szukaj
Rozmowa z Januszem Rewińskim
Jaka rzeczywistość, taki kabaret
Jak zostałem posłem, to wykreślili mnie z kalendarzy wszyscy, którzy organizowali występy. Przez dwa lata nie dzwoniła ani telewizja, ani estrada - rozmowa z rolnikiem z kolonii Mrozik Januszem Rewińskim, byłym posłem, byłym aktorem i byłym satyrykiem.
Janusz Rewiński
Piotr Waniorek/Forum

Janusz Rewiński

Cezary Łazarewicz: – Dlaczego satyrycy angażują się w politykę?

Janusz Rewiński: – W pewnym wieku człowiek dochodzi do przekonania, że skończyły się żarty, a zaczęły schody. Zresztą ja od dwóch lat nie uprawiam zawodu satyryka, bo prezes telewizji Piotr Farfał złożył mi propozycję do odrzucenia. Polegała ona na tym, że składa się człowiekowi ofertę pracy za jedną czwartą dotychczasowego honorarium. Powiedziałem: rozumiem, o co chodzi, i do widzenia. Wszystko było jasne jak słońce.

Przecież nie dlatego się pan zaangażował politycznie, że nie ma dla pana pracy w telewizji?

Przed wyborami zadzwoniła do mnie pani i zapytała, czy będę w komitecie honorowym Kaczyńskiego. – Oczywiście – powiedziałem. – Nie jest pani pierwsza, która w tej sprawie dzwoni. Dzisiaj zadzwoniła do mnie radiowa Trójka. Wykryli mnie w tym komitecie i chłopak zadawał podchwytliwe pytania, sprawdzając wnikliwie, czy zwariowałem, czy jestem kopnięty, czy się źle czuję.

Co pan jeszcze odpowiedział?

Że jestem indywidualistą. Nie mam odruchów stadnych i nie bardzo lubię działać w grupie. Ale jak następuje czas, że masa krytyczna nikczemności rośnie lawinowo, trzeba się opowiedzieć. Pamięta pan wierszyk: „Kiedy przyjdą podpalić dom...”.

Chyba nikt panu domu nie próbuje podpalić?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną