szukaj
Rozmowa z prof. Tomaszem Maruszewskim, psychologiem
O pamięci i opamiętaniu
O tym, co w nas zostanie po katastrofie smoleńskiej - mówi Tomasz Maruszewski.
Usuwanie zniczy nie może się przyczynić do wzmacniania pamięci o prezydencie ani do poprawy jego wizerunku.
Paweł Kula/PAP

Usuwanie zniczy nie może się przyczynić do wzmacniania pamięci o prezydencie ani do poprawy jego wizerunku.

Joanna Cieśla: – Zastanawiamy się czasem, co teraz robi któryś z polityków, i nagle konstatujemy, że zginął pod Smoleńskiem. Coś takiego zdarzyło mi się ostatnio kilka razy. To niebywałe, jak szybko blaknie pamięć tak tragicznego wydarzenia.
Tomasz Maruszewski: – Nie zawsze tak się dzieje. Jeśli w społeczności jest wspólna opowieść o tym, co się stało, pamięć trwa znacznie dłużej. Ale jeżeli ludzie mają różne wizje wydarzeń, to pamięć o nich mniej więcej po 20–30 tygodniach słabnie. Najszybciej ulatują informacje o tym, co nie było sednem – na przykład w sprawie smoleńskiej o innych ofiarach niż para prezydencka czy osoby znane z pierwszych stron gazet.

Dlaczego tak się dzieje?
Przez zjawisko, które psychologowie nazywają hamowaniem kolektywnym – kiedy ludzie rozmawiają o jakimś zdarzeniu, suma informacji, z którą kończą dyskusję, jest mniejsza niż suma informacji, które każdy z rozmówców miał na początku. Gdy wiedza różnych osób nie pokrywa się ze sobą, skupiają się one na tym, w czym się zgadzają. Co do wątków, w których się różnią, nabierają wątpliwości: mogłem to źle zapamiętać – myślą. A w sprawie katastrofy smoleńskiej tego, co do czego się zgadzamy, jest bardzo mało.

Czyli debata, dyskusja szkodzi pamięci?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną