Psycholog na Dzień Kobiet: o dyskryminacji
Nierówność demotywuje
Przy okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet Komisja Europejska od kilku lat zwraca uwagę na nierówność zarobków pracowników różnych płci. Jak te rozbieżności wpływają na nasz stosunek do pracy?

Joanna Cieśla:  Z danych publikowanych przez Komisję Europejską wynika, że kobiety w Unii zarabiają przeciętnie o 17,5 proc. mniej niż mężczyzni. Czy wiedza o tym odbija się na zaangażowaniu w pracę?

Joanna Roszak: Można mieć do tego różne podejście. Znam kobietę, która uważa, że rozbieżność w zarobkach jest zrozumiała, bo kobiety rodzą dzieci, a potem się nimi zajmują, więc mniej czasu spędzają wykonując obowiązki zawodowe. Traktuje różnicę w zarobkach jako naturalną. U pań, które wychodzą z założenia, że posiadanie dzieci to wspólna sprawa kobiet i mężczyzn, świadomość niższych zarobków może jednak rodzić niezadowolenie, być demotywująca. Kobieta, która wie, że nawet, jeśli włoży w pracę dużo wysiłku, zostanie wynagrodzona gorzej niż kolega, bo szef widzi, że jest ona przede wszystkim kobietą, czyli w domyśle matką, może mieć mniejszą ochotę, by bardzo się starać.

Od części kobiet, które osiągnęły sukces zawodowy, można usłyszeć, że nie dotknęła je żadna dyskryminacja. Faktycznie tak jest, czy to jakiś mechanizm zaprzeczania?

Oczywiście, nie każda kobieta musi doświadczyć dyskryminacji. Ale zaprzeczanie dyskryminacji, do której rzeczywiście doszło, też się zdarza. System, w którym żyjemy, podtrzymują tak mężczyźni, jako grupa dominująca, jak i kobiety, jako grupa podporządkowana. Zaprzeczanie własnej niedoli przez osoby podporządkowane jest jednym ze sposobów radzenia sobie z niedolą. Dodatkowo, przyznanie, że dotknęła mnie niesprawiedliwość, niektórzy traktują jak przyznanie się do słabości. A kobiety, które się przedarły – zwłaszcza w tzw. męskich zawodach lub na wysokich stanowiskach menedżerskich – zaczynają ujawniać cechy uznawane za męskie. Na niższych szczeblach kariery nie mogą tego robić, żeby nie być uznane za nietypowe i dziwne.

Zaprzeczają dyskryminacji, bo nie przystoi im przyznawać się do słabości?

Tak. Ale czasem jest jeszcze jeden powód. Gdyby przyznały, że dyskryminacja istnieje, wypadałoby im wprowadzić mechanizmy zapobiegające dyskryminacji w zarządzanych przez nie firmach. A często nie mają ochoty tego robić. Mężczyzna osiągający sukces zwykle jest solidarny z kolegami, ciągnie ich za sobą. Kobiety zwykle są solidarne, gdy chodzi o wykonywanie obowiązków domowych, wspieranie się nawzajem w opiece nad dziećmi, czyli tzw. kobiece zagadnienia. Gdy jednak dostaną się na szczyt zawodowej hierarchii, zazwyczaj wciągają drabinę. 

Dlaczego?

Osiągnięcie zawodowego sukcesu jest dla nich dużo bardziej kosztowne. Dlatego mają mniejszą ochotę tym dobrem się dzielić.    

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj