Statystycznie, raz w tygodniu
O życiu w związku lesbijskim po 21-letnim małżeństwie i wychowaniu dzieci.
Tumblr

Jeśli rozmawiałybyśmy za rok, zrobiłabym publiczny coming out. W przyszłym roku odchodzę na emeryturę. Moje stanowisko pracy jest zakwalifikowane jako wysoce eksploatujące psychicznie, dlatego na emeryturę odchodzimy wcześniej. Mam 47 lat.

Powiedzmy, że nazywam się Ewa. To imię mojej pierwszej fascynacji. Nie było między nami seksu, choć w wyobraźni brałam jej piersi w dłonie. Takie tam podręcznikowe lesbijskie zauroczenie: miałam 15 lat, a ona była moją panią od wuefu. Możesz nazwać mnie też Ula. Mniejsze piersi niż Ewa, harcerka, była druhną mojej drużyny.

Przyjechałam do Łodzi z małej wioski w 1983 r. Do liceum. Moją trzecią fascynacją była koleżanka z bursy. W bursie to nie mogło się rozwinąć (nocą panie robiły nam naloty, z zaglądaniem pod kołdry). Nigdy nie miałam chłopaka. Nawet nie wiem, czy się im podobałam. Tego się nie zauważa. Gdybym wtedy znalazła choć jedną odważną lesbijkę, nie zniszczyłabym życia sobie i byłemu mężowi.

Ślub wzięliśmy po trzech tygodniach znajomości. Osiągnęłam statystyczny wówczas na wsi wiek do roli żony, czyli 20 lat. Ten facet się po prostu napatoczył. Poznała nas moja ciotka, mamie bardzo się spodobał: miastowy, ułożona po katolicku rodzina, ciotka lekarka, matka księgowa. Akuratny.

Żadna ciąża. Powodem była moja prowincjonalna świadomość konieczności posiadania męża. I strach przed niedostosowaniem się do wyobrażeń mamy, byłej dyrektorki szkoły wiejskiej, bardzo zaprzyjaźnionej z proboszczem, żyjącej na zdrowych statystycznych zasadach.

W małżeństwie byłam 21 lat. Spirala czasu: kredyt, dom, nasza praca, jego garaż. Toczenie się, bez roztrząsania w kategoriach szczęścia czy nieszczęścia. Po roku córka, pieluchy. Druga córka, pieluchy. Dzieci chorują, jemu rośnie brzuch. Latem jakieś przemieszczanie się na polskie lub zagraniczne wakacje.

Jak było w łóżku? Koszmarnie. Ktoś w ciebie włazi, bo taka jest twoja statystyczna rola społeczna związana z twoją pochwą. Nigdy nie mieliśmy wspólnej sypialni. Dużo spałam przez te 21 lat. Sen był moim jedynym wyzwoleniem z tej kretyńskiej sytuacji. Mogłam śnić bezkarnie i bez świadków.

Czy mąż podejrzewał? Były między nami śniadaniowe kłótnie, obwiniał mnie, że staje się impotentem. Myślę, że mówił prawdę. Za dużym był dusigroszem, żeby utrzymywać kochankę, poza tym chyba chciał być wierny.

Zmuszałam się dla świętego spokoju. Potem on szedł do siebie, włączał na wideo film typu Rambo-Bambo, a ja myślałam o samobójstwie.

Aż umarła moja teściowa. Była silną osobowością i miała duży wpływ na nasz związek, mąż ją ubóstwiał. Śmierć teściowej zbiegła się z przełomem wieków, kiedy Internet wszedł pod strzechy, również naszą. Internet był przełomem w życiu wielu lesbijek mężatek. Zaczął się mój czat na portalach typu kobiety-kobietom. Klikanie w zakładkę ogłoszenia, poznawanie, szaleństwo. Jako pracownik mundurowy błyskotliwie wyczuwałam, kto jest ze mną na czacie. W większości dojrzałe, niejednokrotnie zdemoralizowane kobiety. Zaczęłam umawiać się z lesbijkami z okolic Łodzi i chodzić w miasto. Zachowywałam się jak nastolatka. Dziś tłumaczę to tym, że to był mój spóźniony okres dojrzewania.

Pierwszą kobietę poznałam w 17 roku małżeństwa. Lekarka, kilka lat młodsza. Byłam zauroczona, a jej chodziło o seks. Po pół roku znudziłam się jej.

Moja druga kobieta była młodsza ode mnie o 16 lat. Bardzo ją kochałam.

Podjęłam decyzję o rozwodzie. Czekałam do pełnoletniości młodszej córki. Chciałam uniknąć tych wszystkich procedur – jakieś wywiady środowiskowe, kuratorzy, psycholodzy. Wolałam zaoszczędzić dzieciom stresu.

Z początku mąż się płoszył, usiłował przekonać sąd, że jestem dziwna, noce spędzam z kobietami. Ale sędzia podeszła do sprawy urzędowo: dzieci są pełnoletnie, więc to, z kim spędzam noce, nie ma formalnego znaczenia. Zostawiłam mu większość wspólnego dorobku. Zrobiłam mu krzywdę. Czym? Przecież wziął sobie za żonę jajko niespodziankę. Myślę nawet, że mnie kochał. Przyszedł z jakichś świątecznych zakupów z centrum handlowego, usiadł na wersalce i się popłakał, że chciałby być tak szczęśliwy jak ci ludzie, których mijał. Pytał, dlaczego nie możemy być tacy sami?

Rozumiem, że mógł czuć się upokorzony. Myślał, że skoro odeszłam do kobiety, nie sprawdził się jako mężczyzna.

Jak powiedziałam córkom? Nie zapraszałam ich na oficjalną kolację w stylu: musimy poważnie porozmawiać, jestem lesbijką. Kiedy już pomieszkiwałam z tą młodszą kobietą, wpadła do nas Eliza. Robiła sobie kanapki i wyglądało to mniej więcej tak: Ja: „Eliza, chcę ci powiedzieć, że jestem lesbijką”. Ona: „Czułam, mamo (łykała kanapkę). Wiesz co, ja też jestem lesbijką. Mam partnerkę, jest lekarką. Właśnie mamy randkę. Pogadamy później, dobrze?”.

Eliza to już inne pokolenie. Wyrastała razem z Internetem, ze świadomością, że słowo lesbijka występuje nie tylko w encyklopedii. Ma 22 lata, od trzech lat mieszka ze swoją panią doktor, zrobiła licencjat.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj