Zasypani górnicy w Chile: wywiad z ratownikiem
Zostaje strach przed piwnicą
Światło daje nadzieję na ratunek, pomaga poruszać się w wąskich przestrzeniach kopalni i znaleźć elementy do sygnalizowania obecności. Wpływa też na psychikę uwięzionych - mówi Jacek Wicher.
Jacek Wicher z kapsułą ewakuacyjną
Krzysztof Matuszewski/Edytor.net

Jacek Wicher z kapsułą ewakuacyjną

Jan Dziadul: – Dlaczego pierwsza prośba 33 górników chilijskich, po 17 dniach pobytu pod ziemią, dotyczyła dostarczenia im szczoteczek do zębów?

Jacek Wicher: – Po tylu dniach pobytu w czeluściach pewnych zachowań nie da się w sposób racjonalny wytłumaczyć. Może w tym momencie wierzyli, że ratunek jest już na wyciągnięcie ręki i niebawem będą ściskać się z rodzinami. Po nawiązaniu kontaktu z odciętymi górnikami zwykle pytamy ich o zdrowie i nazwiska osób w miejscu zawału. Pytamy również, czego w tej chwili najbardziej potrzebują. W odpowiedziach ukryty jest często stan ich emocji. W 1991 r. zawał stropu uwięził w kopalni Emaswati w RPA 26 górników. Kiedy nawiązano z nimi łączność, zapytano, czy mają jakieś specjalne życzenia. „Tak, przyślijcie po dwie kobiety na każdego”. Kierujący akcją dowiedzieli się więc, że stan psychiczny i fizyczny górników jest dobry.

Pod koniec 1999 r. prowadziliśmy akcję ratunkową w kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu. Po trzech dobach ratownicy przewiercili kilkudziesięciometrowy zawał. Na świdrze przepchano kartkę i długopis. Z drugiej strony odpisano: „Jest nas dwóch. Nic nam nie jest, podajcie nam obojętnie co. Kończy nam się światło”. To „obojętnie co” też było sygnałem, że górnicy są w dobrej formie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną