Studenci na granicy załamania nerwowego
Kruche Lwy
Coraz częściej młodzi Polacy przyznają, że nauka na studiach doprowadza ich na skraj załamania nerwowego.
Studentów tracących grunt będzie coraz więcej.
Image Source/Corbis

Studentów tracących grunt będzie coraz więcej.

Nikt nie policzył, ile osób uczących się w polskich szkołach wyższych zmaga się z zaburzeniami psychicznymi.
Caspar Benson/fstop/Corbis

Nikt nie policzył, ile osób uczących się w polskich szkołach wyższych zmaga się z zaburzeniami psychicznymi.

Klimat rywalizacji i nastawienia na sukces panujący na najbardziej prestiżowych kierunkach studiów szczególnie sprzyja utracie równowagi.
Yuri Arcurs/PantherMedia

Klimat rywalizacji i nastawienia na sukces panujący na najbardziej prestiżowych kierunkach studiów szczególnie sprzyja utracie równowagi.

Szymon

U Szymona, studenta elitarnego kierunku dla wrażliwych intelektualistów, zaczęło się od ucha. Bez fizjologicznej przyczyny w ciągu jednej doby częściowo stracił słuch. Według lekarzy mógł dać znać o sobie stres. Stres jednak dopiero nadchodził: rozwód rodziców, brak pieniędzy, przerwa w studiach. Praca w sklepach – beznadziejnie poniżej aspiracji. Lęk, że tak już zostanie. Powrót na studia zaoczne. – I plan: zakuwam od 17. Nie, od 19. Dobra, od północy. Późno się kładę, wystarczy od drugiej. Coraz silniejszy lęk. – Zacznę o czwartej. Ból brzucha, paraliżujący strach. ­Przekonanie, że jest dość inteligentny, żeby się nauczyć. Przekładane w nieskończoność egzaminy. – Lęk, co będzie, gdy nie skończę studiów. Za silny, by wziąć się do pracy. Za silny, żeby wyjść z mieszkania.

Dla Szymona pytania: „ile już studiujesz?”, „kiedy kończysz?”, są tym, czego – poza strachem – najbardziej nie chce. Powinien skończyć trzy lata temu. Ale gdy rano telefon pikał, że pora jechać na zaliczenie, po prostu nie potrafił wstać. A gdy wieczorem mijała kolejna godzina, w której miał usiąść do kucia, po prostu nie umiał wyłączyć telewizora. Podejrzewał, że nie jest zwykłym leniem, bo za bardzo chciał, żeby mu się udało. I za bardzo go paliły kolejne zawalone terminy. Zaczął się bać nieustannie: maila, który trzeba napisać, telefonu, który trzeba wykonać. Jutra. Koleżanka wysłała go do psychiatry.

Jakub

Jakub z modnego kierunku dla nowoczesnych Europejczyków prognozuje, że studentów tracących grunt będzie coraz więcej. Przewrotnie utracie równowagi psychicznej sprzyja to, co studenci lubią. Miękkie narkotyki, które – Jakub wie z doświadczenia – podstępnie patroszą człowieka z charakteru. Przez co nie jest w stanie osiągnąć czego innego, co studenci lubią, czyli sukcesu. A to powoduje napięcia. Jakub je odczuł, gdy się ocknął i zauważył, że na swym modnym kierunku trzeci raz powtarza pierwszy rok. Z desperacką skrupulatnością zaczął więc przepisywać notatki z wykładów. Na kolorowo, z podkreśleniami, równiutko. Szczególną wagę nadał estetyce własnego pisma. Krzywo podpisany indeks wyrzucił, bo krzywy podpis mógł zwiastować nieudany rok. Do nauki siadał wyłącznie z długopisem z pełnym wkładem. I w czystych skarpetach. Zaczął się wpatrywać w oczy wykładowcom – jeśli pierwszy spuścił wzrok, wiedział, że obleje. Profesora prokuratora unikał. Czuł, że ten, patrząc na Jakuba, wie, że Jakub pali skuny i zaraz zawiadomi policję. Podarł książki, z których wiedza nie chciała przejść do jego głowy. Coraz częściej nękały go impulsywne skojarzenia: autobus – pusty, nowy, czysty – tylko się rzucić.

Rodzice Jakuba chcieli zmotywować go do samodyscypliny. Co wzmagało jego nerwicowe objawy, więc sięgał po skuna. Skun nasilał nerwicowe objawy. Swoje modne studia zaczynał osiem razy. Polubił październik, nowy początek roku, w którym wszystko będzie inaczej. Czasem jakiś wykładowca przestrzegał na przykładzie Jakuba: uczcie się, bo ten tu od lat nie może zdać. Czasem ktoś ze studentów pytał, jak rozmawiać z jakimś adiunktem, bo on – Jakub – podobno ma doświadczenie. Po takich pytaniach Jakub szedł palić i pić. Szedł palić i pić także, gdy nie mógł dotrzeć na egzamin, bo tramwaj, na który czekał, okazał się niskopodłogowy. A w takim siedzenia ustawione są w różnych kierunkach, nie ma gdzie się schować przed wzrokiem współpasażerów. Szedł palić i pić również, gdy wychodził z egzaminu, którego nie sposób było zdać, bo w sali ktoś nonszalancko zostawił niedomknięte okno.

Ireneusz

Ireneusz Białek w 1999 r. został pełnomocnikiem rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. osób niepełnosprawnych. Próbował załatwić studentowi bardziej przystępną formę egzaminu. Od profesora usłyszał: „to nie jest kierunek dla kalek”. Pomyślał, że będzie miał dużo pracy.

Program

Nikt nie policzył, ile osób uczących się w polskich szkołach wyższych zmaga się z zaburzeniami psychicznymi. Prof. Andrzej Mania, prorektor UJ ds. dydaktyki, jest jednak przekonany, że coraz ich więcej. Dlatego poprosił Ireneusza Białka, szefa Biura ds. Osób Niepełnosprawnych (BON) na swojej uczelni, żeby się zastanowił, co można dla nich zrobić.

Białek wymyślił roczny program: zajęcia z psychologiem, w miarę potrzeby – psychiatrą, formalne ułatwienia w studiowaniu. Europejski Fundusz Społeczny dał 600 tys. zł dla 40 osób. Zgłosiło się 100, a do dziś łącznie 170 z różnymi problemami natury psychicznej. Program nazywa się Konstelacja Lwa. Lew symbolizuje odwagę, potrzebną, by mówić o problemach psychicznych. W czasie programu zakwalifikowane osoby raz w tygodniu spotykały się ze specjalistą na konsultacjach. Uczyły się, jak radzić sobie ze stresem, ćwiczyły techniki zapamiętywania. – Jeden z naszych celów to wsparcie studentów, żeby nie podejmowali pochopnej decyzji o rezygnacji ze studiów, co zdarzało się wcześniej – tłumaczy Ireneusz Białek. – Nie prowadzimy terapii, bo uczelnia nie jest do tego odpowiednim miejscem. Pomagamy natomiast ją znaleźć. Drugi cel programu to informacja. Na uczelni przeprowadzono debaty o chorobach psychicznych, ich wpływie na naukę, o granicach odpowiedzialności. Program, który miał charakter pilotażu, dobiegł końca (ma być kontynuowany, tym razem za środki własne UJ). Dzięki rozmowom z uczestnikami ujawnił pewne prawidłowości i pokazał fałsz kilku zwyczajowych przekonań.

Co najczęściej sprawia, że student szuka pomocy? – Zaburzenia osobowości, czyli pewne stałe skłonności do odczuć lub działań powodujących cierpienie, niedostosowanych do okoliczności. Na to nieraz nakładają się zaburzenia nastroju lub nerwicowe – uważa dr Edyta Dembińska, psychiatra wspierająca studentów w BON. Psychiatrze trudno ocenić, czy faktycznie jest tego coraz więcej. Może jest tyle, ile było, tylko ludzie częściej przychodzą po wsparcie, bo słyszą, że w walce z własnymi upiorami mogą liczyć na asystę.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj