Stary Dom *****
Adres: Warszawa, ul. Puławska 104/106

W połowie ubiegłego roku, dokładnie 29 czerwca, opisałem z niemałym zachwytem nowo otwartą stołeczną restaurację – „Stary Dom”. Komplementy wygłaszałem dość oszczędnie, bo z pewnym sceptycyzmem odnoszę się do inicjatyw gastronomicznych tzw. celebrytów. A tu jednym z właścicieli był słynny aktor Piotr Adamczyk. Moje obiekcje łagodził trochę fakt, że drugim właścicielem był znany na warszawskim rynku gastronomicznym Mariusz Diakowski – właściciel  dwóch innych znanych mi lokali  czyli „Zielnika” i  „Papu”. Po duuużej kolacji i spróbowaniu kilkunastu dań, a potem po kolejnej wizycie uznałem, że „Satry Dom” można z czystym sercem polecić smakoszom, bo to i dania najwyższej jakości, i ceny (co w Warszawie zupełnie nietypowe) nie drenujące portfeli gości. Trochę zastrzeżeń miałem do wystroju lokalu ale to były wątpliwości całkiem drugorzędne.

W ostatnio  znowu gościłem w „Starym Domu”. Była to nasza uroczystość rodzinna i w dodatku byłem zaproszonym gościem a nie gospodarzem ponoszącym koszty ucztowania, co zwykle wprawia człeka w dużo lepszy nastrój. No i wyszedłem z lokalu przy Puławskiej  w pełni usatysfakcjonowany. Było pysznie!

W dodatku sale restauracyjne nabrały swoistej lekkości i zdecydowanie wypiękniały dzięki nowym obrazkom i zdjęciom zdobiącym ściany. Natomiast załoga przez te pół roku nabrała pewności siebie i znacznie podwyższyła stopień profesjonalizmu.

Myślę też, że pewien wpływ na obsługę gości ma także fakt, iż jeden z właścicieli jest z zawodu aktorem. A jak czytałem ma też ciągotki do reżyserii. Nasza kolacja bowiem (a i innych gości zamawiających to samo co ja) rozpoczęła się od spektaklu pt. przyrządzanie tatara. Kucharz przypominający posturą wąsatego Kurta Schellera, w charakterystycznej olbrzymiej białej czapie i kitlu, podjechał do mojego stołu wózkiem, na którego blacie leżały noże, bryły krwistej polędwicy wołowej i stały wszystkie inne produkty niezbędne do zrobienia befsztyka tatarskiego. Operowanie nożem podczas siekania mięsa to sztuka fascynująca. Nie tylko my ale i inni blisko siedzący goście przerwali jedzenie (narażając się potem na wystygłe zupy czy kotlety) by podziwiać szybkość migania noża i powiększania się piramidy krwistoczerwonych skrawków. Potem nastąpiła dłuższa chwila mieszania mięsa z żółtkiem, posiekanymi ogórkami i przyprawami. Na koniec zdobienie dużego talerza grubo zmielonym pieprzem i formowanie górki posiekanego, surowego mięsiwa. Wreszcie talerz zjawia się przed rozentuzjazmowanym smakoszem, którego apetyt dzięki temu widowisku sięga zenitu i… rozkosz na podniebieniu. To był najlepszy tatar jakiego dotąd jadłem.
Pozostałe dania były tez doskonałe: warzywa z grilla, pstrąg na szpinaku, dorsz pieczony, antrykot krwisty i delikatny czy na koniec patera ciast – wszystko zasługiwało na entuzjastyczną recenzję. Ale w pamięci i na końcu języka mam ów befsztyk tatarski czyli mówiąc wulgarnie surowe kawałki wołowego ścierwa. A wszystko dzięki kunsztowi kucharza i dobrej… reżyserii.

Na koniec jeszcze jedna pochwała: ceny nie poszły w górę. Na kolację w „Starym Domu” stać każdego ze średnio zaopatrzonym portfelem. Nawet wina i inne alkohole mają niewielkie marże pozwalające dobierać właściwe trunki do dań. Warto też pytać kelnerów o dania z poza karty. Zdarzają się tu bowiem takie niespodzianki jak pieczeń z koźlęcia, która jest niebywałym przysmakiem a w naszej gastronomii niemal nie spotykanym.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj