygnałów tych nie odbierał, w ogóle nie miałby wiedzy o istniejącym zagrożeniu, przez co byłby jeszcze bardziej zagrożony.

Sprawa ta pokazuje, z jakimi cierpieniami wiąże się praca rzecznika, o czym niewiele wiedzieliśmy. Tym większy sprzeciw budzi atak „Gazety”, która ujawniła, że z pieniędzy podatników rzecznik zafundował sobie superatrakcyjny abonament na ochronę zdrowia za 700 zł miesięcznie. Argument „Gazety”, że takiego ubezpieczenia nie ma żaden VIP w kraju, nie wyłączając premiera i prezydenta, wydaje się zresztą mało zasadny w kontekście pisma biura rzecznika, które wyjaśniło, że abonament jest konieczny, gdyż rzecznik jest osobą na stanowisku „wysoce decyzyjnym, związanym z ogromną odpowiedzialnością i wymagającym pełnej sprawności psychoruchowej”. Mimo to trzeba z przykrością stwierdzić, że atak „Gazety” okazał się skuteczny i – jak doniosło biuro rzecznika – wywołał „poważny dyskomfort Pana Rzecznika w kwestii korzystania z zapewnionych przez Biuro udogodnień w dostępie do badań kontrolnych”.

Dyskomfort ten przysporzył rzecznikowi kolejnych cierpień i okazał się na tyle poważny, że rzecznik zdecydował się zwrócić koszty abonamentu za 2009 r. Jest to gest szlachetny, choć powstaje pytanie, czy ktoś tak ważny i decyzyjny jak rzecznik Kochanowski powinien się uginać pod presją mediów, narażając się przy tym na dyskomfort? Strach pomyśleć, co będzie, jeśli w wyniku utraty cennego ubezpieczenia decyzyjność rzecznika dozna uszczerbku, a on sam – pozbawiony udogodnień w dostępie do badań kontrolnych – utraci pełną sprawność psychofizyczną i, nie daj Boże, wytoczy państwu kolejny proces.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj