szukaj
Rozmowa z Izabelą Olchowicz-Marcinkiewicz
Z brytyjskim dystansem
Żona byłego premiera w rozmowie o tym, jak Anglicy potrafią żyć, a Polacy zbyt często zatruwać sobie życie
Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz
Tadeusz Późniak/Polityka

Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz

Martyna Bunda: – 2 mln ludzi to dużo czy mało?
Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz: – W jakim sensie?

Pisze pani blog, który odwiedziło już ponad 2 mln osób. A 40 tys. zostawiło komentarze. Czyta je pani?
Nie czytam.

Nie dziwię się. Trudno znaleźć choć jeden wpis, który pani nie obraża. A pani mimo to trzy razy w tygodniu zamieszcza nową notkę. Po co?
Jeśli pani spojrzy statystycznie, to w sumie i tak nie wypadam źle. 2 mln wchodzących, a obraża mnie jakieś 2 proc. spośród nich. Pewnie w kółko te same trzy, cztery osoby. W moim poczuciu ma to niewiele wspólnego z moimi tekstami, z samym blogiem i mną samą – tą prawdziwą. Dla mnie wymowna była historia z piosenką o Solidarności z repertuaru Grechuty. Zamieściłam tekst na stronie i dałam pod tekstem odsyłacz na YouTube, gdzie można było sobie tego posłuchać w oryginalnym wykonaniu, ale większość już tam nie zajrzała. Myśleli, że to mój wiersz i strasznie po nim jeździli.

Tymczasem na YouTube ludzie pisali, że ten sam tekst jest wzruszający. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego mimo wszystko się pani wystawia na tę krytykę? W ramach pokuty?
A jakiej pokuty? Piszę bloga, tak jak piszą miliony ludzi. Są ludzie, którzy chcą go czytać, częściej lub rzadziej, i mailują, że mój blog to dla nich mała dawka optymizmu – i cieszy mnie to.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną