Z życia sfer
Kto kontroluje armię
Po raporcie Millera wiemy, że polskie wojsko funkcjonuje kiepsko z powodu fatalnego systemu kontroli.

Doradca wojskowy byłego szefa MON w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” nie kryje, że „było coś bardzo niedobrego z kontrolami. Ktoś je przeprowadzał i meldował przełożonym, że wszystko jest w porządku”.

Aby dowiedzieć się, kto to był, udałem się do znajomego pułkownika ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

– Sygnały o nie wiadomo przez kogo przeprowadzanych kontrolach mieliśmy od dawna – potwierdza. – Podejrzewaliśmy, że wysyła je Departament Kontroli, ale ci z Departamentu zapewnili mnie, że przeprowadzają kontrole tylko na papierze i że gdyby kontrolowali coś naprawdę, musieliby o tym wiedzieć.

– Może to byli kontrolerzy z MON? – głośno myślę.

– Niech pan nie żartuje, wszyscy wiedzą, że MON nie ma żadnej kontroli nad wojskiem. Ci z MON twierdzą, że cała ich wiedza o wojsku wynika z raportów, które bez przerwy otrzymują, chociaż nie mają pojęcia, kto i na czyje polecenie je pisze. Jeśli te raporty przez lata nie wzbudzały ich niepokoju, to tylko dlatego, że były niezwykle pozytywne, co dowodziło, że nie sporządzali ich przypadkowi ludzie, ale fachowcy znający się na pisaniu raportów.

– To może kontrolującymi byli ludzie ze Sztabu Generalnego? – drążę.

– Wątpię. Zresztą ci ze Sztabu przyznali, że ich też nękano kontrolami. Podobno parę razy pojawił się jakiś pułkownik, żądając okazania kompletu tajnych dokumentów. Kiedy chcieli, żeby się wylegitymował, zaczął krzyczeć, że jak będą fikać, to załatwi ich w swoim raporcie. Dali spokój, bo to jest wojsko i pewne zasady obowiązują. Nawiasem mówiąc, przez chwilę podejrzewaliśmy, że tego pułkownika wysłał Kontrwywiad Wojskowy, czyli my. Niestety, musieliśmy siebie wykluczyć, gdyż nie znaleźliśmy u nas pułkownika zdolnego do przeprowadzenia poważniejszej kontroli.

Przełom w śledztwie, powiada mój rozmówca, nastąpił tydzień temu, gdy podczas ćwiczeń na jednym z poligonów udało się zatrzymać dziwnie zachowującego się pułkownika, który wyglądał, jakby coś kontrolował.

– Podczas przesłuchań przyznał się, że jest bezrobotnym księgowym, a kontrolami zajął się dziewięć lat temu. Przez ten czas w kupionym na Allegro mundurze skontrolował kilkaset jednostek wojsk lądowych, sił powietrznych, marynarki wojennej, a także dowództwa okręgów wojskowych, Sztab Generalny i Główny Inspektorat Sił Zbrojnych. Po każdej kontroli wysyłał dziesiątki raportów, ocen, wniosków i szczegółowych analiz. Wszystkie pozytywne, bo – jak zapewnił – nie chciał szkodzić armii, tylko ją kontrolować.

Na pytanie, czy w związku z tą sprawą nie doszło przypadkiem do kompromitacji armii, pułkownik oświadczył, że akurat armii w tej sprawie nie można nic zarzucić, bo sprawca był cywilem, w dodatku mocno zaburzonym psychicznie, na co wskazuje entuzjastyczny ton jego raportów.

– Ustaliliśmy, że raporty te były dla ministra Klicha jedynym źródłem informacji o sytuacji w wojsku. Czytając je miał prawo wierzyć, że stworzył nowoczesną, dysponującą sprawnym sprzętem armię zawodową. Niestety, wygląda na to, że padł ofiarą szaleńca – wzdycha pułkownik.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj