szukaj
O Eryku, co zabił księdza
Nocny pociąg
Eryk przyznał się, że zabił Krzyśka. Krzysiek okazał się księdzem.
O śmierci ks. Krzysztofa nawet gazety nie umiały pisać.
Stephan John/PantherMedia

O śmierci ks. Krzysztofa nawet gazety nie umiały pisać.

W czwartek 24 marca 2011 r. ks. Krzysztof, wikary z gdańskiej parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem św. Krzysztofa, taki zawsze sumienny, nie pojawił się na wieczornej mszy. Leżał u siebie w mieszkaniu – przygnieciony regałem, w ustach kula z papieru toaletowego. Ks. Zdzisław go znalazł, nie mógł zrozumieć, wychodził z mieszkania, wchodził jeszcze raz, ale było to samo.

Krzysztof

Każdą z 39 stron księgi swojego życia ks. Krzysztof starał się zapisać najpiękniej, jak potrafił; przed sześciu laty wiatr zamknął księgę życia Jana Pawła II, teraz zamknęła się księga skromnego wikarego – mówił 30 marca na mszy pożegnalnej we wsi Luzino ks. Paweł, kolega Krzysztofa z seminarium. W Luzinie Krzysztof został wikarym zaraz po studiach, a pierwsza parafia jest jak pierwsza miłość, najczęściej się do niej wraca myślami – mówił ks. Paweł. Ks. Krzysztof opiekował się tutejszą młodzieżą, zakładał gazetkę parafialną, kawiarenkę młodzieżową Eden, organizował drogi krzyżowe i pielgrzymki. W 2000 r. został gminnym człowiekiem roku. Potem wracał często, bo w Luzinie zamieszkali jego rodzice.

Pogrzeb był dostojny, przyjechał arcybiskup Głódź. Ministranci rozdawali obrazki z błogosławieństwem arcybiskupa. Autokarami przyjechali ludzie z gdańskiej parafii św. Krzysztofa i chłopcy z Zespołu Szkół Okrętowych, gdzie zmarły uczył religii.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną