szukaj
Co to znaczy być Białorusinem
Mieńsk i Mińsk
Rozmowa z Uładzimierem Arłowem, białoruskim poetą i eseistą.

Jagienka Wilczak: – Białoruski przestał być nazywany językiem wsiowych?

Uładzimier Arłoú: – Myślę, że taki pogląd należy do przeszłości. W czasach studenckich, gdy rozmawialiśmy z przyjaciółmi po białorusku, zawsze wywoływaliśmy agresję u zwykłego obywatela. Mówiono o nas nacjonaliści, wieśniacy, kołchoźnicy. Czasem nawet faszyści. To były lata 70., wtedy wyrabiano w nas przekonanie, że to co białoruskie jest gorsze. Że ten, co się uczył w białoruskiej szkole, nie miał szczęścia. A nam się poszczęściło, bo chodzimy do rosyjskiej szkoły.

Mówienie po białorusku było dla Białorusinów niekomfortowe. Dziś przeciętny obywatel, słysząc białoruskojęzycznych, kojarzy, że to pewnie malarze, pisarze, studenci, inteligenci jacyś. Lub opozycja. Bo środki masowego przekazu wyrobiły przekonanie, że białoruskojęzyczni są wyłącznie w opozycji. Z drugiej strony białoruskim wszyscy jakoś tam władają, choć większość pasywnie. Bo taka jest polityka państwa: sam prezydent mówi, że istnieją tylko dwa języki, w jakich można wyrazić wyższe uczucia – rosyjski i angielski.

Czym dla pana jest białoruskość?

Nasz narodowy pisarz Janka Bryl powiedział aforystycznie: jestem Białorusinem dokładnie tak samo jak jestem mężczyzną. To cecha, która definiuje całe życie. Na pytanie, kim jesteś, ja odpowiadam: Białorusinem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną