Marsz to zdrowie
No to chodźmy
W maju nawet największe leniuchy chętniej wybierają się na spacer. I dobrze, bo chodzić trzeba jak najwięcej – to marsz po zdrowie.
Chód jest czynnością odruchową, niemal machinalną, właściwie dzieje się bez udziału naszej woli.
Adrian Gładecki/Reporter

Chód jest czynnością odruchową, niemal machinalną, właściwie dzieje się bez udziału naszej woli.

Ludwig van Beethoven rankami i wieczorami zażywał długich spacerów po lesie, a żeby lżej mu się chodziło, rozbierał się przy tym do bielizny. Amerykański myśliciel Henry Thoreau pisał, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować, jeśli nie spędzi co najmniej czterech godzin dziennie na łażeniu po łąkach i wzgórzach. Benjamin Franklin przeprowadził się z centrum Paryża pod Wersal, by móc korzystać z dużego parku do spacerów. Arthur Rimbaud pieszo przewędrował Alpy.

W dawnych czasach ludzie chodzili, bo nie było czym jeździć. Ale nawet jak już istniały samochody, autobusy i pociągi, niektórzy nie wsiadali. Gandhi nie tylko regularnie spacerował po porannych medytacjach szybkim krokiem i zawsze udawał się do pracy pieszo, ale w ogóle przemierzył prawie całe Indie na nogach. Zainicjował też 400-kilometrowy tzw. marsz solny, będący masowym protestem przeciwko obłożeniu soli podatkiem przez brytyjskie władze kolonialne.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną