Jak przygoda na Kanarach skończyła się więzieniem
Do raju i z powrotem
Pojechały po lepsze życie. Znalazły to samo, co w swojej wsi: ból, cierpienie, szarzyznę. I upokorzenie: oskarżono je o morderstwo.
To miał być ten świat intensywniejszy, kolorowy, telewizyjny. No więc – Kanary
IDS.photos/Flickr CC by SA

To miał być ten świat intensywniejszy, kolorowy, telewizyjny. No więc – Kanary

Lidka i Mirela wychowały się w pegeerowskiej wsi. Dobre to były czasy. Paczki dla dzieci i dla matek wielodzietnych plus uszanowanie, kolonie i przedszkole za darmo. PGR dawał mleko i przydzielał działki. Rodzice Lidki i Mireli trzymali drób i świnie.

Po rozwiązaniu PGR wieś nie zmarnowała się do cna jak inne. Ziemia i budynki nie porosły pokrzywami. Wyrosło nowe popegeerowskie pokolenie, któremu nikt niczego nie daje za darmo. Jakoś sobie radzą. We wsi jest 19 rodzin. A samochodów aż 23. Tylko cztery rodziny nie mają komputera, tylko u kilku nie ma łazienek. Bieda z popegeerowskich obszarów prawie wyparowała. 30 osób pracuje, reszta na rentach, emeryturach i dorabianiu. Rolników tylko trzech. Młody PGR wyrywa się za granicę do Holandii, Niemiec, gdzie się da. Harują, zbierają grosz do grosza. Dzieci potem. To tutejszy model kariery.

Bardziej pasowała do niego Mirela. Ładna blondynka o łagodnym charakterze, uległa i z podatnością na wykorzystywanie. Z tego z czasem wzięła się dwójka dzieci z dwóch różnych ojców. Dwóch, a naprawdę nie ostał się przy rodzinie żaden. Mirela wychowywała dzieci z pomocą swoich rodziców. Do tego zero alimentów i 400 zł z hakiem rodzinnego.

Szara rzeczywistość

Lidka chciała inaczej. Skończyła szkołę ceramiczną w Ćmielowie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną