Rozmowa z Andrzejem Dziubkiem, liderem De Press
Nad orawskim fiordem
O swojej ucieczce z Polski i rockowej karierze w Norwegii - mówi Andrzej Dziubek.
Andrzej  Dziubek w rodzinnej Jabłonce.
Marta Strzoda/Agencja Gazeta

Andrzej Dziubek w rodzinnej Jabłonce.

Cezary Łazarewicz: – Pana płytę „Block to Block” uznano za najważniejszą norweską płytę rockową XX w.
Andrzej Dziubek: – Norwegowie lubią ludzi naturalnych, którzy niczego nie udają i grają to, co im dyktuje serce.

Dlatego śpiewał im pan te piosenki po góralsku?
Oni nikomu nie narzucają swojej kultury i jest w nich ciekawość, co to za człowiek do nich przyjechał. Ja przyjechałem z Orawy, miałem do zaproponowania góralski folklor i im się to spodobało. Poza tym oni lubią folklor.

To pan wymyślił, żeby grać im po góralsku?
Koledzy z zespołu mnie namówili. Przecież sam bym nie wpadł na to, że Norwegowie będą chcieli słuchać góralskich przyśpiewek. To był przypadek. Na jednej z prób zaśpiewałem piosenkę pochodzącą spod Krościenka, znaną mi z folklorystycznego zespołu Małe Podhale, w którym występowałem będąc dzieckiem. Zanuciłem: Wysedł jo se łąckę kosić, słonko świeciło, dokładając kilka chwytów na gitarę. Spodobało się. Joen Kristensen i Ole Snortheim, z którymi grałem w zespole De Press, powiedzieli: Tak będziemy teraz grali. Tę jedyną śpiewaną po polsku piosenkę umieściliśmy na naszej debiutanckiej płycie i nagle odkryły ją norweskie rozgłośnie radiowe. Wtedy cały świat interesował się Polską, bo powstała Solidarność.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną