Śmierć kajakarzy
Czy można być bezpiecznym w dżungli?
Wybierając się w podróż w odległe, egzotyczne części świata, trzeba zadbać nie tylko o zabezpieczenie medyczne, ale też o zabezpieczenie kulturowe.

Joanna Cieśla: Informacja o polskich kajakarzach, którzy zginęli z rąk peruwiańskich Indian, wstrząsnęła opinią publiczną. Ale ludzie, niestety, codziennie giną w różnych okolicznościach. Dlaczego akurat ta śmierć jest dla nas tak szokująca?

Prof. dr hab. Paweł Boski: Zapewne dlatego, że wydaje nam się, iż żyjemy w globalnej wiosce, więc widok białego człowieka nie powinien nikogo dziwić, ani tym bardziej przerażać. A to złudzenie - miejsca, gdzie ludzie do tego nie przywykli, wciąż są na świecie dosyć liczne. Amazonia należy do takich rejonów. Przyznajmy zresztą, że w niejednej polskiej wiosce widok człowieka czarnoskórego czy Indianina także wzbudziłby poruszenie. Taka osoba budzi ciekawość, która może być podszyta lękiem, ale też pytanie: po co oni tu przyjechali?

Część komentatorów podkreśla, że wśród części mieszkańców dorzecza Ukajali wciąż żywe jest przekonanie, że biali skradają się do wiosek, aby zabijać Indian.

Słyszałem o tym, sam nie spotkałem się z tą legendą, więc trudno mi się wypowiadać. Jednak nawet moi magistranci, którym zadałem pytanie o to, co mogło stać się niewłaściwego ze strony naszych rodaków, zaproponowali dużo mniej egzotyczne wyjaśnienie. Z relacji mediów wynika, że para podróżników zostawiła swój kajak w szuwarach i na brzegu, nieopodal osady, zaczęła rozkładać namiot. Gdyby w Polsce ktoś obcy zaczął się rozbijać pod czyimś płotem, też mógłby spotkać się z ostrą reakcją; czasy, gdy gospodyni przyniosłaby kolację do namiotu z bezinteresownej gościnności chyba minęły. Jeśli chcemy przenocować na czyimś terenie, albo widzimy, że niedaleko są jakieś zabudowania, idziemy i pytamy, czy możemy zostać. Nie ma tu żadnych różnic kulturowych, tylko uniwersalna zasada grzeczności. Oczywiście, w Polsce po zwróceniu uwagi intruzom raczej nikt nie wróciłby z fuzją – zwłaszcza, widząc, że odchodzą. Ale już w południowych stanach USA, gdzie dostęp do broni i zasady sięgania po nią są bardzo liberalne, można to sobie wyobrazić.

Czy to znaczy, że nie należy rozpatrywać tej sprawy z perspektywy różnic międzykulturowych?

Inaczej rozłożyłbym akcenty. Według doniesień mediów osada, przy której rozbili się Polacy, była bardzo niewielka. Podobno mogła to nawet być jedna liczna rodzina. Społeczności, które żyją w takiej izolacji, często są zmarginalizowane, funkcjonują poza systemem – i tym, rozumianym jako współczesna wspólnota cywilizacyjna, i jako system tradycyjnych wierzeń. W takich warunkach częściej dochodzi do patologii i różnego rodzaju zaburzeń. Mówi się o tym, że człowiek, który zabił parę z Polski, był pod wpływem alkoholu lub w innym stanie odurzenia. Warto dodać, że nawet w takich okolicznościach jest szansa na to, żeby się uratować. Polacy wybierający się w podróże w odległe rejony świata pamiętają o odpowiednim zabezpieczeniu – na przykład medycznym, ale, niestety, często nie myślą o tym, żeby zabezpieczyć się kulturowo, choćby poprzez znajomość kilku najczęściej używanych słów w lokalnym języku.

Gdy ma się styczność z plemieniem mieszkającym w głębi dżungli, trudno się przygotować – informacje na jego temat, jeśli są, to szczątkowe. Nie wiadomo nawet, jakiego języka używa.

To prawda. Są jednak ogólne zasady i sposoby zachowania, po które można sięgać, nawet nie znając języka. Jeśli czujemy zagrożenie, warto okazać uległość, to, że szanujemy, że ta druga strona kontroluje sytuację. Inny sposób to próba odwołania się do wspólnych wartości. Kiedyś zostałem uprowadzony w Nigerii, po tym jak wsiadłem do fałszywej, jak się okazało, taksówki. Próbowano mnie zastrzelić, ale na moje szczęście w Nigerii akurat był z wizytą Jan Paweł II. Zacząłem więc mówić, że papież każe kochać się nawzajem. To być może mnie uratowało, rabusie wzięli ode mnie wszystko, co posiadało jakąkolwiek wartość materialną i wyrzucili z jadącego samochodu. W kontakcie z tradycyjnymi społecznościami warto - choćby na migi - powoływać się na to, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Raczej nie ma ryzyka, aby członkowie takich grup nie wierzyli w jakiś rodzaj bóstwa, które panuje nad światem. Pozostają wreszcie niebagatelne argumenty materialne. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z mieszkańcami amazońskiej dżungli, czy z kongijskimi plemionami, w ich przekonaniu biały człowiek jest bogaty. I to, że chce się swoim bogactwem podzielić, może być wystarczającym powodem, aby zachować go przy życiu. Wszystkie te uwagi człowieka doświadczonego w egzotycznych podróżach nie zmieniają jednak sprawy najważniejszej, że popełniona została zbrodnia, której sprawcy - miejmy nadzieję – zostaną osądzeni i ukarani. Nasi rodacy kajakarze nie byli winni swej śmierci, natomiast zapewne nie wykazali wystarczającej przezorności i kompetencji kulturowych, które mogłyby odwrócić ich tragiczny los.

  

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj