Rozmowa z Tomaszem Zwijaczem Kozicą, tatrzańskim leśniczym
Nie jestem z niedźwiedziem po imieniu
O tym, że Zakopane zbrzydło, a kozice odstresowują się zimą - mówi Tomasz Zwijacz Kozica.
Tomasz Zwijacz Kozica – przewodnik tatrzański i ratownik TOPR
Grzegorz Momot/PAP

Tomasz Zwijacz Kozica – przewodnik tatrzański i ratownik TOPR

Joanna Podgórska: – Lubi pan Zakopane?

Tomasz Zwijacz Kozica: – To moje rodzinne miasto, ale trudno mi się pogodzić z tym, co się w nim dzisiaj dzieje. Z dzieciństwa pamiętam Antałówkę, gdzie jeździliśmy na sankach, dziś stoją tam dwa apartamentowce. Było oczko wodne, gdzie łapaliśmy traszki. Już go nie ma, jest kolejny apartamentowiec. Powstaje następny, Krzywa Wieża. Teraz mieszkam niby na wsi, w Kościelisku. Przez okno kuchni widać piękną polanę, a na niej od niedawna apartamentowce. To postępuje w zastraszającym tempie. Architektura koszmarna, przestrzeń zniszczona.

Samo miasto też straciło charakter, przykryte szyldami, neonami, reklamami i straganami z chińsko-góralską tandetą.

Niestety. W ciągu mojego życia Zakopane zmieniło się diametralnie i trudno mi powiedzieć, że je lubię. Zwłaszcza w szczycie sezonu. Ale Tatry i ich przyroda to ciągle moja wielka miłość. To częsta przypadłość w Polsce. Jest tu sporo tatromaniaków i ja do nich należę. Wybrałem studia leśne, bo w Parku Narodowym potrzeba najwięcej leśników. Najpierw byłem strażnikiem w Pięciu Stawach. Tam wielkiego intelektu nie potrzeba, tylko dobre nogi i trochę odwagi cywilnej, żeby czasem ostrzej porozmawiać z turystami. Ówczesny dyrektor Wojciech Gąsienica-Byrcyn docenił jednak moje zainteresowania naukowe i publikacje.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną